W niedzielę krótko po godz. 16 na lotnisku Aeroklubu ROW w Rybniku Gotartowicach zginął 53-letni Bogusław M., doświadczony paralotniarz z Żor. Podchodząc do lądowania, zaczął nagle pikować w dół i z wysokości ok. 10 m runął na pole pszenicy, na zachodnim krańcu lotniska.
Jego koledzy natychmiast wezwali pogotowie, ale fachowa reanimacja nie dała rezultatów. Oględzin miejsca tragedii dokonali członkowie komisji badającej wypadki lotnicze i prokurator, który zarządził sekcję zwłok. Jej wyniki mają pomóc ustalić przyczyny dramatu. Bogusław M.
paralotniarstwo uprawiał rekreacyjnie od kilku lat i miał za sobą blisko 200 podobnych lotów, które dotąd kończyły się szczęśliwie. Jego koledzy nie wykluczają, że, podchodząc do lądowania, mógł doznać ataku serca, co tłumaczyłoby nagłą zmianę toru lotu. Zauważają też, że wysokość nie była aż tak duża, a podłoże stosunkowo miękkie. – Kilku się połamało, kilku zabiło, takie jest lotnictwo... – powiedział na odchodne jeden ze zmartwionych paralotniarzy.
W ubiegły czwartek natomiast ok. godz. 10.45 w rejonie ulicy Gruntowej na peryferiach Rybnika awaryjnie lądowała awionetka. Leciała z czeskiej Ostrawy do Łodzi. Dwaj piloci, obywatele Litwy i Kazachstanu, chcieli międzylądować w Katowicach. – Twierdzili, że do zmiany planów zmusiła ich nieprawidłowa praca silnika. Obaj mają licencje. Byli trzeźwi. Nie odnieśli żadnych obrażeń. Okoliczności zdarzenia zbada komisja ds. wypadków lotniczych – informuje nadkomisarz Aleksandra Nowara, rzeczniczka rybnickiej policji. Na miejsce przyjechali m.in. strażacy i kierownik ds. technicznych Aeroklubu ROW. Stwierdzili uszkodzenia kadłuba, skrzydła, podwozia, śmigła i ogona awionetki.

Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz