post image
Czteroletnia Zuzia do przyczepy spakowała wszystkie swoje zabawki


Czasy, gdy na rynku dostępne były polskie przyczepy wprost proporcjonalne do osiedlowego M-2, odeszły bezpowrotnie. Gdy z Zachodu zaczęto hurtowo sprowadzać używane samochody, z czasem zaczęły również do nas trafiać używane przyczepy. Dziś bez większych kłopotów można kupić przyczepę używaną bądź nową lub tylko ją wypożyczyć. Wybór jest duży: od małych po prawdziwe kolosy. Różne są też standardy wyposażenia. Najnowsze, komfortowe przyczepy to prawdziwe apartamenty na kółkach, wyposażone w prysznic czy zestawy do odbioru telewizji satelitarnej, nie wspominając już o meblach, bogato wyposażonej kuchni czy klimatyzacji.
W samym tylko Rybniku jest obecnie zarejestrowanych blisko 60 przyczep, jeszcze kilka lat temu było ich tu ledwie kilkanaście.
Takim domkiem na kółkach można szybko się przemieścić, ale można również potraktować ją stacjonarnie i rozpisać grafik turnusów dla rodziny bądź znajomych na całe wakacje. Przyczepy mają wiele zalet. Jedną z nich jest swoboda i świadomość, że czy nad morzem czy na Mazurach, mieszka się wciąż u siebie. Druga sprawa to możliwości, jakie stwarzają różnego rodzaju namiotowe przystawki, z pomocą których niewielką nawet przyczepę można rozbudować do rozmiarów całkiem sporej willi.
Kolejna sprawa to pojemność przyczepy, którą na czas podróży można zmienić w największy z możliwych bagażników. Zmieszczą się w niej wszelkie potrzebne sprzęty, począwszy od leżaków i mebli ogrodowych po rowery, pontony, wentylatory.
Kilka dni temu na kempingu nr 200 w Rybniku Kamieniu spotkaliśmy takich właśnie samowystarczalnych wczasowiczów ze... Świętochłowic. Państwo dwa lata temu z ogłoszenia kupili niewielką, używaną przyczepę i przystosowali ją do swoich potrzeb.
– Mamy w niej tylko dwie sypialnie i lodówkę, ale to nam w zupełności wystarczy. Znamy Kamień z czasów, gdy kopalnie i huty organizowały tu zakładowe festyny. Jest tu tanio, cicho i swobodnie, więc chętnie przyjeżdżamy. A jakby nie było pogody, do domu nie mamy daleko, więc się raz-dwa pozbieramy – opowiada pani Krystyna. Jej mąż Stanisław ciągnie przyczepę volkswagenem transporterem. – Nawet nie czuję, że ją ciągnę, tylko trochę więcej auto bierze paliwa – opowiada. Kuchnię i jadalnię urządzili sobie w namiotowej przystawce zespolonej z przyczepą. Żyć nie umierać. Czteroletnia wnuczka Zuzia zabrała ze sobą prawie wszystkie zabawki, łącznie z dmuchanym krokodylem. – Ta swoboda bardzo jej się podoba i nawet nie chce słyszeć o powrocie do domu – mówi babcia Krystyna. W Świętochłowicach mieszkają w bloku, więc na zimę odstawiają swoją przyczepę na parking strzeżony. Ale na kempingu w Kamieniu można również spotkać turystów z zagranicy. Przynajmniej raz w roku odbywają się tu również karawaningowe zloty miłośników podróży z przyczepą.

Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz