post image
Strażacy walczyli z żywiołem przez blisko cztery godziny, ale nie bardzo było co ratować. Zdjęcia: PSP


Eksplozja wstrząsnęła osiedlem domów jednorodzinnych około godz. wpół do pierwszej. Była tak potężna, że huk było słychać w promieniu kilku kilometrów. Okoliczni mieszkańcy mówią, że ich domy zatrzęsły się w posadach. – Myślałam, że to nalot bombowy jak w czasie wojny światowej – opowiada starsza kobieta. Eksplozja spowodowała zawalenie się dwóch ścian zewnętrznych na wysokości pierwszego piętra, wypadnięcie szyb i naruszenie konstrukcji. Reszty dzieła zniszczenia dokonały płomienie. Spaliła się też część sąsiedniego budynku gospodarczego, a właściwie stodoły. Nadzór budowlany zakazał wstępu na pogorzelisko. Z żywiołem walczyło 25 strażaków, a także pracownicy pogotowia gazowego, energetycznego, ratunkowego, strażnicy miejscy i policjanci.
– Ogień udało się opanować dość szybko, choć szalał wszędzie. Około czterech godzin zajęło dogaszanie i zabezpieczanie rejonu zdarzenia – mówi kapitan Mirosław Juraszczyk, zastępca komendanta PSP w Jastrzębiu. Po ugaszeniu ognia wśród zgliszcz znaleziono nadpalone ciało Mieczysława R. Ze wstępnych ustaleń wynika, że gospodarz podpalił stodołę, odkręciwszy tam wcześniej butlę z gazem, a następnie poszedł do domu, otworzył zawory trzech kolejnych butli i podłożył ogień w jednym pokoju. Musiał użyć do tego benzyny, bo znaleziono pusty kanister. Gdy pożar rozprzestrzenił się, siłą rzeczy doszło do wybuchu gazu. Co było przyczyną tej tragedii?
– Mógł być to skutek nieporozumień rodzinnych, gdyż zniszczone budynki były przedmiotem podziału spadkowego – mówi komisarz Bronisław Wójcik, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Jastrzębiu. Sprawą zajęła się też prokuratura. Na razie zleciła sekcję zwłok, która określi przyczyny śmierci. Jej wyniki mają być znane jeszcze w tym tygodniu. – Obecnie nie można stwierdzić, czy było to samobójstwo, czy też nieszczęśliwy wypadek. Ustalamy to – mówi Jacek Rzeszowski, szef jastrzębskiej prokuratury. Mieszkańcy ul. Cieszyńskiej są wstrząśnięci. Mówią, że Mieczysław R. przez lata dzielił dom z ojcem, który zmarł w zeszłym roku. Po jego śmierci stał się samotnikiem.
Ludzie nie mogą uwierzyć w to, by mógł targnąć się na życie. – To był taki spokojny człowiek – mówi jedna z sąsiadek. Jak dowiedzieliśmy się w KWP w Katowicach, Mieczysław R. był emerytowanym górnikiem. Krótko po pogrzebie ojca między rodzeństwem zaczęły się kłótnie na tle spadkowym. Straty spowodowane wybuchem i pożarem oszacowano wstępnie na 300 tys. zł.

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.