post image
MZK wyjaśnia, że wzrost cen biletów to także wina gapowiczów / arch.

Międzygminny Związek Komunikacyjny z siedzibą w Jastrzębiu-Zdroju dołączył do sporego grona miast i związków komunikacyjnych, które zdecydowały się na podwyższenie cen biletów. Taki krok to głównie wina drastycznego wzrostu kosztów firm transportowych i... ogromnej liczby gapowiczów.

- Liczba samorządów wprowadzających nowe stawki stale rośnie. Droższe bilety obowiązują w największych miastach Polski. Decyzję o podwyżce podjęło także wodzisławskie starostwo. Tam gdzie utrzymano dotychczasową cenę, np. w Warszawie czy Lublinie, znacząco zredukowano liczbę kursów. Budżety samorządów nie wytrzymują stałego wzrostu kosztów przy jednoczesnym ograniczaniu ich dochodów przez władze centralne - tłumaczy Rafał Jabłoński, pełnomocnik zarządu MZK do spraw mediów.

Jak podają w MZK, wydatki samorządów od 2013 roku, czyli od czasu ostatniej podwyżki cen biletów, wzrosły dwukrotnie. Jeszcze kilka lat temu dotacje gmin stanowiły blisko 50 proc. kosztów komunikacji, obecnie wskaźnik ten przekracza 70 proc.

Zanim zarząd podjął decyzję o wzroście cen, zielone światło do takich działań dali przedstawiciele wszystkich dziesięciu gmin tworzących MZK. Przewidywany wzrost cen biletów, w wysokości 20 proc. obecnej ceny, wpisano wcześniej do planu tegorocznego budżetu.

Nowe ceny biletów

Zmiany cen zróżnicowano w zależności od rodzaju biletu. Średni wzrost cen biletów jednorazowych wyniesie ok. 15 proc. Najniższy dotyczy biletu dobowego kupowanego u kierowcy, którego cena wzrośnie o 10 proc., z 10 do 11 zł. Największy skok zanotujemy kupując bilet na najdłuższych trasach (powyżej 18 przystanków). Jego cena wzrośnie z 4,20 zł do 5 zł (wzrost o 19 proc.). Średni koszt biletów okresowych (miesięcznych, piętnastodniowych i tygodniowych) zwiększy się o ok. 11 proc. Od marca więcej zapłacą także przyłapani gapowicze: 140 zamiast dotychczasowych 120 zł.

- Cena biletu uzależniona jest głównie od stawek jakie związek płaci przedsiębiorstwom przewozowym, które faktycznie realizują komunikację zbiorową na zlecenie MZK. Od 2013 roku wzrosły one nawet o ponad 40 proc. Większość umów gwarantuje ponadto coroczną waloryzację stawek ze względu na wzrost płacy minimalnej, wzrost inflacji i wzrost cen paliw - wylicza Rafał Jabłoński.

Coraz drożej

Ogólna tendencja rynkowa, jak wskazują w MZK, również jest wzrostowa. Pokazują to ostatnie przetargi ogłaszane przez miasta w naszym regionie, gdzie stawki za wozokilometr przekraczają nawet 9 zł. Te obowiązujące obecnie w MZK wahają się (w przypadku standardowego autobusu typu B) od 5,43 do 7,58 zł. Różnice wynikają ze specyfiki obszaru działania i rozstrzygnięć przetargowych.

- Z pewnością ceny biletów byłyby niższe, gdyby nie fakt, że ciągle bardzo duża liczba pasażerów nie zamierza płacić za przejazd. Rocznie MZK notuje prawie 10 tysięcy gapowiczów. Realnie liczba ta jest oczywiście znacznie większa, a utracone koszty z tym związane szacuje się na setki tysięcy złotych. To konkretne pieniądze, które pokrywają gminy oraz uczciwi pasażerowie kupujący bilety - zauważa Jabłoński.

MZK nie ukrywa też niezadowolenia z faktu, że musi pokrywać cześć kosztów transportu mieszkańców spoza związku – wodzisławian i rybniczan. Mieszkańcy tych miast korzystają z komunikacji (także z biletów ulgowych), jednak miejscowe władze konsekwentnie odmawiają przekazania dotacji do MZK i pokrycia tych kosztów. W przypadku komunikacji na terenie Wodzisławia MZK rocznie dopłaca ok. 1,7 mln zł, natomiast w Rybniku kwota ta sięga blisko 800 tys. zł. Koszty te pokrywa MZK, a więc gminy tworzące związek.

Galeria

Image alt

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.