post image
http://szufladamalgosi.pl/ Szczęśliwe Shaindla i Genia przed wojną

Ireneusz Stajer

Czy ktoś jeszcze pamięta żydowską rodzinę Rybów z Rybnika? Ojciec Abraham był drobnym przedsiębiorcą, matka Miriam zajmowała się domem. Mieli dwie córki, Genowefę i Shaindlę, po polsku Stefanię, oraz prawdopodobnie syna. Rodzina przyjechała do Rybnika najpewniej z Zagłębia. Niestety, poza Genią wszyscy zginęli w Shoah.

- Osiem lat temu na stronie internetowej Instytutu Yad Vashem znalazłam zdjęcie dziewczynki o imieniu Shaindla. Oczy Stefci są niesamowite. Pomyślcie ile w nich było łez, gdy umierała w komorze gazowej… A może przedtem ktoś jej strzelił w małą główkę? A może roztrzaskano ją kolbą z karabinu? - pyta Małgorzata Płoszaj, niestrudzona badaczka dziejów rybnickich Żydów, właścicielka portalu http://szufladamalgosi.pl. Nie uzyskała dotąd odpowiedzi... 

Choć odkryła już z 40 izraelickich rodzin, związanych przed wojną z miastem, na Rybów wpadła dość przypadkowo.    

Gaz albo rampa

- Instytut Yad Vashem w Jerozolimie publikuje na swoim portalu świadectwa osób, które przeżyły Holocaust bądź są potomkami ofiar. Żydzi nie mają aktów zgonu. Jak szli do gazu lub byli zabijani na obozowej rampie, nikt nie wystawiał takich dokumentów. Niemcy nie ewidencjonowali tych zgonów – wyjaśnia rybniczanka. 

Na stronie internetowej Yad Vashem wygrzebała świadectwo syna Geni, spisane po hebrajsku. Nie zna tego języka, ale wywnioskowała, że Stefcia pochodziła z Rybnika, nosiła nazwisko Ryba oraz imię Shaindla. Urodziła się w 1932 roku. Rodzice Miriam (Maria) i Abraham też zginęli w Shoah. 

W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej natknęła się na książkę teleadresową z wpisem o rodzinie Rybów. Abraham prowadził skup złomu przy ulicy Młyńskiej. Nabywał stare żelastwo i tym handlował. 

- Znalazłam ogłoszenie w przedwojennej gazecie o włamaniu do firmy Rybów. Ukradziono stamtąd zabawki, na pewno należące do dziewczynek – mówi pani Małgorzata.

W katowickim Archiwum Państwowym z kolei dotarła do wykazu podatników gminy żydowskiej w Rybniku z adnotacją, że kupiec Ryba płacił jedynie 36 złotych. Nie należał zatem do krezusów, ale starczało na dostatnie życie.

Geszefty Rybów

W Jagiellońskiej Bibliotece Cyfrowej Pani Małgorzata znalazła skany „Narodowca”. 

- Wychodząca w Katowicach gazeta informowała o wiecu w Rybniku. Jeden z uczestników oznajmił wówczas, że handlarz Żyd Ryba, który dopiero co osiedlił się w mieście, a już dorobił się majątku – przytacza.

Rodzinie musiało powodzić się dobrze. Zresztą widać to na zdjęciach. Wycieczki w góry, nowe fatałaszki kupione przez mamę, jak choćby płaszczyki i śliczne kufereczki. Ostatnie pogodne chwile spędzone gdzieś w Beskidach. 

Rybów nie było stać na własny dom, ale wynajmowali mieszkanie w kamienicy czynszowej, w świetnej lokalizacji przy ulicy Korfantego 4. To wysoki, trzypiętrowy budynek, stojącym do dziś w sąsiedztwie Hotelu Rynkowego. Abraham prawdopodobnie miał brata – Maksymiliana, który przy ulicy Hallera 7 też prowadził geszefcik. Miał tam warsztat szlifierski przyrządów rzeźniczych, noży kuchennych, maszynowych, brzytew, maszynek do strzyżenia włosów, instrumentów lekarskich oraz niklownię i emalownię. 

Genia i Stefcia

- Ponieważ od 12 może lat jestem zalogowano na portalu genealogicznym JewishGen, mam dostęp do wielu informacji – zaznacza rybniczanka. 

Dwa i pół roku temu dostała anonimowego mejla z Anglii. Autor pytał, czy pani Małgorzata jest z rodziny Rybów? Bo zostawiła informację na stronie, że szuka potomków Abrahama i Miriam. 

Okazało się, że mejla wysłał syn starszej o dwa lata siostry Shaindli, która przeżyła Shoah i po wojnie wyjechała do Izraela.

- Syn Geni przesłał mi kilka skanów zdjęć z dziewczynkami i rodzicami. Niektóre opisano na odwrotnej stronie, np.: „Gienia i Stefcia w szczęśliwych czasach w Rybniku”. Inne zdjęcie przedstawia dziewczynki idące z mamusią ulicą Korfantego, nieopodal kamienicy, w której mieszkały – dodaje. 


Stefcia zginęła prawdopodobnie w Auschwitz-Birkenau, ale mogła też zostać zgładzona w sosnowieckim getcie bądź podczas transportu do obozu. 

Gabersdorf, czyli Libeč

- Na pewno rodzina była w sosnowieckim getcie. Mogła zostać wywieziona najpierw do getta w Trzebini (jak inni rybniccy Żydzi) i stamtąd do Sosnowca. Dziś wydaje mi się to nie do ustalenia. Według syna Geni, rodzina została rozdzielona właśnie w tym mieście i starszą z sióstr, Genię, z  getta wywieziono do obozu pracy w Gabersdorf (Libeč), dziś część Trutnova, miasta powiatowego w północnych Czechach – oznajmia rybniczanka.   

Niemcy założyli go w 1941 roku i przywozili tu dziewczynki oraz kobiety żydowskie w wieku od 11 do 30 lat, głównie z terenu Zagłębia. Niektóre pracowały w przędzalni. W 1944 roku Gabersdorf włączono do sieci podobozów Gross Rosen. 9 maja więźniarki oswobodziła Armia Czerwona. 

Pani Małgorzata szukała dalej śladów Geni. W końcu natrafiła na projekt „By A Threat Film” amerykańskiej dziennikarki Marisy Fox-Bevilacqua, której mama przeżyła Gabersdorf. 

- Marisa potwierdziła, że ma kopie list więźniarek. Genia przybyła do obozu z Sosnowca, jako Goldie, urodzona w 1929 roku, choć faktycznie przyszła na świat 31 stycznia 1930 roku. Może mama dodała córce rok, by ratować przed śmiercią jeszcze w Sosnowcu? Starsze dzieci mogły już pracować dla III Rzeszy, a młodsze wpadały w ręce doktora Mengele albo szły prosto do gazu – zastanawia się Małgorzata Płoszaj.   

Exodus

Po wojnie, jako 15-latka Genia wróciła do Polski. Na pewno przebywała w Bielsku. Uczęszczała do Państwowego Gimnazjum i Liceum, bo zachowało się świadectwo z ocenami. Szkołę ukończyła w 1946 roku.   

- Potem znalazła się na słynnym statku Exodus, który w lipcu 1947 roku wypłynął z Marsylii. Na jego pokładzie było ok. 4500 żydowskich uchodźców – w większości kobiet i dzieci, które przeżyły obozy koncentracyjne. Statek ten został ostrzelany w porcie w Hajfie przez Anglików. Genowefa znajdowała się na liście pasażerów jako Gonia – ustaliła rybniczanka. 

Nie mając nikogo w Polsce, po tym wszystkim co przeżyła, jak setki tysięcy innych Żydów, za wszelką cenę starała się dotrzeć do Palestyny.

- Była piękną kobietą. W Kraju, jak Izraelczycy nazywają swoje państwo, urodziła córkę i syna, nigdy nie mówiąc o tym, co przeszła. Zmarła w wieku 43 lat na raka – podsumowuje pani Małgorzata. Żyje córka Geni oraz wnuki i prawnuki.   

Spektakl

powstał na bazie szczątkowych informacji i kilku zdjęć. Głównymi bohaterkami są siostry Gienia i Stefcia Ryba. 

- Okropieństwo wojny odczuły one z całą siłą, ale „Gehinom” wbrew pozorom nie jest spektaklem o śmierci, a o życiu. To z nich aktorzy Teatru SAFO stworzyli wzruszającą historię o żydowskiej rodzinie Rybów – podkreślają twórcy spektaklu. 

Scenariusz napisała i wyreżyserowała dzieło Katarzyna Chwałek-Bednarczyk. Przygotowała też scenografię. Muzykę zrealizowali Tomasz Mazur i The Cracow Klezmer Band. W spektaklu grają: Zuza Pawlak, Nina Janiak, Katarzyna Chwałek-Bednarczyk, Dariusz Pokwicki, Patryk Kłosek, Adam Razik, Sławek Zawisz, Remigiusz Michalik.

Tekst ten przeczytacie także w pierwszym numerze "Nowin" po Nowym Roku, 5 stycznia 

Galeria

Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.