post image
Mirosław Grka / Archiwum

 

Dzisiaj zatem o niepozornym terminie, który trudno zdefiniować, ubrać w ramy encyklopedyczne. Alma Mater - ileż to razy wałkowaliśmy empatię na studiach. Świętej pamięci babcia Ania była terenowym opiekunem społecznym. Dowiedziałem się tego po latach od mojej mamy. I myślę sobie, że to właśnie od niej, spędzając czas na wsi, nauczyłem się tej niesamowitej umiejętności. Babcia miała szacunek nie tylko do ludzi, ale także do zwierząt. Wsłuchiwała się w ich potrzeby. Rodzice, chociaż zapracowani w państwowych molochach, uczyli mnie empatii – zawsze pomagali bardziej potrzebującym. Pamiętam, jak mama, po ośmiu godzinach harówki, pougniatana w zatłoczonym PKSie, wspierała rodzinę i znajomych. Tata, dbając o infrastrukturę kolejową, leżąc w mrozie na torach lub wspinając się na oblodzone słupy trakcyjne, gnał po pracy do swojej mamy, która wymagała opieki. Wspierał też swoich braci i ludzi, którzy wiedzieli, że Henio zawsze pomoże.

 

Można powiedzieć, że od kołyski przesiąknąłem wrażliwością na ludzkie cierpienie. Cieszę się z tego faktu. Dzisiaj to ja pomagam innym. Uczę też swoje dzieci empatii – opowiadam im o rówieśnikach, których los nie oszczędził. Pokazuję im oddolne inicjatywy społeczne, angażuję w niektóre działania. Co jakiś czas robimy porządki w zabawkach. To już domowy rytuał, że zbieramy pluszaki dla bardziej potrzebujących. To procentuje. Syn zwraca uwagę na dzieci, które są ubrane nieadekwatnie do pory roku. Znosi też bezpańskie zwierzęta do domu. Córka, niespełna siedmiolatka, chętnie dzieli się z innymi dziećmi.


Niemal codziennie do Ośrodka Pomocy Społecznej przychodzą rodzice ze swoimi pociechami. Trudne sprawy. Nie przeszkadza mi to jednak, aby dzieciom przekazywać maskotki. Zawsze mam wytężony słuch – a nuż po korytarzu biega dziecko, któremu można dać przytulankę. Na płacz reaguję natychmiastowo. W kącie mojego biura stoi duża skrzynia, wyróżnia się spośród pozostałych mebli. Przeźroczysta, jak akwarium. Za to w środku wielokolorowa. Wypełniona czubato zabawkami. Co jakiś czas uzupełniam zapasy. Proszę też oto znajomych, bo potrzeby są ogromne. Jednocześnie zachęcam wszystkich dookoła, aby rozmawiali ze swoimi pociechami o bardziej potrzebujących dzieciach, co leży u podstawy przekazywania im maskotek. Może to być forma zabawy. Zdolności rozumienia drugiego człowieka nie nauczymy się w jeden dzień, miesiąc czy nawet rok. To długi proces. Ale warto zacząć już dzisiaj.

 

Inwestujmy w dobro – ono wróci!

 

Mirosław Górka, z-ca dyrektora OPS w Rybniku, prezes Rymera Rybnik, szefuje T:RAF do Niedobczyc i Niewiadomia. Felietonista Tygodnika Regionalnego Nowiny

 

 

Komentarze

  • Trustnoone Piękne słowaAle szkoda że tej wrażliwości nie starcza dla każdego.

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.