Fotografie z bozym usmiechem
Fotografie z bozym usmiechem


400 lat samotności. Dwa lata temu w krakowskim Barbakanie była prezentowana wystawa fotograficzna „OO. Kameduli – 400 lat samotności”. Złożyły się na nią zdjęcia kilku fotografików, m.in. znanego autora papieskich albumów Adama Bujaka. Wśród autorów tworzących tę niezwykłą wystawę jest również rybniczanin Adam Raszka, który z braćmi ze Srebrnej Góry przyjaźni się od połowy lat 80. Po raz pierwszy odwiedził klasztor w 1982 roku. Pojechał ze znajomym, który był wtedy klerykiem u franciszkanów. Rybniczanin opuszczał klasztorne mury zauroczony i poruszony. Wkrótce wybrał się tam sam, a z czasem zaczął bywać wśród kamedułów regularnie, przynajmniej raz w miesiącu. Jeździł tam z pobudek religijnych, by pogłębiać wiarę, by rozmawiać z mnichami o Bogu i jego miłości.Adam Raszka nigdy wcześniej nie zajmował się fotografią. W 2000 roku uległ namowom znajomego i odkupił od niego na raty, i to bardzo korzystne, aparat marki Minolta. Jak wspomina, pierwsze zdjęcie zrobił nim z okna na dziesiątym piętrze wieżowca przy ul. Dworek. Widnieją na nim zbliżone perspektywą dwa rybnickie kościoły – św. Antoniego i Matki Boskiej Bolesnej. Zdjęcie to ma już wartość historyczną, bo dziś z tego samego okna widać jedynie bryłę centrum handlowo-rozrywkowego Plaza. Z czasem fotografowanie zaczęło mu sprawiać coraz większą przyjemność. – Większość zdjęć wychodziła, a z czasem sam już wiedziałem, co należy poprawić, korzystałem też z rad znajomego, który prowadził laboratorium fotograficzne i obrabiał wszystkie moje zdjęcia.Niezwykła atmosferaPierwsze poważne zdjęcia, jak sam to określa, zrobił 13 listopada 2002 roku, gdy w 1000. rocznicę śmierci pierwszych polskich męczenników mszę w kościele kamedułów odprawiał ks. kardynał Franciszek Macharski. Od tamtej pory, inspirowany niezwykłą atmosferą tego miejsca, zrobił ich tysiące, uwieczniając chwile uroczyste i w życiu klasztornej braci wyjątkowe, jak również codzienne życie zakonników skupionych na modlitwie i pracy. – Na szczęście to, czego nie uchwycił człowiek, zatrzymał w kadrze Bóg – mówi Adam Raszka.Właśnie w czasie wizyty w klasztorze kardynała Macharskiego zrodził się pomysł przygotowania pierwszej w historii wystawy fotograficznej o krakowskich kamedułach. Jej zorganizowaniem zajęła się ostatecznie Agata Wawryszczuk, dziennikarka „Dziennika Polskiego”.Najtrudniejsze były oczywiście zdjęcia w zakonnych wnętrzach, gdzie panuje sprzyjający kontemplacji i zamyśleniu półmrok. Nieodzowny był statyw i długi czas naświetlania fotograficznej kliszy.Wegetarianie z wyboruW klasztorze przebywa obecnie ośmiu zakonników. Są małomówni, ale wynika to z ich natury i powołania. Rozmawiają tylko wtedy, gdy jest to konieczne, gdy muszą coś ustalić bądź podzielić prace, które trzeba wykonać. Sami gotują, piorą, szyją i sprzątają. Do 1987 roku byli samowystarczalni, uprawiali wtedy zboża, których ziarna mielili na mąkę. Dziś część żywności kupują w sklepie. Każdy z zakonników ma niewielki domek, do którego przylega spory ogród. Uprawia się w nim przydatne w kuchni warzywa. Wszyscy kameduli są wegetarianami, dużo też poszczą, np. post związany z adwentem rozpoczynają już w dniu św. Marcina, czyli 11 listopada. Są wśród nich tacy, którzy w cały wielki post żyją o chlebie i wodzie. Kameduli mają też własną pasiekę, sad i spory kawałek lasu, z którego biorą drewno na opał. Zakonnik przygotowujący się dopiero do ślubów wieczystych pełni po kolei wszystkie funkcje gospodarskie – właśnie po to, by nauczyć się samodzielności. Wspólne posiłki jadają tylko kilka razy w roku, w czasie świąt i z okazji zakonnych urodzin któregoś z braciszków.Jedyną rozrywką kamedułów jest tombola podobna do gry w bingo. Rzekomo umie w nią grać każdy zakonnik z tego zgromadzenia, niezależnie od tego, czy jest w Polsce, we Włoszech czy w Wenezueli. Zakonnicy mają plansze z liczbami, każdy z innymi. Liczby losuje przeor klasztoru. Gracze muszą uzbierać ich na swojej planszy jak najwięcej. W tombolę grają dwa razy w roku.Kres doczesnościKobiety na teren klasztoru mogą wejść 12 razy w roku, mężczyźni praktycznie codziennie, z wyjątkiem okresu zakonnych rekolekcji. Można wtedy zobaczyć tzw. dolny kościół i zakonne katakumby, w których przez wieki chowano zmarłych zakonników. Ciało w habicie układało się na desce i wsuwało do niszy, która później była zamurowywana. Zawsze jedna nisza pozostawała pusta. Gdy kolejnej pustej już nie było, otwierano najstarszą i doczesne szczątki poprzednika przenoszono na tej samej desce do głównej mogiły, znajdującej się pod kapitularzem.Cele mnichów są objęte już ścisłą klauzurą i osoby postronne nie mają tam wstępu.Adam Raszka brał udział w kilku zakonnych uroczystościach, były to śluby wieczyste braci Jana i Jakuba oraz pogrzeby braci Jozafata, Ordona i Doroteusza. Z tym ostatnim, mądrym i pogodnym, związany był najbardziej. Zmarł w listopadzie ubiegłego roku w wieku 94 lat. Jego ciało złożono w podwójnej trumnie, w nowych już katakumbach, które powstały na terenie objętym ścisłą klauzurą. Zmiana wielowiekowej tradycji stała się koniecznością po narzuceniu zakonnikom wymogów sanitarnych. Trumna z ciałem brata Doroteusza stała w kaplicy św. Krzyża. Tam wtedy, przy zapalonych jedynie dwóch świecach zrobił zdjęcie, które sprawiło mu największą satysfakcję. W tej samej kaplicy nakręcono później scenę święceń kapłańskich Karola Wojtyły z filmu „Karol – człowiek, który został papieżem”.Najstarszy obecnie w klasztorze brat Leonard produkuje różańce. Wszystko robi sam. Uprawia poletko specjalnej rośliny, której niezwykle twarde ziarenka przewierca i nawleka na skręcany stalowy drucik. Każdy ze swoich różańców sprawdza, podnosząc nim wiadro pełne wody. – Sam mówi, że udziela na nie dożywotniej gwarancji plus jeszcze 100 lat w trumnie.Dzień w klasztorze rozpoczyna się już o 3.30, niedługo potem rozpoczynają się wspólne modlitwy. O 6 jest jutrznia, po której rozpoczyna się cicha, recytowana msza. Do komunii kameduli przystępują według zasady starszeństwa – od najstarszego do najmłodszego. Przez cały dzień praca przeplata się z modlitwą, czytaniem Pisma Świętego i nabożeństwami. Kolację jedzą o 17, a po 19 idą już spać.Wystawa ze zdjęciami wykonanymi przez rybniczanina była już prezentowana m.in. w Bielsku-Białej, w Zakopanem, a nawet w pokamedulskim klasztorze na Węgrzech. W trakcie każdej ekspozycji były sprzedawane katalogi-cegiełki i zdjęcia. W ten sposób uzbierano już blisko 250 tys. zł, które zostały przeznaczone na remonty i odnawianie klasztornego kompleksu krakowskich kamedułów.– Największą radością mojego życia jest zatrzymanie bożego uśmiechu w kadrze, który odzwierciedla miłość stwórcy do ludzi – mówi o swoich fotografiach Adam Raszka.

WACŁAW TROSZKA

Zdjęcia: Adam Raszka
Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz