post image
20014307


Piętnaście lat temu, 1 grudnia 1986 roku ekipa robotników kopiących rów pod kabel energetyczny natrafiła na ślady fundamentu jakiejś dawnej budowli. Wezwany na miejsce archeolog natychmiast wstrzymał prace ziemne, po czym przystąpiono do dalszej penetracji wykopu. Tego samego dnia udało się odkryć kilkadziesiąt kawałków piaskowca, stanowiących fragmenty fundamentu dawnego kościoła oraz kawałki naczyń ceramicznych. Nie to jednak pobudziło wyobraźnię kopiących i coraz liczniej nadciągających gapiów. Oczy wszystkich powiększyły się dopiero, gdy spod warstwy gliny, na głębokości niespełna metra wyłoniły się ludzkie kości.W wykopie odkryto szczątki czworga ludzi. Pierwszą była kobieta, której wiek antropolodzy określili na około 30 lat. W pobliżu odkopano szczątki dziecka, co początkowo archeologom sugerowało istnienie grobu zbiorowego. Przeczyło temu jednak ułożenie czaszki dziecka na wysokości podudzia kobiety, co raczej wyklucza zbiorowy pochówek. Badania szczątków mężczyzny odkopanego na głębokości 120 cm wykazały, że za życia musiał to być słusznej postury osobnik, wzrostu około 175 cm, co w XVII wieku czyniło zeń, używając dzisiejszych określeń miary, drągala. Ułożenie czwartego szkieletu zaszokowało najbardziej. Badania grobu wykazały, że pochowana tu kobieta najprawdopodobniej była ofiarą jakichś magicznych praktyk, sugerujących makabryczne okoliczności owego pochówku. Ułożenie szkieletu w ziemi nasunęło myśl, jakoby pochowano ją bez trumny, a byle jak wrzucone do grobu ciało ułożone było w pozycji "na brzuchu". Rozrzucone ręce musiały być w chwili zakopywania dołu w nieładzie - prawa odgięta na plecy, lewa z zaciśniętą pięścią, zgięta w łokciu i uniesiona do góry. Ułożenie ciała w mogile może sugerować, że kobieta została pochowana żywcem, lecz wcześniej ogłuszono ją lub czymś odurzono. Na śmierć w męczarniach, być może poprzez powolne duszenie z braku tlenu, wskazuje zaciśnięta pięść lewej ręki.Dodatkowej makabry tego pochówku dodają jeszcze inne dziwne ślady przemawiające z grobu. Otóż przy szkielecie archeolodzy nie znaleźli kości prawego podudzia ze stopą. Ślad ten mógłby sugerować, że kości te zabrano z grobu w czasie późniejszym, już po pochówku. Takie praktyki opisywane były w przypadku grzebania żywcem czarownic lub wampirów. Często do takich grobów wracano, zabierano kości stopy lub większe fragmenty nóg, by duch czarownicy albo wampira nie mógł wrócić na ziemię. Znane są też praktyki przebijania serca kołkiem i odcinania głów, które następnie wkładano między nogi ofierze. Czasami zwłoki takich nieboraków przyciskane były przed zasypaniem mogiły ciężkimi głazami, co też miało zapobiec powrotowi ducha i jego zemście na żywych.Rzeczą jeszcze bardziej potęgującą emocje są wyniki badań antropologicznych opisywanych szczątków kobiety. Otóż szczegółowe badania zachowanej w dobrym stanie czaszki wykazały ponad 70 procent cech właściwych rasie żółtej. Co za tym przemawia? Spłaszczona twarz, szeroko rozstawione, wystające kości jarzmowe, płaska i szeroka nasada nosa, wysokie oczodoły. Badania całego szkieletu wykazały, że była to kobieta około 45 - 50 letnia, drobnej budowy ciała, wzrostu około 155 cm.W grobie nie znaleziono żadnych materialnych śladów, mogących stanowić podstawę do snucia jakichś przypuszczeń na temat daty tego niewątpliwie dramatycznego pochówku. Wszystko jednak wskazuje na to, że grób mongolski należy w tym miejscu do najstarszych. Być może nie było tu wtedy jeszcze cmentarza przykościelnego, a ów straszliwy pochówek mógł nastąpić około połowy XVI w. Tę hipotezę mogłyby potwierdzić jedynie badania radiowęglowe szczątków.Pozostaje jeszcze kwestia przyczyny makabrycznego rytuału, jakiego śladów nie brakuje w tym grobie. Nie dowiemy się już nigdy, jaki los sprawił, że ta niepozorna kobieta w tak okrutny sposób musiała dokonać żywota. Czyżby swoją innością, w tym przypadku azjatyckim wyglądem miała zapłacić za jakieś nieszczęście mieszkańców miasta, np. zarazę, nieurodzaje, klęski żywiołowe. Bywało, a i dziś nie należy do rzadkości, że w odmieńcach szukano obiektu zemsty za jakieś całkiem naturalne nieszczęścia, dotykające szerszego ogółu społeczności.I jeszcze jedno pytanie: skąd w środku XVI-wiecznej Europy owa Mongołka? Pozostałości po dawnym szlaku handlowym przez Bramę Morawską raczej nie mogą tu już być brane pod uwagę. Może więc nowy ślad, dotąd przechowywanych w legendach o przemarszu przez ziemię wodzisławską hord tatarskich w XIII wieku?Jest rzeczą wielce znamienną, że jakieś dwieście lat temu podobny w swej dramaturgii pochówek miał miejsce w Uchylsku. Tam również pochowano kobietę na brzuchu, wcześniej wypalając jej na plecach piętno nożyczek, a do nosa wsypując piasek. Ta ofiara zabobonów i nieludzkich praktyk po męczeńskiej śmierci miała więcej szczęścia od wodzisławskiej Mongołki. Po interwencji córki została odkopana i pochowana zgodnie z tradycyjnym rytuałem.

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.