post image
Przodkowie dzisiejszych mieszkańcw Panny Marii zajmowali się m.in. wyprawieniem skr / ARC

 

Panna Maria to dziś miasteczko, którego mieszkańcy pielęgnują stare zwyczaje przywiezione z Opolszczyzny. Ujarzmili niegościnną przyrodę i poradzili sobie z innymi trudnościami.

 

Mieszkańcy Panny Marii do dziś powołują się na swoją śląską i polską zarazem tożsamość. Jedni bardziej, inni mniej. To sprawa indywidualna. – Absolutnie nie czują się Niemcami. W miasteczku jest ośrodek, gdzie znajdziemy mnóstwo informacji o Śląsku i Polsce. Ludzie ci pielęgnują tradycje wywiezione w połowie XIX wieku z Opolszczyzny, co jest wzruszające. Przyjeżdżają z wycieczkami do kraju przodków, na pewno odwiedzają rodzinną Płużnicę Wielką koło Strzelec Opolskich – mówi rybniczanka Laura Pawela, która realizuje filmowy dokument o niezwykłej osadzie w USA.

 

Symbol szatana

 

W 1966 roku prezydent Lyndon B. Johnson przekazał dla miejscowego kościoła mozaikę z 12 tysięcy kamyków przedstawiającą Matkę Boską Częstochowską dzieła artysty polskiego pochodzenia Jana E. Kranza. Okazją były obchody tysiąclecia chrześcijaństwa i państwowości polskiej. Emigrujący do Teksasu pod wodzą księdza Leopolda Bonawentury Marii Moczygemby Górnoślązacy wielokrotnie pielgrzymowali na Jasną Górę, modlili się do Panny Maryi z Częstochowy, co świadczy o ich polskim dziedzictwie. Jak już jednak wiemy, ojciec Moczygemba coraz bardziej tracił w oczach Ślązaków, którzy nie tak wyobrażali sobie Teksas. Chciał choć trochę wynagrodzić im biedę.

Własnym kosztem wydał dla nich wigilijną ucztę z wieloma smakołykami. "Jednym była gotowana w wielkim kotle zupa. Po uroczystej mszy wymizerowany naród zasiadł przy wspólnym stole i nabożnie czekał na smakowicie pachnącą zupę, którą ojciec Moczygęba zaczął rozlewać wielką chochlą. Niejeden już sięgał z niecierpliwością po łyżkę, gdy z jednego z talerzy rzucił się na środek stołu na wpół ugotowany, jadowity wąż, będący w kulturze chrześcijańskiej symbolem szatana. Przerażeni tym ludzie rzucili się z krzykiem od stołu, a biedny ojciec Moczygemba stracił ostatnią być może szansę pojednania z krajanami" – pisze Ilona Waksmundzki na łamach "Magazynu Polonia".

 

Kto został

 

Kapłan musiał w końcu uchodzić przed gniewem pierwszych osadników. Parę rodzin zdecydowało się wyjechać i wyruszyło w nieznane. Ci, którzy zostali, dokończyli budowę kościoła i zapuścili korzenie w miejscowości, którą nazwali Panną Marią od przywiezionego ze sobą sztandaru ze świętą Marią, choć przeżyli duże rozczarowanie. Żyli w otoczeniu komarów, polnych koników, jaszczurek i jadowitych węży. "Zdani na siebie, swoją odrębność kulturową i językową, byli narażeni na drwiny i akty przemocy ze strony tubylców. Prawo w tych czasach nie należało do najmocniejszych stron systemu rodzącej się Ameryki, często więc byli łupieni i zastraszani" – podkreśla Ilona Waksmundzki.

Ludzie stoczyli batalię z przeciwnościami losu: nowymi warunkami atmosferycznymi, chorobami, suszą, malarią i zewnętrznymi wrogami. Wielu z nich przypłaciło to życiem, a reszta straciła optymizm z czasów, gdy wsiadali na statek płynący do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Powoli jednak oswajali niegościnną ziemię, wydzierali pod uprawy, wypasali bydło, hodowali świnie. Pracowali w pocie czoła dniem i nocą.

 

Pierwsza szkoła

 

Przy pomocy ojca Feliksa Zwiarowskiego założyli pierwszą w USA polską szkołę imienia Świętego Józefa. W odpowiednio przystosowanej starej szopie uczyło się 32 dzieci. Dziś mieści się tu miejskie muzeum, każdy może tam wejść i cofnąć się w czasie o ponad 150 lat – do początków osady. Natomiast nagrobki na miejscowym cmentarzu zawierają nazwiska pierwszych mieszkańców. Miasteczko przyciąga wielu turystów, głównie ze Śląska oraz innych regionów Polski, ale też Amerykanów oraz globtroterów z różnych stron świata. Ci, którzy wcześniej nie słyszeli o Pannie Marii, mocno się dziwią, że ludzie zachowali tu dawne zwyczaje i po części język.

– Poznałam tam panią Niestrój, która do swojego angielskiego wtrąca wiele śląskich słów. Jest to piękne i ma niewyobrażalny urok – mówi Laura Pawela. Miasteczko leży na drodze z San Antonio, jakieś 50 mil. Zatrzymać się tu można w pensjonatach, które prowadzą rodziny, udostępniając turystom część pomieszczeń w swoich domach. O poranku słychać tu zgiełk, a wieczorem melodię dzwonu z wieży kościoła, na zakup którego osadnicy wytrwale składali pieniądze. Czas w Pannie Marii jakby się zatrzymał. Miasteczko zaprasza wszystkich, co chcą dotknąć ściany starego kościoła i pnia dębu, przy którym w Wigilię 1854 roku ksiądz Moczygemba odprawił pierwszą mszę.

 

 

 

Pierwsze kadry filmu
W środę Laura Pawela zakończyła pierwsze dwa dni zdjęć do swojego dokumentu o Pannie Marii, na początek w Warszawie. Pozwoliła na to niewielka dotacja z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Wkrótce nakręci rozmowę z Kazimierzem Kutzem, który w latach 70. też przymierzał się do zrobienia filmu o osadzie. Plany pokrzyżowała mu polityka władz PRL. Pani Laura zabiega w PISF o sfinansowanie całego projektu. Koszt wyniesie około 700 tys. zł. – Kiedy tylko otrzymamy pieniądze, wyruszamy do Ameryki. Nastąpi to wiosną, a najpóźniej wczesną jesienią – zapowiada reżyserka. Autorem scenariusza jest Tomasz Kolankiewicz, prywatnie mąż pani Laury.
Źródła: http://www.magazynpolonia.com/artykul/polonia-usa,panna-maria-pierwsza-polska-osada-w-ameryce,50afd124ba11a, https://pl.wikipedia.org/wiki/Panna_Maria_(Teksas)

 

 

 Ireneusz Stajer

 

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.