Siatkarze Jastrzębskiego Węgla dziękowali kibicom za doping w meczu z Piacenzą / Dominik Gajda
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla dziękowali kibicom za doping w meczu z Piacenzą / Dominik Gajda
Zwycięstwo nad Piacenzą długo jeszcze będzie wspominane przez kibiców jastrzębskiej drużyny. Naszpikowana gwiazdami światowej siatkówki drużyna z Włoch została wyeliminowana z Ligi Mistrzów. Jastrzębianie przedłużyli swoje szanse na awans do następnej rundy.
Przed meczem sytuacja była klarowna: tylko wygrana przedłużała szanse obu zespołów na awans. W lepszej sytuacji byli Włosi, którzy w pierwszym meczu wygrali u siebie 3:0 i zdobyli sporą przewagę psychologiczną nad naszą drużyną. W dodatku kontuzja mięśni brzucha wyeliminowała z gry Igora Yudina, atakującego Jastrzębskiego Węgla.
Pierwszy set potwierdzał obawy kibiców gospodarzy. Rywale postawili na silną zagrywkę. Już po kilku minutach gry prowadzili 5:1. W pewny momencie ich przewaga wynosiła już siedem punktów (16:9). Jastrzębianie zdołali zniwelować ją do zaledwie trzech oczek (13:16), ale ostatecznie goście łatwo wygrali pierwszego seta.
W drugim od początku ton wydarzeniom na boisku nadawali jastrzębianie. Rozegrał się Pedro Azenha, który niezbyt dobrze spisywał się w premierowej odsłonie. Tym razem to podopieczni trenera Roberto Santilliego szybko wypracowali sobie bezpieczną przewagę (17:10), której nie oddali do końca.
W trzeciej odsłonie wyrównana walka toczyła się do stanu 18:18. Wówczas jastrzębianie mieli szansę na wyprowadzenie kontry. Złe dogranie Pedro do Łomacza sprawiło, że piłka przeszła na stronę gości, a ci nie mieli problemów ze skończeniem ataku. W polu zagrywki stanął Novica Bjelica, środkowy reprezentacji Serbii, i silnymi zagrywkami zapewnił swojej drużynie wygraną. Na szczęście w czwartej partii inicjatywę znów przejęli jastrzębianie. Tym razem ciężar gry wziął na siebie Paweł Abramow. Rosjanin wprawdzie początek meczu miał niezbyt udany, ale z czasem stał się liderem zespołu. To dzięki niemu doszło do tie-breaku. W nim od początku prowadzili gospodarze. Kiedy w rzadko spotykany sposób Sebastian Pęcherz zdobył trzynasty punkt, przewaga Jastrzębskiego Węgla wzrosła do trzech punktów. Tego meczu jastrzębianie już nie mogli przegrać.
Dzisiaj (20 stycznia) w Atenach jastrzębianie zagrają z Panathinaikosem. Jeżeli uda im się pokonać mistrzów Grecji, to wywalczą awans do dalszej fazy rozgrywek Ligi Mistrzów.

Jastrzębski Węgiel – CoprAtlantide Piacenza 3:2 (18:25, 25:19, 19:25, 25:19, 15:11)

Jastrzębski Węgiel: Łomacz, Hardy, Czarnowski, Azenha, Abramow, Nowik, Rusek (libero) – Master, Pęcherz.


Zdaniem zawodników:

Sebastian Pęcherz: Tylko na początku meczu Piacenza zaskoczyła nas silną zagrywką. Później mieliśmy mecz pod kontrolą. Jeszcze w trzecim secie straciliśmy kilka punktów z rzędu, kiedy serwował Bielica. To nie powinno się nam zdarzyć. Mimo to wygraliśmy, teraz lecimy do Grecji po awans.

Paweł Abramow: Zostaliśmy do tego meczu doskonale przygotowani pod względem taktycznym przez naszego trenera, który potrafił znaleźć słabe punkty w drużynie mistrzów Włoch. W dodatku skrzydeł dodał nam świetny doping naszych kibiców. Takiej atmosfery na trybunach nie widziałem jeszcze w swojej karierze. To była kompletna masakra.
Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz