post image
UM Jastrzębie-Zdrój / Maciej Kanik.

Czy od samego początku prac nad „Fig Tree” było oczywiste, że po premierze płyty CD powstanie również winyl?

Przemysław Strączek: Początkowo, jak zawsze, koncentrowaliśmy się stricte na wydaniu płyty CD – ta forma jest szybsza, łatwiejsza w produkcji. Płyta winylowa stanowiła większe wyzwanie. Przyszedł jednak ten moment, w którym pomyślałem, że czas, by moja muzyka pojawiła się również na winylu. Warto zaznaczyć, że płyta „Fig Tree” w wersji CD oraz LP zrealizowana została przez światowej sławy inżyniera dźwięku z nowojorskiego studia Avatar, nominowanego do nagrody Grammy (który notabene pracował z największymi gwiazdami muzyki jazzowej takimi jak: Lee Konitz, Al Di Meola czy Maria Schneider) – Katsuhiko Naito tchnął w tę płytę nowe życie, sprawił, że mogła zainteresować szefa wytwórni Tomasza Kołodziejczyka. Ten, po przesłuchaniu „Fig Tree”, a także po zapoznaniu się z recenzjami i informacjami o naszej działalności, zaprosił nas do współpracy przy wydaniu płyty winylowej w jego wytwórni. Sam proces wydawniczy trwał dość długo – pierwsze spotkanie miało miejsce w maju, płyta ujrzała światło dzienne pod koniec roku. „Fig Tree” to pierwsza płyta wydana przez wytwórnię Voice Music, której szef od niemal 20 lat zajmuje się sprzedażą płyt winylowych. Niezmiernie się cieszę, że Przemysław Strączek Quartet będzie w pewien sposób twarzą tej wytwórni.

Skąd powrót płyt winylowych? Jakie mają one zalety w porównaniu ze „zwykłymi” nagraniami na CD?

Płyta CD jest zapisem cyfrowym, dzięki któremu mnóstwo informacji trafia do naszej świadomości. Zgodnie z tym, co mówią fachowcy w tej dziedzinie, nasz mózg nie jest w stanie w pełni wyłapać tych wszystkich drobiazgów. Jest to dla nas nienaturalne. Płyta analogowa zachowuje się tutaj zupełnie inaczej. Można powiedzieć, że jest bardziej kompatybilna z ludzką percepcją, lepiej dopasowana do tego, jak ją słyszymy. Zapis cyfrowy daje teoretycznie większe możliwości, ale winyl brzmi bardziej naturalnie. Stąd też renesans płyty winylowej – ludzie z branży uświadomili sobie, że cyfra nie daje im takiej satysfakcji w kontakcie z muzyką. Winyl ma swoje ograniczenia i to właśnie jest w nim, paradoksalnie, najlepsze. Cyfra może trochę oszukać, ale nie da się usłyszeć na niej tych wszystkich rzeczy, które są na winylu. Muzyka jest miękka, nawet „ostre” dźwięki brzmią tak, jakby zostały oszlifowane... Płyta winylowa pozwala być maksymalnie blisko muzyki i muzyków. Na winylu otrzymujemy dokładnie to, co zostało nagrane, to propozycja dla słuchaczy, którzy celebrują muzykę.

„Fig Tree” w tej wersji różni się od płyty CD. Zmieniona została między innymi kolejność utworów...

Musieliśmy to zrobić, by dobrze nagrać płytę winylową. To, co mieści się na jednym CD, podzieliliśmy na 2 płyty. Każda z nich przeznaczona jest na inne obroty – tak, by uzyskać jak najlepszą jakość. W przypadku pierwszej z płyt, na każdej stronie znajdują się trzy utwory, na drugiej – po jednym. Zmieniając kolejność utworów, dowiedziałem się o nich nowych rzeczy. Te kompozycje zupełnie inaczej ze sobą brzmią. Może się wręcz wydawać, że to inna płyta. Choć rejestruje te same emocje, są one inaczej pokazane, zyskują odmienny odcień. Dźwięki przenikają się w nowy sposób. Zmiana strony płyty angażuje słuchacza. Tutaj musi on zrobić to aż dwukrotnie. Nigdy nie patrzyłem z tej strony na muzykę, ale okazuje się, że sam gest przełożenia winyla na drugą stronę ma ogromne znaczenie – to tu wchodzimy w interakcję ze słuchaczem.

źródło: Przemysław Strączek's Music

Płyta zyskała również nową okładkę. Mamy na niej uproszczoną, graficzną wersję figowca, który znamy z płyty CD.

Z tą grafiką jest związana świetna historia. Wiedzieliśmy od początku, że nie możemy wykorzystać zdjęcia, które było na okładce CD – jego jakość była za słaba. Grafik, z którym współpracowaliśmy, Tomasz Kipka, pokazał nam kilka pomysłów. Wszystkie bazowały na rysunku drzewa. W pewnym momencie ktoś przypadkowo kliknął i na monitorze obraz pojawił się w odwróconych kolorach. Pomyślałem wtedy: „Białe drzewo! Ono świeci!”. Później Tomek zaproponował, srebrną okładkę, by wydobyć tę świetlistość. To był strzał w dziesiątkę.

Rok 2020 upłynął pod znakiem pandemii, ale i festiwalu JAZZtrzębie, jakie masz plany na nadchodzący, 2021 rok?

JAZZtrzębie spotkało się ze świetnym odzewem. Rok pandemiczny spowodował jednak, że – prócz festiwalu – grałem bardzo mało. Mnóstwo za to czasu spędziłem na słuchaniu muzyki. Mam ogromną nadzieję, że w przyszłym roku uda się zagrać więcej koncertów z publicznością. To ona daje nam energię tak potrzebną do życia. Kolejny festiwal JAZZtrzębie  odbędzie się między 23 a 30 kwietnia 2021. Koncertów będzie więcej niż w ubiegłych latach – codziennie zaplanowaliśmy jakieś wydarzenia. Harmonogram już mamy ustalony, jednak trzeba to jeszcze potwierdzić umowami. Na razie możemy zdradzić, że będą gwiazdy światowego formatu, ale i elementy egzotyczne. Będzie bardzo kolorowo. Mam nadzieję, że uda się zagrać z publicznością – nawet jeśli mniejszą, to jednak na żywo.

źródło: jastrzebie.pl

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.