post image

Sama Ania z brunetki zmieniła się w blondynkę. Zmieniła też nieco brzmienie swoich piosenek, ale wciąż pozostaje tą samą dziewczyną: skromną i czasami stremowaną.
– Jak publiczność przyjęła twoją nową płytę?
– Gdy byłam debiutantką, trudno było się przebić. Niełatwo skłonić kogoś do kupienia płyty wykonawcy, którego nie zna. Dziś mnóstwo osób kupuje moje płyty, przychodzi na koncerty, a moją muzykę słychać w popularnych rozgłośniach radiowych. Ponadto ludzie rozpoznają mnie na ulicy, w sklepie, mówią ciepłe słowa i to jest miłe. Bardzo też cieszę się z uznania branży. Bez niego zresztą jest się skazanym na potępienie, aczkolwiek ono nie przesądza o sukcesie. Potrzeba jeszcze ludzi, którym spodoba się moja muzyka.
– Często podkreślasz, że masz ogromną tremę przed koncertami. To dość dziwne w przypadku dziewczyny, która zmierzyła się z dosadną krytyką jurorów w „Idolu”.
– Trudno to właściwie wytłumaczyć. Być może chodzi o to, że widzów jest tak wielu, a ja jedna. Myślę jednak, że coraz lepiej radzę sobie z tłumem ludzi wpatrzonych we mnie.
– Co jest dla ciebie najważniejsze: koncerty, płyty, a może nominacje do nagród?
– Myślę, że wszystko po trochu, ale zwłaszcza to, że nadal chcę zajmować się tym, co robię. Muzyka to moja pasja, chcę poświęcać jej swoje siły i pomysły.
– Czy zastanawiasz się, gdzie byś dziś była, gdyby nie „Idol”?
– Nie, nie lubię gdybać, co nie oznacza, że wstydzę się tej przeszłości. Wręcz przeciwnie, to były dla mnie bardzo fajne, luksusowe wakacje, jakie wcześniej nigdy mi się nie zdarzyły. Jednak najważniejsze jest to, czy ma się do przekazania innym swoje emocje, uczucia, myśli. Jeśli jest się na to gotowym i ma się determinację, może się udać.
– Masz już pomysł na nową płytę?
– Tak, mam już pewien zamysł w głowie. Gra jakaś muzyka. Chciałabym pójść w bardziej żywy charakter, jeszcze bardziej zespołowy. Ale to jeszcze marzenie jak dom poza miastem.

Komentarze

Dodaj Komentarz