post image
Anna i Józef Frydrychowie są już ze sobą siedemdziesiąt lat.


Panu Józefowi młoda dziewczyna z sąsiedniej Zawady od razu wpadła w oko. Poznał ją dzięki temu, że dość często odwiedzała przyjaciółkę w Syryni, rodzinnej miejscowości pana Józefa. Starał się o jej względy na różne sposoby. Wiedział, że to musi być ta dziewczyna, albo żadna inna. Ale i pani Annie przystojny chłopak z sąsiedniej miejscowości nie pozostawał obojętny. – To była miłość od pierwszego wejrzenia i na całe życie, druga taka się nie zdarza, dlatego nie wolno jej przeoczyć – przyznają. Pobrali się, gdy pani Anna miała 17 lat, a pan Józef 22 lata. Po ślubie najpierw zamieszkali z rodziną. Potem młody małżonek, z zawodu murarz, postanowił wybudować dom. Pomogli mu koledzy z branży. Wiodło im się nie najgorzej, ludzie cenili sobie jego pracę. Sielankę małżeńską przerwał wybuch II wojny światowej. – To były ciężkie czasy: bieda, głód, strach. Wydawało się, że to się nigdy nie skończy – wspominają. Dziś wspomnieniami chcą wracać tylko do najwspanialszych chwil, narodzin dzieci, wnuków i prawnuków. W zeszłym roku na świat przyszedł ich pierwszy praprawnuczek – Sylwester. Czy mają jakąś receptę na udane małżeństwo? – Bardzo dużo miłości, wyrozumiałości, szczerości i życie zgodnie z nakazami Boga – podają.

Komentarze

Dodaj Komentarz