Kiszenie kapusty na zimę było wielkim świętem i niemal rytuałem, z czasem obrosłym w zwyczaje i przykazania, których nikt nie śmiał przekroczyć. Sam wielki Reymont poświęcił temu wydarzeniu kilka kart powieści „Chłopi”. Tak było i na wsi śląskiej.Zespół Ludowy „Osiny”, oraz nauczycielki- metodyczki Jadwiga Tabor, Renata Śniegoń i Urszula Niechoj zaprosiły tego dnia do świetlicy dyrektorów szkół i przedszkoli, przedstawicieli instytucji kulturalnych i władz samorządowych miasta, by pokazać jedną ze swoich lekcji regionalizmu na żywo, podczas których Osiniacy śpiewają, tańczą i pokazują tradycje.-Może se kiery przedstawić śląski łobiod bez kapusty?- rozpoczynała dramatycznym pytaniem Zofia Przeliorz, najlepsza gawędziarka zespołu, znawczyni berów i bojek .-Co by to były, gdyby ku tym roladom i ku tym kluskom zabrakło modryj kapusty?Potem zaś było o królu Tracji Likurgu. „Łonemu nie podobali się ludzie, kierzy nie umieli pionu utrzymać” -mówiła pani Zofia.Zakazał więc hodowli winorośli, zniszczył winnice, by ludzie nie mieli kłopotu z tym pionem. Rozgniewał tym boga wina i winnej latorośli Dionizosa, który pokarał króla szaleństwem, a gdy szalony płakał nad swym losem, to z tych jego płaczek wyrastały główki kapusty.Kapustę kochała ludzkość w każdej epoce ze względu na jej łagodzenie objawów najstarszej choroby cywilizacyjnej, czyli kaca.- Pół szolki soku w surowej kapusty, a wszystko minie-przekonywali w Osinach, dodając przy okazji o takimż wpływie kwaśnicy czyli po tutejszemu kwaski.- Kapusta to jest pół aptyki- sok na kaca, na nerwy, a na bolące nogi , owrzodzenia i wypryski okłady z kapuścianych liści.By kapusta się dobrze ukisiła i by czarowała smakiem i aromatem trzeba było dochować technologii, wypracowanej przez lata praktyki. Czyściło się największą izbę w chałupie, tak, by lśniła. Znosiło się największe naczynia, kotły, wanny ocynkowane i czyste płachty płótna. Główki obierało się z twardych liści, układało na owych płachtach i szatkowano. Pocięta kapusta ładowana była do dębowej beczki trzy dni wcześniej wyszorowanej, wyparzonej. I wtedy przychodziło do rzeczy najważniejszej- udeptania jej, tak by puściła sok. Musiał to robić mężczyzna, ponoć przy babie kapusta się psuła.W osińskiej świetlicy aż dwóch przedstawicieli rodu męskiego odpadło nim wybrano udeptywacza- jeden był za chudy, a drugi za ciężki. Panu Jankowi, który do tego zaszczytnego dzieła został wybrany wyszorowano nogi i obcięto paznokcie. Każda zaś zapobiegliwa gospodyni miała na ten dzień w „befyju flaszka gorzałki,” by znużonego praca mężczyznę nieco pokrzepić.Do kapusty dodawano soli, kminku, marchwi, a często całych jabłek, które potem, zimą, były prawdziwym przysmakiem dzieci. Dużo wcześniej przygotowywano ciężki kamień, którym na sam koniec przyciskano zwartość beczki, by nie dostawało się tam powietrze, czyli by kwaszenie przebiegało prawidłowo.Na zaproszeniach na imprezę napisano :”Na główeczce chustka bioło/ zopaska czysto na brzuchu/ szłapy i pazury umyte /do umazanych- zamknyte”- toteż niektórzy przyszli ubrani zgodnie z instrukcją. Jadwiga Tabor poprosiła, by podeszli do niej ci, którzy- jak to określiła „przeczytali zaproszenia ze zrozumieniem”. W nagrodę otrzymali po słoiku kwaszonej kapusty.A potem była biesiada- surówki z kapusty, kiszonej i słodkiej, sałatki z ziemniaków i warzyw, no i bigos z gorącymi kiełbasami, bo dieta wegetariańska nie jest tą, za którą przepada polska wieś, a z wizyty w Osinach nikt głodny nie wychodzi.
Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz