post image
W ostatnich dniach rybnicka policja zatrzymała kilku szoferów, którzy jeździli autami po pijanemu. Jednemu z nich przypadł niechlubny tytuł najbardziej zamroczonego kierowcy sylwestrowo-noworocznego weekendu w województwie śląskim. Badanie alkomatem wykazało u niego aż 3,7 promila w wydychanym powietrzu, a więc dawkę niemalże śmiertelną. Wszystko działo się w dzielnicy Radziejów. Mężczyzna prowadził swojego malucha na zmianę z kolegą. W końcu auto uderzyło w ogrodzenie jednej z posesji. W owym czasie za jego kierownicą zasiadał najprawdopodobniej właśnie kompan rekordzisty. Po kraksie zamienili się miejscami i, przestraszeni, zaczęli uciekać z „zawrotną” prędkością 30 km na godz. Mimo to wjechali w jedną z lokalnych dróg, która kończy się w szczerym polu. Samochód na dobre ugrzązł w mokrej ziemi. Tam delikwenci zostali zatrzymani przez stróżów prawa. Wtedy okazało się, że panowie mogli wyrządzić znacznie więcej szkód, ponieważ drugi z kierowców miał 3,3 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Obaj trafili do aresztu. Za swój karygodny wyczyn mogą trafić do więzienia. Policja zrezygnowała z rekwirowania samochodu, bo po uderzeniu w ogrodzenie nie przedstawia żadnej wartości. Ale to nie wszystko. Na ulicy Raciborskiej policjanci zatrzymali rowerzystę, który wydmuchał 3,4 promila alkoholu.

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.