post image
Skrzyżowanie ul. Matuszczyka i Radlińskiej nigdy nie było bezpieczne

Na jednym krańcu ulica krzyżuje się z drogą wojewódzką 933 (ul. Pszowską), prowadzącą w kierunku Pszowa i Raciborza. Nierzadko dochodziło tu do kolizji i wypadków, bo nie ma sygnalizacji świetlnej. Zniecierpliwieni kierowcy chcący skręcić w ul. Pszowską, co w godzinach szczytu jest nie lada wyzwaniem, wymuszają pierwszeństwo i doprowadzają do mniej lub bardziej groźnych stłuczek. Rozwiązaniem byłoby zainstalowanie tam świateł. Już kilka lat temu zarządzający skrzyżowaniem Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach miał projekt jego przebudowy, ale nie dogadał się z władzami miasta w kwestii finansowania inwestycji, więc plany zostały na papierze. Dziś o sygnalizacji mówią tylko kierowcy stojący w korku na ul. Matuszczyka i pomstujący na fatalny wyjazd.
Skargi mieszkańców
Nie inaczej jest z drugiej strony, czyli na skrzyżowaniu ul. Matuszczyka z Radlińską, którym administruje powiatowy zarząd dróg. Modernizowano je już kilka razy, ale efektów nie widać. Problem ten podnosili mieszkańcy osiedla 30-lecia i Piastów podczas spotkania z prezydentem Mieczysławem Kiecą, które odbyło się 1 lutego. Mówili o kłopotach z wyjazdem z pierwszego osiedla. Droga jest wąska i stroma, w efekcie przejeżdżające nią pojazdy zahaczają o siebie. Natomiast zimą, gdy jest ślisko, są poważne problemy z zatrzymaniem auta przed znakiem ustąp pierwszeństwa. W dodatku na końcu ulicy stoi niefunkcjonalna sygnalizacja świetlna. Powstała w połowie lat 90., czyli niedawno, jednak od początku były z nią kłopoty, bo na wysięgnikach i słupach powieszono tyle latarni, że mało który kierowca wiedział, gdzie ma się zatrzymać przed czerwonym światłem. Problemy potęgował sterownik, który ciągle się psuł. – Kilka lat później, przy okazji budowy pobliskiej stacji paliw, skrzyżowanie zmodernizowano, usuwając zbędne sygnalizatory i poprawiając nieco geometrię wlotów, ale do ideału wciąż daleko – przyznaje Józef Szymaniec, rzecznik Starostwa Powiatowego w Wodzisławiu. Dzisiaj, gdy kierowcy stoją przed światłami, mają wrażenie, że na zielony sygnał czeka się zbyt długo, a gdy w końcu już jest, pali się zaledwie kilka sekund. W tym czasie przemknie tu jedno, góra dwa auta. Sygnalizacja została pomyślana jako akomodacyjna, czyli miała reagować na zmieniające się warunki ruchu. Ze względu na uszkodzenia detektorów w słabej nawierzchni już dawno przełączono ją, ustalając na stałe czasy każdego z sygnałów.
Stanie bez sensu
Efekt jest taki, że nieraz, choć z jednego kierunku nie nadjeżdża nic, w przecznicy oczekuje na wjazd sznur aut, a kierowcy zastanawiają się, po co komu taka sygnalizacja. – Czy nie dałoby się tego synchronizować, by kierowcy nie czekali na wyjazd z ulicy Matuszczyka w Radlińską, w stronę osiedla, gdy skrzyżowanie jest puste? To jakiś absurd – pytał Piotr Kominek. Prezydent obiecał poruszyć sprawę na spotkaniu z władzami powiatu, bo choć ul. Matuszczyka jest gminna, to ul. Radlińska wraz ze skrzyżowaniem podlega starostwu. Jakby tego było mało, nie wszystkie przejścia chronione są tu sygnalizatorami. Tam, gdzie kierowcy skręcają w prawo, miga tylko żółte światło ostrzegające o zebrze. Wiele starszych osób, które przechodzą przez szerokie na 20 metrów dwie jezdnie, skarży się na problemy z opuszczeniem zebry przed ruszającymi pojazdami. – To niezgodne z przepisami. Przejście według norm drogowych może mieć najwyżej 14 metrów szerokości. Na środku tego skrzyżowania powinno się wybudować azyl, który umożliwi przechodzenie w dwóch etapach. Szkoda, że wybudowano to skrzyżowanie, zanim w Polsce popularne stały się małe ronda. To znakomite miejsce do ich zastosowania – zauważa Tomasz Wójcik, kierownik powiatowego referatu ds. zarządzania ruchem. Na poprawę czy przebudowę skrzyżowań na razie nie ma co liczyć. W najbliższym czasie będzie tylko remont wiaduktu na ul. Matuszczyka, który jest w bardzo złym stanie technicznym. Uszkodzenia widać gołym okiem. Liczne załomy w nawierzchni oraz uszkodzenia w dylatacji powodują, że kierowcy muszą się mocno natrudzić, by nie urwać zawieszenia.
Nie ma zagrożenia
Już teraz pojawiło się tam ograniczenie prędkości do 30 km na godzinę. – Roboty zaczną się wkrótce. Gotowy jest już projekt techniczny oraz studium wykonalności, które obejmują remont płyty przyczółków, wymianę dylatacji i całej nawierzchni mostu. Nie będą natomiast ruszane belki nośne i słupy, gdyż są w dobrym stanie. Absolutnie nie ma tu jakiegokolwiek zagrożenia zawalenia się konstrukcji – informuje Barbara Chrobok, rzeczniczka magistratu. Miasto nie ma zamiaru remontować całej nawierzchni ul. Matuszczyka, gdyż ma ona być częścią drogi zbiorczej, łączącej węzeł autostrady w Mszanie z okolicznymi miastami: Wodzisławiem, Pszowem i Rydułtowami. Ich władze starają się o dofinansowanie tej inwestycji w wysokości 18 mln zł. Jeśli Wodzisław otrzyma na to pieniądze, być może uda się poprawić błędy z przeszłości, których tu popełniono za wiele.

Komentarze

  • piotras A co z 15 lutego 2007 09:50skrzyżowaniem Pszowska/Matuszczyka tam jest jeszcze gorzej bo nie ma wogóle świateł?!
  • 17 lutego 2007 11:43Moze nowe władze miasta zainteresowałyby się skrzyżowaniem matuszczyka i Pszowską i zainterweniowały w ZDW, by zamontowano światła, tak jak miało to miejsce w Radlinie, na ul. Wodzisławskiej. Będzie można sprawdzić skuteczność nowego prezydenta

Dodaj Komentarz