post image
Wiedza na medal

By się zakwalifikować do pierwszego etapu, trzeba było napisać pracę badawczą na dowolny temat. Czarnowłosa licealistka postanowiła napisać o tym, jak na rozwielitki wpływają różne substancje, np. detergenty. Otrzymała za nią 46 pkt na 50 możliwych i zakwalifikowała się do drugiego okręgowego etapu w Katowicach. Zajęła tam drugie miejsce, za Anną Kornakiewicz z Zawiercia, i awansowała do warszawskiego finału olimpiady. W finale z udziałem 101 uczniów rybniczanka okazała się już bezkonkurencyjna, a jej koleżanka z Zawiercia zajęła trzecie miejsce. W nagrodę II LO otrzymało wyposażenie nowoczesnej pracowni biologicznej.
Dla pierwszej finałowej dziesiątki zorganizowano w Warszawie czterodniowe zajęcia, w czasie których młodzi biolodzy sekcjonowali, czyli kroili larwy, gąsienice i ryby. Wyłoniono spośród nich cztery osoby, które miały reprezentować Polskę na finale światowym olimpiady biologicznej w Kanadzie. Jednym z kryteriów była znajomość języka angielskiego. Oprócz Nataszy (finalistki olimpiady z języka angielskiego) i Ani załapali się też Paweł z Sanoka i Rafał z Zambrowa. Zanim wylecieli do Kanady, przez cztery dni dokształcali się jeszcze na Uniwersytecie Warszawskim z biochemii i genetyki.
– Te dwie dziedziny interesują mnie najbardziej. Zajęcia praktyczne na uniwersytecie bardzo dużo nam dały, bo w czasie lekcji jest ich mało. Zresztą we wcześniejszych edycjach światowej olimpiady Polacy świetnie wypadali na testach, ale tracili dużo punktów w czasie sprawdzianów praktycznych – mówi licealistka.
Olimpiada odbywała się w Saskatoon (2,5 godziny lotu od Toronto), gdzie zameldowało się 196 uczestników z 49 krajów. Po dwóch dniach przeznaczonych na aklimatyzację rozpoczęła się wielka rywalizacja.
– Kroiliśmy wieloszczety, takie półmetrowe morskie dżdżownice. Każdy z nas otrzymał żyletkę, nożyczki oraz 20 szpilek z główkami o różnych kolorach, którymi trzeba było oznaczyć wskazane narządy tych stworzeń. Zrobiłam to bardzo delikatnie i zarobiłam sporo punktów – opowiada Natasza.
Jeszcze trudniejsze zadanie postawiono przed nimi w czasie części związanej z genetyką. Dość powiedzieć, że z DNA bakterii mieli wydzielić tzw. plazmidy – dla przeciętnego zjadacza chleba czarna magia. Nasza licealistka owe plazmidy odseparowała, ale dwóch kolejnych zadań zrobić już nie zdążyła. Ważne, że za to, co zrobiła, otrzymała maksymalną liczbę punktów. Ostatecznie Natasza Gałuszka zdobyła srebrny medal, a pozostała trójka brązowe.
W czasie 11-dniowego pobytu w Kanadzie odwiedzili park narodowy Prince Albert i na dwa dni zostali zakwaterowani w rezerwacie Indian. – Nie lada przeżyciem była wizyta w rezerwacie i nocleg w indiańskim tipi – wspomina Natasza. Jak sama mówi, naukowcem raczej nie zostanie, bo interesuje ją biochemia i genetyka, ale nudzi botanika i zoologia. Prawdopodobnie pójdzie w ślady rodziców i wybierze studia medyczne. W przyszłym roku będzie zdawać maturę, a że wygrała krajową olimpiadę, o przyjęcie na wybraną uczelnię nie musi się martwić. Wcześniej z kolegami z reprezentacji zamierza walczyć o zniesienie ograniczeń wprowadzonych przez polskich organizatorów biologicznej olimpiady. Zabraniają one polskim uczniom dwukrotnego udziału w olimpiadzie światowej. 
W Kanadzie było wiele osób, które w takim finale brały udział już po raz drugi. Jestem przekonana, że gdyby ktoś z naszej czwórki startował w nim ponownie, osiągnąłby znacznie więcej. Nie chcemy żadnych przywilejów, ale uczciwej rywalizacji o wyjazd na finał, który za rok odbędzie się w Bombaju – mówi Natasza. Poparcie tych starań obiecali opiekunowie z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy byli z olimpijczykami w Kanadzie.
Na razie jednak Natasza cieszy się jeszcze wakacjami. Od kilku lat należy do 6. Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej. W połowie sierpnia z grupą rybnickich wodniaków udała się na rejs jachtem Opal z Tallina do Gdyni.

Komentarze

Dodaj komentarz