Zabrzańska spółka jest w stanie upadłości od 10 marca 1999 roku. Miała wówczas 80 mln zł długu wobec państwa, banków, ZUS-u, kontrahentów. Wyznaczony przez sąd syndyk miał miesiąc na podjęcie decyzji: prowadzić dalej działalność gospodarczą bądź zamknąć browar (wówczas samo utrzymanie urządzeń i pozostałego majątku kosztowałoby miesięcznie 600 tys. zł). Dla wierzycieli korzystniejsze okazało się dalsze warzenie piwa.Syndyk do dziś zhandlował browary w Częstochowie, Bytomiu, Siemianowicach i Rybniku. Do spłacenia wciąż pozostaje 68 mln zł. Brakuje chętnych na zakłady w Raciborzu i w Zabrzu. Tymczasem dla załogi zegar tyka. Jeżeli do 30 września br. syndyk nie sprzeda tych browarów, zostaną zamknięte, a pracownicy wylądują na bruku. Majątek zaś będzie wyzłomowany. Tego scenariusza 140-osobowa załoga wolałaby nie przerabiać:– Mimo ogłoszenia pięciu przetargów i obniżenia ceny wywoławczej z 30 milionów do 16, nie udało się rozstrzygnąć dalszych losów firmy. Pojawiają się co prawda pseudoinwestorzy chcący kupić zakład, nie mają jednak środków na jego późniejszą działalność, niezbędne remonty, inwestycje. Grozi to ponowną upadłością zakładu. Obawiając się tych zagrożeń, załoga za zgodą i wiedzą syndyka zainicjowała utworzenie spółki wierzycielskiej, która zapewniłaby utrzymanie firmy i tym samym miejsc pracy – mówi Henryk Ziemba, pracownik.Propozycja jest o tyle realna, że browar w tej chwili pracuje pełną parą, a cała produkcja piwa sprzedawana jest na pniu. Wierzycielom daje więc szansę na zarobek. Firma w stanie upadłości nie może jednak inwestować w modernizację parku maszyn czy starać się o kredyty:– Banki z rezerwą traktują firmy w stanie upadłości i nie dają im pożyczek – mówi główny księgowy spółki Jan Jędrak.Co innego w momencie przekształcenia w spółkę wierzycielską. Do tej pory w Polsce żadna firma nie próbowała ratować się w ten sposób. Syndyk kontaktował się z prawnikami, m.in. rządowymi, aby sprawdzić, czy w ogóle procedura jest dopuszczalna. Okazuje się, że żadne akty prawne nie zabraniają zamiany długów w akcje.Ze wstępnych rozmów z bankami i innymi wierzycielami wynika, że są zainteresowani takim rozwiązaniem. Teraz ruch należy do ministra skarbu, jednego z wierzycieli, ale też właściciela zabrzańskiej spółki:– Jeżeli do 30 września nie będzie inicjatywy ze strony Wiesława Kaczmarka, zamykam browar. Takie jest moje zadanie – mówi syndyk Zbigniew Suliga. – Jeżeli ruch nastąpi, to minister będzie musiał przede wszystkim wymienić swojego przedstawiciela upadłego, którym jest wiceprezes konkurencyjnego browaru. W jego interesie nie leży ratowanie rywala, ale zlikwidowanie go i powiększenie swojego udziału w rynku. To jest paradoks.Jak minister zechce, będzie mógł włączyć do spółki również browar raciborski albo na jego majątku zaproponować utworzenie oddzielnej firmy. Zakład ma urządzenia gotowe do pracy. Oczywiście po trzech latach bezczynności konieczne będą przeglądy maszyn, odświeżenie pomieszczeń, ale to niewielkie inwestycje.– W Raciborzu było już chyba z 14 przetargów. Obecna cena wywoławcza, wynosząca pół mln zł, jest niższa od wartości urządzeń. Wedle wszelkich prawideł powinienem zlikwidować browar, ale jak jest szansa na uratowanie zakładu, a przy okazji miejsc pracy... – zamyśla się Zbigniew Suliga.Z chwilą gdy minister zaproponuje wierzycielom zamianę długów w udziały, syndyk wystąpi do sądu z wnioskiem o wydanie zgody na przedłużenie prowadzenia działalności gospodarczej. Jeśli dojdzie do przekształcenia, wierzyciele złożą wniosek o umorzenie upadłości. Procedura potrwa około pół roku do 12 miesięcy.
Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz