Tych ostatnich nazywano kiedyś ironicznie marcowymi docentami lub profesorami z akademii 1-majowej, gdyż miast tytuły i stanowiska wysiadywać w bibliotekach, dostawali je za merdanie ogonami przed władzą. Dziś, gdy wraz z zezłomowaniem systemu władzy monopartyjnej kleszcze polityki popuściły i w branży akademickiej, pozostały stare jak świat układy. Ich chytrą naturę dość dobrze opisuje językowy noworodek ostatnich lat - korupcja polityczna. Oto jej klasyczny w swej rasowej czystości przykład.Od kilku lat w Wodzisławiu mówiło się o konieczności przyciągnięcia tu filii jakiejś wyższej uczelni. Nie udało się to żadnemu z prezydentów miasta, więc trzy lata temu, po powstaniu powiatów, oczy młodzieży spoczęły na starostwie. W międzyczasie filie politechniki gliwickiej oraz Uniwersytetu Śląskiego powstały i nieźle, przy wsparciu samorządów lokalnych, zadomowiły się w sąsiednich Żorach i Jastrzębiu. Rybnik i Racibórz od lat cieszą się opinią dobrze rozwijających się w tej części subregionu południowo-zachodniego ośrodków akademickich. A w Wodzisławiu ani widu, ani słychu o wyższych szkołach, choć powiatowi notable obiecywali przemianę prowincjonalnej mieściny w akademicką.I stało się. 25 października tego roku starostwo podpisało z bliżej nieznaną, niepubliczną Wyższą Szkołą Humanistyczno - Ekonomiczną z Łodzi porozumienie w sprawie powołania w Wodzisławiu, jak to dziwacznie nazwano, punktu informacyjno - rekrutacyjnego. Cóż, szkoła wprawdzie nie tak szacowna jak Uniwersytet Jagielloński, ale że na bezrybiu i rak rybą, więc i to musi cieszyć.WSHE osiadła w murach jednego z ogólniaków, dokonała naboru 260 studentów i uruchomiła dwa kierunki kształcenia - informatyczny i pedagogiczny. Już na samym początku pewną konsternację wywołała wysokość czesnego w tej bądź co bądź prowincjonalnej placówce, które w przypadku informatyki wynosi prawie 300 zł miesięcznie. Z niezadowoleniem poszeptywano też o wynoszącym 400 zł wpisowym. Takich stawek nie mają na tych kierunkach nawet liczące się w kraju uczelnie.W atmosferze skandalu zaczęto jednak mówić o tej szkole, gdy naukowcem wykładającym filozofię okazał się miejscowy katecheta Czesław Karwot. Część studentów zetknęła się z nim wcześniej na lekcjach religii w tym samym budynku, gdy chodzili tu jeszcze do szkoły podstawowej, a później do "ogólniaka". Cóż się zatem stało, że właściciele WSHE Cz. Karwotowi powierzyli stanowisko wykładowcy filozofii?25 października w mieście Łodzi podpisano porozumienie, skutkiem którego w Wodzisławiu utworzony został terenowy oddział tamtejszej Wyższej Szkoły Humanistyczno - Ekonomicznej. W imieniu uczelni ów akt powołania podpisał rektor prof. dr hab. Andrzej Cader, zaś ze strony Zarządu Powiatu Wodzisławskiego starosta Jerzy Rosół oraz wicestarosta Czesław Karwot. I właśnie tu tkwi odpowiedź na postawione wyżej pytania. Identyczność imion i nazwisk wicestarosty oraz wykładowcy to żaden zbieg okoliczności, bo to ten sam człowiek. To on, dzięki zamaszystemu podpisowi na dokumencie o porozumieniu, wszedł do panteonu rodzimej nauki. Jako specjalność wybrał sobie właśnie filozofięPiszę o tym z dwóch powodów. Po pierwsze , aby płatników wysokiego czesnego zachęcić do zadania rektorowi WSHE pytania, co rozumie pod pojęciem wysokiego poziomu uczelni, i czy w tej szkole dotyczy ono wyłącznie sążnistego czesnego. Po drugie zaś, na przykładzie starosto - wykładowcy Czesława Karwota chciałbym przypomnieć, że stare porządki raz po raz podnoszą głowę, otrzepują się z kurzu i bez krztyny wstydu żyją sobie w prominentnym ukladzie.
Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz