W piątek w Rybniku odbyła się nadzwyczajna sesja rady miasta. Powodem jej zwołania miała być konieczność podjęcia uchwały w sprawie emisji gminnych obligacji. Okazało się, że, zgodnie z przewidywaniami opozycji, rządzące ugrupowania BSR i PiS chcą wprowadzić do porządku obrad dodatkowe punkty, w tym wybór nowego przewodniczącego, bo rada nie ma szefa po zrzeczeniu się mandatu przez Tadeusza Gruszkę, który został senatorem.
Gdy prowadzący sesję wiceprzewodniczący Andrzej Wojaczek z PiS-u przedstawił propozycję zmian, obruszył się Piotr Kuczera, szef klubu PO. – Minutę przed sesją dowiadujemy się, że porządek ma być zmieniony. Nie musimy wybierać przewodniczącego w pośpiechu – mówił. Niezależny Stanisław Stajer apelował o wybranie do prezydium rady także przedstawiciela PO. – Jest szansa, by współpraca zaczęła się dobrze układać, ale trudno będzie nam obdarzyć was zaufaniem, skoro zaskakujecie nas jak nauczyciel ucznia kartkówką – mówił Piotr Kuczera.
– Nie widzę powodu przeciągania sprawy wyboru przewodniczącego i przedłużania okresu bezkrólewia – ripostował Stanisław Jaszczuk, który jako kandydat PiS-u i BSR-u prędzej czy później zostanie szefem. Bronisław Drabiniok z PO domagał się przedstawienia podstawy prawnej, na mocy której porządek obrad miałby być zmieniony. Ostatecznie Andrzej Wojaczek zarządził głosowanie nad pierwotnym porządkiem obrad, według którego radni mieli zająć się jedynie sprawą obligacji.



Stanisław Jaszczuk zaproponował kompromisowo zwołanie dodatkowej sesji na 21 listopada, by „radni mogli zrobić, co do nich należy”. Romuald Niewelt, szef klubu prezydenckiego BSR-u, zapowiedział, że odbędzie się ona w duchu wzajemnego zrozumienia. Oby tak było. (WaT)

Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz