Zbigniew Kadłubek (po prawej) i Paweł Polok podczas spotkania w muzeum
Zbigniew Kadłubek (po prawej) i Paweł Polok podczas spotkania w muzeum

Czy w Ślązakach tkwi natura romantyczna? Czy są oni ludźmi przygody? – te i inne, równie intrygujące zagadnienia, poruszono w dyskusji, którą toczyli m.in. dr Zbigniew Kadłubek i Paweł Polok. Pretekstem do rozmawiania o naturze Śląska stała się książka dr. Kadłubka zatytułowana „Listy z Rzymu”. – Książka jest napisana po śląsku. Jednak poruszam w niej nie tylko regionalne problemy. To raczej patrzenie na rzeczy uniwersalne. Dla mnie rzymskość znaczy powszechność. Podobnie, moją śląskością ogarniam wszystkie sprawy naszego świata – mówił dr Kadłubek.
Przy okazji rozmowy nie można było uniknąć pytań o status mowy śląskiej. – Dla mnie to język. Jeśli mogę zapisać w nim myśli, to nie można nazwać go inaczej. Zdaję sobie sprawę, że być może trudno się w nim czyta. Zapewniam, że o wiele łatwiej jest pisać – przekonywał autor. – Byłbym jednak spokojny z radowania się faktem zarejestrowania śląskiego przez amerykańską Bibliotekę Kongresu. Tam rejestrują nawet narzecza najmniejszych plemion afrykańskich – dodał filolog. – Być może to pierwszy krok do jego szerokiego uznania – zastanawiali się zwolennicy śląskiego. Skoro w języku śląskim można zarówno mówić, jak i pisać, dlaczego jeszcze go nie skodyfikowano? –Myślę, że kodyfikacja może powstać na kanwie jakiegoś dzieła literackiego, które zostanie zapisane po śląsku. Być może potrzebujemy swojego Dantego, który „Boską komedią” ustalił kanon języka włoskiego – dowodził autor „Listów z Rzymu”.
Kontrowersje wzbudził zapis języka śląskiego. – Skąd mam wiedzieć, jak przeczytać słowo „krotki”? Nie ma zaznaczonych akcentów, potrzebne byłyby jakieś dodatkowe znaki – mówili pierwsi uważni czytelnicy. Dr Kadłubek odpowiadał: – To kwestia ekonomii języka, nie używam niczego, co jest zbędne, niepotrzebne. Zresztą nie uważam, żeby dla Ślązaka te znaczki były potrzebne.
Ewentualnie dla kogoś, kto zechce się nauczyć języka tej ziemi. Teraz śląski nie pojawia się na lekcjach w szkołach. Na pytanie, czy powstanie komisja, która zajmie się kodyfikacją, naukowiec z Uniwersytetu Śląskiego miał prozaiczne wytłumaczenie: – Być może powstanie, jeśli będą przyznane na ten cel środki z Unii Europejskiej. Komisja kodyfikacyjna zapewne będzie miała trudny orzech do zgryzienia. Wszak mowa śląska obejmuje wiele odmian. W miejscach odległych od siebie, jak Bieruń i Biertułtowy, pewne sformułowania diametralnie się różnią. Czy językoznawcy dadzą radę ustalić jednolite brzmienie śląskiej godki? – Różnice mogą nasz język tylko ubogacić – odpowiadali optymiści. – Jedno jest pewne – stwierdził dr Zbigniew Kadłubek – ukrywana śląskość musi odejść w zapomnienie. Podobnie jak ciągle obecne kompleksy i wstyd. Dziś nie powinniśmy się już wstydzić i śmiało posługiwać się śląskim. – To tak jak np. we Włoszech. Wstydzić może się wyłącznie urzędnik, który nie potrafi zrozumieć mieszkańca posługującego się dialektem – zauważył Paweł Polok.
Ostatnie pytanie z sali dotyczyło promowania Śląska w Polsce. – Czy mamy kogoś, kto w Warszawie walczy o nasze interesy? – Mamy nas! – natychmiast odpowiedział dr Kadłubek.

Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz