post image
Familoki w Czerwionce w ramach promocji osiedla patronackiego ostatnio znalazły się w grze miejskiej / UGiM

 

Mówiąc górnik czy hutnik, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że tradycje przemysłu wydobywczego na naszych ziemiach sięgają epoki antycznej! Prymitywne techniki jako pierwsi udoskonalili cystersi, którzy przybyli do Rud w XIII wieku.

 

Na obszarze obecnego województwa śląskiego tradycje przemysłu górniczego i hutniczego sięgają już czasów starożytnych. Prymitywne wpierw sposoby pozyskiwania rud i uzyskiwania metali w dużym stopniu udoskonalili cystersi, którzy przybyli m.in. do Rud już w XIII wieku. Wówczas już przy leśnych mielerzach wypalających węgiel drzewny, przy kopalniach rud, kuźnicach i hutach powstawały prymitywne pomieszczenia mieszkalne dla stałych i doświadczonych pracowników.

 

Stabilizacja i zarobki

 

W połowie XVIII wieku równolegle z rosnącą ekspansją przemysłu następowały na Górnym Śląsku wielkie zmiany społeczne, które wymuszały unowocześnianie i rozbudowę całej infrastruktury przemysłowej i socjalnej tego regionu. W szybkim tempie powstawała sieć nowych dróg, linii i dworców kolejowych, wokół których koncentrowały się osiedla domów mieszkalnych dla coraz większej liczby pracowników rekrutujących się głównie z małorolnych włościan, najemnych pracowników rolnych i mniej zamożnych mieszczan.

Najwięcej ludzi wchłaniały kopalnie węgla, huty i fabryki, które zapewniały pracę i skromny dostatek tysiącom robotniczych rodzin. Stabilizacja zatrudnienia zapewniała robotnikowi nie zawsze godziwy, ale za to stabilny zarobek, dach nad głową oraz obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne, wypadkowe i emerytalne. Pracownik zarabiał według kategorii zaszeregowania płacowego, stażu i włożonego wysiłku w wykonywaną pracę, ale do równie ważnych czynników wynagrodzenia należała jego ocena przez dozorcę, majstra albo sztygara.

 

Gaża górnika

 

Tak na przykład po wprowadzeniu w 1873 roku marki niemieckiej, która wyparła dotychczasowego talara, zarobek dzienny górnika wahał się w granicach od 2,30 do 6 marek. Górnik zarabiający 1 350 marek rocznie odprowadzał zaledwie 8,80 marki podatku, dodatkowo opłacał knapszaft (opłata inwalidzka drugiej klasy) w wysokości 54 marek rocznie oraz zabezpieczenie na starość (emerytura) wynoszące 7,80 marki rocznie. Ponadto górnik zobowiązany był pokryć koszty utrzymania lampy górniczej, które wraz z naftą i knotami rocznie wynosiły około 7 marek.

Ciskacz (podgórnik) zarabiający rocznie 900 marek płacił od tej sumy 6 marek podatku i opłacał knapszaft (opłata inwalidzka trzeciej klasy) w kwocie 45 marek rocznie, poza tym obowiązywały go te same opłaty, co górnika. Dla porównania koń sześcioletni kosztował wówczas około 90 marek, krowa 40, wieprz 10, okuty wóz z potrzebnym sprzętem 45, a para butów 3 marki. To w miarę dostatnie życie robotników i ich rodzin niejednokrotnie okupione było pasmem udręk, wyzysku, niegodziwości i upokorzeń doznawanych ze strony magnatów przemysłowych, właścicieli zakładów pracy albo ich zarządców, co w konsekwencji doprowadzało do licznych strajków i buntów społecznych.

 

Kobiety w kopalni

 

Przez długie lata w podziemiach kopalń na równi z mężczyznami pracowały kobiety, jednak wiele środowisk uważało, że ta kopalniana emancypacja zaprzecza poczuciu odrębności kobiecej, łatwo może stać się przyczyną zgorszenia i zagrożenia moralności, odrywa kobietę od rodziny i uniemożliwia prawidłowe wychowanie dzieci. Poglądy te podzielały również władze państwowe, dlatego też 26 października 1868 roku Królewski Wyższy Urząd Górniczy Państwa Pruskiego wydał rozporządzenie w sprawie zatrudniania niewiast pod ziemią, które zawierało zaledwie dwie pozycje.:

1.) Nie wolno żony i dziewczyny zatrudniać w robotach podziemnych. 2.) Przestąpienia tego policyjnego rozporządzenia będą karane podług paragrafu 208 prawa górniczego karą pieniężną do 50 talarów (150 marek). Po wejściu w życie tego przepisu kobiety zatrudniane były już nie pod ziemią, ale w cechowniach przy konserwacji i myciu maszyn, wykonywaniu porządków i innych pomocniczych zajęciach. Dzień pracy kobiet był inny niż mężczyzn i wynosił 12 godzin z półgodzinną przerwą śniadaniową i dwugodzinną przerwą obiadową. Zarobek dzienny kobiety wynosił od 1,10 do 1,20 marki.

 

Potrzeba mieszkań

 

W początkowej fazie rozwoju przemysł śląski zatrudniał ludzi miejscowych pod nadzorem dozorców obeznanych ze specyfiką zakładu. Wkrótce jednak zasoby siły roboczej okazały się za małe, co zmuszało przedsiębiorców do sprowadzania specjalistów i robotników z innych stron. Kwaterowano ich w wielorodzinnych domach budowanych naprędce przez różne prywatne firmy, gdzie warunki były bardzo skromne. Większość mieszkań składało się jedynie z izby i kuchni, za które opłata wynosiła 7-12 marek miesięcznie, za dwie izby z kuchnią wzrastała już do 10-18 marek.

Wraz z stale pogłębiającym się deficytem mieszkań oraz w trosce o dyspozycyjność pracowników i stabilność załóg na przełomie XIX i XX wieku wokół kopalń, hut i fabryk w szybkim tempie zaczęły powstawać osiedla wielorodzinnych domów mieszkalnych, które były już własnością tych zakładów. Kwaterowano tam całe rodziny robotnicze (familie), stąd też osiedla te nazywano koszarami robotniczymi lub familokami. Opłaty za mieszkania w familokach zakładowych i wielorodzinnych domach prywatnych kształtowały się na tym samym mniej więcej poziomie. Familoki zapewniały jednak wyższy standard sanitarno-bytowy.

 

Komfort familoka

 

Poza tym lokatorzy mieli tam więcej przestrzeni, bowiem wraz z mieszkaniami przydzielano im piwnice, komórki gospodarcze, niewielkie działki ogrodnicze, a nawet chlewiki, w których wolno było hodować gołębie, drób, króliki, kozy, owce, a nawet trzodę. Wszelkie awarie natychmiast usuwały służby remontowe. Mniej komfortowe prywatne domy wielorodzinne pozbawione były tych dodatkowych udogodnień. W początkach XX wieku intensywnie rozwijający się przemysł generował ogromne zapotrzebowanie na wysoko kwalifikowanych pracowników, co wymuszało budowę nowych osiedli kwaterunkowych.

W listopadzie 1898 roku koncern Zjednoczone Huty Królewska i Laura uruchomił w Czerwionce kopalnię Dubensko, przy której powstały pierwsze wielorodzinne domy pracownicze. Wraz z nią rozwijało się osiedle robotnicze, które w sierpniu 1939 roku liczyło już 121 budynków. Głównie były to wielorodzinne domy dla robotników, dozoru i urzędników, ale wzniesiono również cztery domy sypialne z 580 miejscami dla pracowników samotnych, głównie spoza Śląska. W pobliżu pięknie urządzonego parku stanęły okazałe wille dla dyrektora i dozoru wyższego. Projektant tego pięknego kompleksu, mistrz budowlany Stork z Czerwionki, pamiętał też o całej infrastrukturze potrzebnej dla wygody mieszkańców tego osiedla.

 

Osiedle za osiedlem

 

Powstał tam kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, szkoła, sklep, pralnia, suszarnia, magiel i piekarnia. Każdy z budynków miał własne podwórze połączone z ogródkiem, ponadto lokatorzy mieli punkty czerpania wody z sieci, piwnice, strychy do suszenia bielizny, budynki gospodarcze z komórkami na opał i chlewiki. Kopalni już nie ma, ale osiedle spełnia swą funkcję nadal i należy do najlepiej zachowanych tego typu reliktów minionej epoki. Jeszcze dziś podziwiać możemy równe szeregi proporcjonalnych budynków, którym uroku dodaje zróżnicowanie architektoniczne oraz piękno zawarte w wymyślnych i precyzyjnych detalach zdobniczych – od kominów i dachów poczynając, na fasadach kończąc.

Podobna kolonia familoków robotniczych i kwater dla urzędników, składająca się z 136 domów z 771 mieszkaniami, powstała w latach 1903-1913 w sąsiedztwie nowej kopalni Knurów. W 1906 roku zarząd kopalni Donnersmarck w Chwałowicach przystąpił do budowy pierwszych sześciu familoków, zwanych wówczas koszarami robotniczymi. Przy kopalni Blücher w Boguszowicach (jej budowę zaczęto w 1914 roku) pośród sosnowego lasu zbudowano brukowane ulice, a wzdłuż nich domy robotnicze i urzędnicze, kasyno z ogrodem i miejscem do urządzania festynów i zabaw. Godne uwagi są też m.in. do dziś zamieszkałe kompleksy familoków w Paruszowcu i Piaskach wzniesione przed stu laty przez byłą już hutę Silesia czy równie stare kompleksy familoków w Boguszowicach i Niedobczycach.

 

Wady i zalety

 

W początkowej fazie rozwoju zbiorowego budownictwa kwaterunkowego pracownicy nie byli zbyt skorzy do osiedlania się w familokach, gdyż uważali, że będzie to zobowiązywało ich do lojalności względem pracodawcy i tym samym osiedle stanie się, kolokwialnie ujmując, środkiem antystrajkowy. Poza tym mieszkanie pod wspólnym dachem krępowało swobodę życia, ponieważ w większym lub mniejszym stopniu każdy lokator narażony był na uciążliwe presje i wścibstwo sąsiadów, co skutkowało plotki, konflikty, a nawet donosy.

Po zmianie państwowości w 1922 roku bardzo poszukiwani byli pracownicy wykształceni i doświadczeni, których deficyt znacząco ograniczał rozwój gospodarczy. W celu ściągnięcia ich na Śląsk zaczęto budować dla nich bardziej komfortowe budynki mieszkalne, zaś władze samorządowe dopłacały do tych kwater z kasy budżetu wojewódzkiego. Tak na przykład z dniem 1 stycznia 1936 roku magistrat katowicki wdrożył w życie ustalenia dotyczące dodatkowych miesięcznych stawek wynagrodzenia dla pracowników umysłowych, zgodnie z którymi wartości te odpowiednio wynosiły: mieszkanie 25 złotych, opał 6 złotych (przy cenie 19,04 złotych za tonę), światło 4 złote, utrzymanie 75 złotych.

 

Pracownik dotowany

 

W sumie przy zajmowaniu lokalu standardowego każdy pracownik umysłowy dotowany był z budżetu wojewódzkiego kwotą 110 złotych, a ekwiwalent na mieszkanie i opał wzrastał o 20 procent na każde dodatkowe pomieszczenie. Wszystkie te wyliczenia były zmienne i zależne od aktualnych hurtowych cen rynkowych oraz ceny węgla za tonę. Powyższe znowelizowane stawki dopłat na 1936 rok zmieniały dotychczasowe wartości tych dopłat obwieszczonych w "Gazecie Urzędowej Województwa Śląskiego" nr 38 z 30 listopada 1934 roku.

 

 

Nowy śląski zwyczaj
Wspólne zarobkowanie małżonków na utrzymanie rodziny zapoczątkowało nowy zwyczaj wśród Ślązaków, że to pracująca żona stawała się głową rodziny, a każdy uczciwy małżonek z pełnym zaufaniem oddawał jej całą swoją wypłatą wraz z paskiem rozliczeniowym. Tego, kto unikał tego prawa obyczajowego, uważano za nicponia i chachara, który miał w tym jakiś niegodziwy cel.

 

 

 

 

 

110 złotych – taką kwotą miesięcznie z budżetu wojewódzkiego dotowany był każdy pracownik umysłowy na Śląsku przy zajmowaniu standardowego lokalu, poczynając od 1936 roku

 

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.