post image
Piotr Masłowski

Lubię spać. Mój idealny dzień to taki, w którym nie muszę kłaść się przed północą i mogę pozostać w łóżku co najmniej do dziewiątej. A najlepiej jeszcze dłużej, ale nie na tyle długo, żeby bolały mnie plecy. Bo to już nie ten wiek. Tak przynajmniej twierdzą moi najbliżsi. Mój dziadek August przeżył 93 lata z okładem, sypiał co najmniej do dziesiątej i nie narzekał. 

Najgorszy jest poniedziałek. Po sobocie i niedzieli, kiedy zwykle sobie pozwalam na spanie do woli, muszę wrócić w tryb pobudki około 6:30. Koszmar. W nocy z niedzieli na poniedziałek zazwyczaj nie potrafię zasnąć. Moja ukochana żona stwierdziła wręcz ostatnio, że nie traktuję snu jako przerwy na odpoczynek. Jej zdaniem traktuję dzień pracy jako przerwę w śnie. Coś w tym jest. W poniedziałek i wtorek po powrocie do domu drzemka to obowiązek, czas na domknięcie niedospanej nocy. W kolejne dni tygodnia jest już lżej. Drzemka nie przeszkadza mi w wieczornym udziale w spotkaniach zawodowych, zebraniach organizacji w których działam, bieganiu, czytaniu, spacerach z psem. Za to nie mam czasu na telewizor. Nie chcę mieć. Nie znam zdecydowanej większości programów telewizyjnych. Sporadycznie oglądam telewizyjne wiadomości, bez względu na to kto je nadaje. To nie jest kokieteria. Pomimo tego wiem o świecie więcej niż rzesze wpatrzonych w szklany ekran. 

Sen jest czasem wyjątkowym. Jest tylko dla mnie. Jest schronieniem przed światem zewnętrznym. Daje mi poczucie, że sam potrafię zadbać o siebie. W natłoku zajęć i zalewu trudnych komunikatów to jest ten czas, w którym nikt niczego nie żąda i nie oczekuje. Uwielbiam sny, chociaż niewiele z nich pamiętam. Niemal nie miewam koszmarów. Tylko bieganie daje mi namiastkę podobnie cudownej izolacji. 

Rysiek Riedel, niezapomniany lider zespołu Dżem, śpiewał, że "Sen to zło nie ma złudzeń sen ogarnął wszystkich ludzi; Czarno wokół, miasto śpi nikt nie może się obudzić". Sam jednak uciekał od rzeczywistości poprzez narkotyki. Jakoś to rozumiem. Gdzieś tam głęboko w sobie zazdroszczę osobom, które akceptują otaczającą nas rzeczywistość. Nie jestem młodzieniaszkiem, ale nie przeszło mi buntowanie na to, że coś musi być, bo tak zawsze było. Tego typu głupota i lenistwo są wszechogarniające. Wolę odcinać się swoimi metodami, niż podążać tropem Riedla. I chyba nie dam się przekonać do hasła, że szkoda dnia. Bo mnie jest szkoda zupełnie czego innego, a sen to taki czas na zebranie się, żeby toczyć kolejne boje. 

Piotr Masłowski, zastępca prezydenta miasta Rybnika

Komentarze

Dodaj komentarz