Pixabay Systemy wentylacyjne chroniońce przed chorobami powinny być tymczasem dostosowane do rodzaju pomieszczeń i tempa oddechu
Pixabay Systemy wentylacyjne chroniońce przed chorobami powinny być tymczasem dostosowane do rodzaju pomieszczeń i tempa oddechu

Obecnie ludzie spędzają większość czasu w pomieszczeniach, ale jakość powietrza w budynkach nie jest tak samo regulowana, jak jakość wody, czy żywności - zwracają uwagę naukowcy z międzynarodowego zespołu, autorzy pracy opublikowanej na łamach „Science”.
Zdaniem tych specjalistów infekcjom takim, jak COVID-19 można zapobiegać przez poprawę systemów wentylacji. „

"Powietrze może przenosić wirusy, tak samo jak woda (...)" - podkreśla współautorka publikacji prof. Shelly Miller z University of Colorado, Boulder.

- Musimy zrozumieć, że jest to problem i że musimy mieć narzędzia do obniżania ryzyka i redukowania możliwej ekspozycji na wirusy zgromadzone w powietrzu we wnętrzach - mówi badaczka.

Opracowanie ukazało po tym, jak WHO ogłosiła, że SARS-CoV-2 rozprzestrzenia się głównie drogą powietrzną. Dziesięć miesięcy wcześniej organizacja ta uznała możliwość transmisji wirusa przez aerozole.

239 specjalistów, w tym prof. Miller napisało wtedy list otwarty skierowany do organizacji medycznych i władz ostrzegający o zagrożeniu ze strony powietrznej transmisji. Teraz badacze nawołują WHO i władze o ustanowienie i wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych odnoszących się do obecności wirusów w powietrzu w budynkach. Zdaniem specjalistów taki krok miałby podobne znaczenie, jak budowa miejskich wodociągów z czystą wodą i kanalizacji w XIX wieku.

Skorygowałby także ważne nieporozumienie, które powstało również w tamtym czasie. Otóż początkowo sądzono, że cholera roznosi się przez powietrze. Dopiero brytyjski lekarz John Snow wykrył bakterie w wodzie. Podobnie węgierski medyk Ignaz Semmelweis wykazał, że mycie rąk przed przyjmowaniem porodów znacząco zmniejsza liczbę infekcji. Mimo początkowego oporu, uznano że to woda, a nie powietrze przenosi choroby.

Potem, na początku XX wieku amerykański ekspert w dziedzinie zdrowia publicznego przypisał wiele infekcji dużym kroplom śliny wyrzucanym w czasie kaszlu, które szybko spadają na ziemię i działają tylko na bliskiej odległości. Tym samym wykluczył de facto możliwość transmisji chorób przez powietrze. Dopiero w 1945 roku William Wells opublikował pracę, w której krytykował pomijanie powietrza jako wektora przenoszącego choroby. Swoje tezy popierał badaniami nad gruźlicą i odrą, jednak poglądy te nie zdobyły wtedy wielu zwolenników.

- Najwyższa pora, aby zacząć działać - twierdzą autorzy nowego opracowania.

„Nie czekajmy, aż pojawi się nowa pandemia” - nawołuje prof. Jose-Luis Jimenez, także z CU Boulder.

„Potrzebujemy wysiłku włożonego przez całe społeczeństwo. Kiedy projektujemy budynki, nie powinniśmy po prostu zapewnić minimalnej wentylacji, ale powinniśmy brać pod uwagę obecne choroby układu oddechowego, takie jak grypa oraz możliwe przyszłe pandemie” - podkreśla specjalista.

Autorzy podkreślają, że długotrwałe zaniedbywanie powietrza jako środka roznoszenia chorób pozostawiło znaczącą lukę w wiedzy na temat projektowania i zarządzania wentylacjami w budynkach. Wyjątki stanowią ośrodki medyczne i przemysłowe.

Systemy wentylacyjne chroniońce przed chorobami powinny być tymczasem dostosowane do rodzaju pomieszczeń i tempa oddechu znajdujących się w nich osób. Inaczej takie systemy powinny działać np. w kinach, a inaczej na siłowniach. Dobrym pomysłem byłoby też wprowadzenie trybu pandemicznego, który uruchamiałby specjalną filtrację w razie potrzeby. To pozwoli zaoszczędzić energię.

Koszty wprowadzenia środków zaradczych będą zdaniem naukowców znacznie niższe, niż koszty chorowania. Przypominają oni, że miesięczny globalny koszt COVID-19 sięga biliona dolarów, a koszt grypy w samych USA - ponad 10 mld dolarów. Choć pełną analizę ekonomiczną trzeba jeszcze wykonać, według badaczy koszt odpowiedniej wentylacji nie powinien przekraczać 1 proc. całkowitej ceny budowy typowego budynku. (PAP)

Komentarze

Dodaj komentarz