post image

Elżbieta Grymel: Kiedy byłam dzieckiem, zawsze z niecierpliwością wyczekiwałam Wigilii, bo wieczorem można było spróbować potraw, które jadało się w naszym domu tylko jeden, jedyny raz w roku. Muszę przyznać, że nie wszystkie mi smakowały, ale tuż po wieczerzy nas, dzieci, czekała nagroda za wytrwałość: Prezent od Dzieciątka!
Czasem był on większy, kiedy indziej – bardzo malutki, np. tylko książka z wierszami znanego poety lub lektura szkolna, trochę słodyczy, albo po dwie wspaniałe pomarańcze zawinięte w pięknie malowane bibułki. Wszystko zależało od zasobności portfela  naszych rodziców. W ten wspaniały dzień dzieci nie miały na ogół żadnych zmartwień, ale dorośli ciągle musieli pamiętać o tym, że tego czy tamtego w takim dniu robić nie wolno, a tych nakazów i zakazów było bardzo wiele. Bo Wigilia była dniem szczególnym, dlatego w tym czasie ludzie powinni mieć się na baczności, by swoim nierozsądnym zachowaniem nie zaszkodzić sobie lub swojej rodzinie.


W Wigilię nie wolno było się kłócić ani przeklinać, bo mówiono, że "dzień Wigilii jaki, cały rok potem taki!". Ale sami wiecie jak to czasem bywa: kobieta się spieszy, gotuje wieczerzę pod presją czasu, żeby zdążyć przed pierwszą gwiazdką, dzieci do pomocy zapędza, a kochany mężulek... znika z domu, bo musi się spotkać z kolegami, żeby zalać robaka! A potem wraca przed samą wieczerzą w euforycznym humorku! Ten zalewany w Wigilię robak był zapewne pamiątką po dawnych czasach, bo powszechnie wierzono, że jak się go dobrze nie zaleje, to potem będzie gryzł ludzi od środka przez cały rok. Stąd można wysnuć wniosek , że ów robak był synonimem choroby. W niektórych domach gospodarz częstował domowników i służących kieliszkiem wódki. Starsze dzieci dostawały tego "medykamentu" tylko na polizanie, zaś te, które jeszcze do szkoły nie chodziły, mogły jedynie butelkę lub korek powąchać.


W Wigilię nie chodziło się na ogół na targ czy do sklepu. Teraz jednak ludzie mają bardzo mało czasu i często zakupy na wieczerzę i zakup świątecznego drzewka spychają na ostatnie godziny. Kiedyś w takiej sytuacji trzeba było pamiętać, żeby nie wydać ostatniego grosza, bo będzie się potem klepać biedę przez cały następny rok. Pamiętam że jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku sprzedający na targach zaopatrywali się w monety jednogroszowe tylko po to, żeby móc je wręczyć kupującemu ze świątecznymi życzeniami. Tym sposobem wilk był syty i owca cała, a staremu zwyczajowi stało się zadość. Najlepiej jednak było, żeby wszystko było wcześniej przygotowane, żeby już w Wigilię można było świętować.  Rano szło się jeszcze na ostatnie nabożeństwo roratnie, a potem wszyscy domownicy rzucali się w wir przygotowań do uroczystej kolacji. Chociaż niektórzy unikali w ten dzień jakiejkolwiek pracy, nawet najdrobniejszej pomocy, żeby przez cały rok móc potem leniuchować.
Przed wieczerzą wyganiało się z izby psy i koty, bo ich w stajence nie było. Był jeszcze jeden powód, dla którego te pożyteczne skąd inąd zwierzęta spędzały czas na dworze. Ich postać mógł przybrać diabeł. Do tej dwójki mógł dołączyć też koń – ulubiona postać diabła, ale jako zwierzę bardziej cenione pozostawał we stajni, bo na dwór wyganiano tylko darmozjadów. Zanim domownicy usiedli do stołu, gospodynie musiały szczelnie pozasłaniać okna, bo jak kogoś było widać z dworu, to następnej Wigilii już nie dożył. A to dlatego, że w ten święty czas Śmierć wychodziła na spacer i notowała, kogo by tu zabrać w przyszłym roku.


Kiedy zajęło się już miejsce przy stole, to nie należało się z niego ruszać, bo to wróżyło chorobę, a tego nikt nie chciał. Po wieczerzy ludzie wróżyli sobie jaki będzie dla nich ten nadchodzący rok. Każdy brał ze stołu jabłko i cztery orzechy (po jednym na każdy kwartał). Jak orzechy były zdrowe i jędrne, a po poprzecznym  przekrojeniu jabłka pokazała się gwiazdka, to można było liczyć na zdrowy i pomyślny rok. Ale żeby się to wszystko spełniło, trzeba było orzechy i jabłko zjeść! A z tym to było już trochę gorzej, bo kiedy na wieczerzę zjadło się tyle, co by na cały tydzień starczyło!


Elżbieta Grymel
 

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.