Maciek Balcar (z prawej), wokalista Dżemu, i Bastek Riedel, syn Ryśka
Maciek Balcar (z prawej), wokalista Dżemu, i Bastek Riedel, syn Ryśka


– Więzienie to dla bluesa bardzo dobre miejsce. Blues kojarzy się ze smutkiem, uciemiężeniem. Więźniowie to tacy sami ludzie jak inni. Tylko że są pozbawieni niektórych atrakcji. My im te atrakcje dzisiaj zapewnimy – mówił hardo przed koncertem Maciek Balcar, wokalista Dżemu. – Bo my też jesteśmy skazani, ale na bluesa – dodał Jerzy Styczyński, gitarzysta zespołu. Panowie wyszli na scenę po 13. Z nieba lał się żar, temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Za taśmą karnie siedziało kilkuset więźniów. Inni szukali cienia pod drzewami. Niektórzy kołysali się. Klaskali tylko po piosenkach. Żadnych wrzasków, pisków. Większy aplauz wywołało pojawienie się na scenie Sebastiana Riedla, syna Ryśka, legendarnego wokalisty Dżemu, którego wykończyły narkotyki. Był gościem specjalnym Dżemu. – Co ja im mogę powiedzieć? Żeby nie bawili się w dragi. Co innego piwko, jakaś wódeczka – mówił Bastek przed wejściem na scenę. Dżem dał blisko dwugodzinny koncert. – Słucham Dżemu od lat 80. Wszystko zaczęło się kiedy jadąc autobusem usłyszałem piosenkę „Paw”. Nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę Dżem w takim miejscu. Przyjechałem tutaj kilka miesięcy temu z zamkniętego zakładu w Brzegu. Te przenosiny i ten Dżem to nagroda – mówił 45-letni Mirosław. Do końca odsiadki zostało mu 20 miesięcy. Na ramieniu ma wytatuowaną nazwę zespołu. – Na zawsze – zapewnia. Dżem za koncert nie wziął ani grosza.

Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz