post image
Grzegorz Meisel na festiwalu czekolady / zbiory prywatne

Jak bracia Meislowie zapoczątkowali słodką tradycję, która przetrwała do naszych czasów i ma się dobrze.
Zawsze chciałem się zająć czekoladą i zawsze chciałem robić coś swojego, ale jednocześnie związanego ze słodką, rodzinną tradycją – mówi Grzegorz Meisel wywodzący się ze znanej rodziny piekarzy i cukierników. W rodzinnym Wodzisławiu prowadzi zakład, w której ręcznie wyrabia oryginalne trufle. Nim czekoladka trafi do smakoszy, przechodzi przez jego ręce aż pięć razy! Z kolei karmelki robi się w maszynce, która ma około stu lat... – Wszystko, co dobre, powstaje wolno – zdradza dewizę ręcznej pracy Grzegorz Meisel.

Dziadek zakonnik
Był rok 1917. Józef Meisel, rybnicki cukiernik, potrafił świetnie ręcznie temperować czekoladę i robić z niej prawdziwe rarytasy – śliwki w czekoladzie, skórki pomarańczy w gorzkiej czekoladzie i praliny nadziewane przeróżnymi masami. Tą samą drogą poszedł jego brat Leon, który założył podobną manufakturę cukierniczą w Wodzisławiu. Robił karmelki, które mieszkańcy nazywali majzelkami, śląskie, marcepanowe kartofelki, figurki z kolorowych cukrów, galaretki owocowe, czekoladki, a przed Bożym Narodzeniem wspaniałe, pachnące pierniki. Starsi wodzisławianie do dziś pamiętają ich smak. Oba zakłady prosperowały aż do czasów powojennych. W 1968 roku Leon Meisel postanowił przejść na emeryturę.
Resztę życia spędził jako zakonnik, zostając m.in. mistrzem nowicjatu. Wcześniej jednak swoją manufakturę przekazał jednemu z bratanków. Był nim Lucjan Meisel. Robił to samo, co wuj, ale coraz mniej. Z czasem musiał bardziej skoncentrować się na pieczeniu drożdżówek oraz ciast, m.in. piernika, i z tego też jest do dziś najbardziej znany. Stare receptury żyły tylko we wspomnieniach krewnych oraz mieszkańców. Aż w końcu postanowił na nowo sięgnąć po nie Grzegorz, syn Lucjana. – Chciałbym, by był to hołd i podziękowanie dla wujka Leona oraz jego braci za zapoczątkowanie pięknych, rodzinnych tradycji – mówi Grzegorz Meisel.

Stare przepisy
Marzy o tym, by kontynuować to, co zaczął stryj Leon, by rodzinne receptury wciąż były wykorzystywane, a nie istniały tylko we wspomnieniach. Słodkości, które robi manufaktura, powstają na bazie przedwojennych, rodzinnych przepisów, połączonych często z zupełnie nowymi trendami w świecie czekolady. Specjalnością firmy są trufle – z płatkami róży, kolonialne ze skórką pomarańczy, z marcepanem, toskańskie, śliwkowe itd. – Nie brak nam kreatywności i nowych pomysłów, dlatego każda nasza receptura jest niepowtarzalna – podkreśla Grzegorz Meisel. Wychodzi z założenia, że praca z czekoladą jest namiastką sztuki podsycanej pasją.
Każdy produkt od początku do końca jest robiony ręcznie. To samo dotyczy opakowania. Słodycze pakowane są w pudełka z drewna, wykańczane woskiem antykwarycznym. Papier na etykietki też barwi się ręcznie, starą metodą. Warto wspomnieć, że opakowanie na trufle z wodzisławskiej manufaktury zostało docenione w ogólnopolskim konkursie „Perły wśród opakowań” i zwyciężyło w kategorii Smak w 2010 roku. Słodka manufaktura czerpie także z ruchu Slow Food, który zachęca, by wrócić do tradycyjnych metod produkowania regionalnych dań i przysmaków.

To, co najlepsze
Niestety rodzinne geszefty zniszczyła u nas epoka PRL. Teraz rzemieślnicy powoli do nich wracają, nawiązując do tego, co było najlepsze w małych firmach. – Stąd też nasze hasło reklamowe brzmi: Tradycje rodzinne bywają różne – nasza jest słodka od 1917 roku – mówi Grzegorz Meisel. Już niebawem na elewacji rodzinnej kamienicy przy ul. Zamkowej pojawi się szyld słodkiej manufaktury, która jest bardziej znana w dużych miastach Polski niż w Wodzisławiu.

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.