post image
Rysunek: Elżbieta Grymel

Niektóre rody mają swojego własnego zwiastuna śmierci, zazwyczaj nikt się tym nie chwali, bo postronni słuchacze od razu kreślą koła na czole lub znacząco się uśmiechają.


Drodzy niedowiarkowie, jeżeli o czymś nie wiemy lub czegoś sami nie doświadczyliśmy, to nie znaczy, że takie zjawisko nie istnieje! Jako dowód chciałabym tu przytoczyć opowieść mojej krewnej Joanny.

O istnieniu rodowego zwiastuna śmierci dowiedziała się przez przypadek. Jako nastolatka razem ze swoją babcią (ze strony ojca) uczestniczyła w pogrzebie dalekiego kuzyna. Na stypie jedna z ciotek stwierdziła, że tak to się musiało skończyć, chociaż zmarły nie chorował, ani nie był specjalnie wiekowy, bo równo rok wcześniej przyśnił się jej ksiądz w czarnej sutannie i birecie na głowie i miał twarz tegoż kuzyna! Po powrocie do domu dziewczyna usiłowała zasięgnąć informacji na ten temat od swoich bliskich, ale ci dyskretnie omijali niewygodny temat. Dopiero siostra ojca powiedziała jej, że to, o czym wspomniała ciotka, jest prawdą! Nawet określiła to jako rodowe przekleństwo, bo zjawa kapłana, która pojawiała się we śnie krewnych, była zawsze bezwzględna i zwiastowała śmierć osoby, której twarz miała. Co miała zrobić osoba, która tę zjawę we śnie widziała? Powiedzieć osobie zainteresowanej czy sprawę przemilczeć? Oba wyjścia były złe, a żadne trzecie wyjście nie istniało, bo zwiastun ten spełniał się bezlitośnie przed upływem roku. Rozmowie tej przysłuchiwał się stryj Joanny, który był zakonnikiem. Ostro zbeształ obie kobiety, że gadają głupoty i dodał, że lepiej się tym nie zajmować, bo może się to komuś (ale komu, tego nie wyjaśnił) nie spodobać i ściągną na siebie kłopoty. 

- Niczego nie widziałaś! Niczego nie słyszałaś! Zrozumiano? - Rzucił krótko i ostro.

Od tego czasu minęło prawie trzydzieści lat i sama Joanna miała dziwny sen. Siedziała w kościelnej kaplicy, kiedy obok niej pojawił się proboszcz z sąsiedniej parafii, który był co prawda kilka lat od niej starszy, ale pamiętała go jeszcze z czasów szkolnych, więc rozpoznała go od razu. Zdziwiło ją tylko, że w kościele nosił on nakrycie głowy (biret). Domyśliła się we śnie, że chce jej coś powiedzieć, więc odwróciła się w jego stronę i lekko się uśmiechnęła i ten uśmiech zamarł jej na ustach – na jej oczach twarz księdza zmieniła się w oblicze jej wuja (brata mamy)! Przerażona obudziła się i próbowała pozbierać myśli. W końcu sama siebie zbeształa za traktowanie snów zbyt poważnie, bo przecież wuj co prawda nie był okazem zdrowia, ale dokuczały mu raczej tylko dolegliwości związane z wiekiem. Joanna chodziła struta przez kilka następnych dni, ale potem sprawa poszła w niepamięć. W czasie wakacji poważnie rozchorował się proboszcz z sąsiedniej parafii i temat wrócił. Joanna przypomniała sobie, że we śnie przez chwilę widziała jego oblicze, a dopiero potem twarz wuja i właściwie nie pamiętała, którego z nich widziała dłużej. Ksiądz szybko wrócił jednak do zdrowia, a kobiecie od razu zrobiło się lżej na duchu. Ponieważ miała dużo pracy, nie wracała już potem do tego tematu. Krótko przed świętami Bożego Narodzenia dostała kartkę od wujostwa. Ciotka pisała, że wujkowi apetyt już nie dopisuje tak jak dawniej i trochę schudł, a poza tym nic u nich nowego. Wtedy Joanna powiedziała wieczorem do swego męża:

- Miałeś rację, to głupie wierzyć w tego zwiastuna śmierci... Jak widać wujek ma się dobrze, a ja się tak martwiłam...

Jeszcze tej samej nocy około godziny trzeciej zadzwonił telefon. Zapłakana ciocia oznajmiła łamiącym się głosem, że wujek zmarł przed godziną. Joanna pobiegła do kuchni i wyjęła swój zeszłoroczny notatnik. Przewróciła kilka kartek i znalazła to, czego szukała!  Pod datą 13 grudnia widniała  adnotacja: Miałam sen... Od tego czasu upłynął dokładnie rok. Znajomy ksiądz odszedł pół roku później. Leczono go na serce, ale przyczyna jego śmierci była inna i zupełnie niespodziewana. Tak w krótkim czasie odeszli obaj mężczyźni ze snu Joanny.

Jak się potem okazało, podobnych historii związanych ze złowrogim zwiastunem było w rodzinie znacznie więcej. Podobno pradziadek Joanny miał powiedzieć, że lepiej we śnie zobaczyć diabła niż księdza w birecie na głowie! Nie chcę was straszyć drodzy Czytelnicy, ale mogę dać słowo honoru, że opowieść tu przedstawiona jest prawdziwa. Długo zastanawiałam się czy o tym napisać i dlatego opowieść tę zostawiłam  na koniec cyklu o strachach.

Elżbieta Grymel

P.S. Do rodowego zwiastuna śmierci przyznawał się też ród Poniatowskich, z którego pochodził ostatni król polski Stanisław August Poniatowski i jego sławny kuzyn książę Pepi (Józef), który miał zginąć w nurtach Elstery, po bitwie pod Lipskiem (1813 r.).

Komentarze

Dodaj komentarz