post image
Zdjęcia: Dominik Gajda.

Do redakcji "Nowin" zgłosiła się pani Elżbieta, sąsiadka z ogródków działkowych 67-letniej pani Marii i o kilka lat starszego jej małżonka, pana Jerzego. To ona w ubiegły czwartek zauważyła zły stan zdrowia pani Marii i przekonała jej małżonka do wezwania pomocy. Pani Maria obawiała się wyjazdu do szpitala, ponieważ wcześniej wypiła kilka łyków piwa. Skarżyła się jednak na silne bóle brzucha, które zaczęły się pojawiać już dwa tygodnie wcześniej. 

- Idąc alejką, zapytałam pana Jerzego dlaczego nie ma z nim jego małżonki. Odpowiedział, że żona jest w altanie, bo jest chora. Przyjechał z nią na działkę, bo myślał, że tu poczuje się lepiej. Weszłam tam, jej stan był według mnie krytyczny. Przekonałam go, że trzeba wezwać pogotowie - mówi pani Elżbieta.

Pogotowie pojawiło się na miejscu. Lekarz zbadał panią Marię i zabrano ją do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku. Tam - zgodnie z kartą informacyjną - przeprowadzono jej badania laboratoryjne. Stwierdzono drobne owrzodzenie przełyku, zapalenie błony śluzowej żołądka oraz opuszki dwunastnicy. W trakcie wywiadu z pacjentką, dopatrzono się zespołu zależności alkoholowej. Lekarz zapisał leki. Następnego dnia pani Maria została jednak wypisana. Wskazano, że pacjentka nie wymaga dalszej hospitalizacji. 

W sobotę sytuacja się powtórzyła. Jej stan znów się pogorszył. Tym razem kobieta trafiła na SOR, gdzie stwierdzono zaburzenia świadomości i napady drgawek. Wykonano jej tomografię komputerową i ponowne badania laboratoryjne. W konsultacji neurologicznej wskazano na dalszą diagnostykę w ośrodku ostrych zatruć. W niedzielę pani Maria po raz drugi została wypisana do domu. 

-  W niedzielę zadzwoniła do mnie lekarka, że za chwilę przyjedzie pogotowie z żoną. Byłem zaskoczony. Lekarka mówiła, że żona ma padaczkę. Nigdy przecież nie miała takich objawów, nie była na nic chora. Nic więcej się nie dowiedziałem, tylko tyle, że mam podawać jej leki - mówi pan Jerzy. 

Kobieta została przywieziona przez karetkę pogotowia do domu. Od tamtej pory leży na łóżku, nie potrafi się ruszyć. Chcieliśmy porozmawiać z panią Marią i zapytać jej jak się czuje. Nie potrafiła nam jednak odpowiedzieć. W jej oczach widać cierpienie, strach, bezradność. Bezradny jest także pan Jerzy. W karcie wypisowej stwierdzono, że kobieta powinna zostać dalej leczona w poradni neurologicznej i zdrowia psychicznego. 

- Ale jak mam ją tam zawieźć, skoro ona leży nieruchomo, nie wstaje z łóżka, nie chce jeść? Przez to jest problem z podawaniem leków. Ja nie potrafię jej przecież podać kroplówki. Czy oni chcą aby za kilka dni zobaczyli tu trupa? - pyta zrozpaczony pan Jerzy.

W pierwszym z wywiadów pacjentka potwierdziła lekarzom, że przewlekle spożywa alkohol (piwo). Czy to jednak jest powód, aby pozostawić pacjentkę samą sobie?

- Wysyłanie z dnia na dzień osoby do domu, która jest rzeczywiście na etapie majaków, jest kuriozalne. Pani Maria powinna natychmiast znaleźć się na łóżku szpitalnym. Powinna zostać dowodniona, lekarze powinni zrobić szereg podstawowych badań. Nawet jeżeli występują tam jakieś dodatkowe problemy, nie nam to oceniać! Zaprzeczamy tym wszystkim zasadom leczenia. Dla mnie ta wojna, która toczy się obecnie w rybnickim szpitalu to strzelanie nabojami, ale do pacjentów - podkreśla pani Elżbieta.

Dziś w tej sprawie zareagował Ośrodek Pomocy Społecznej. Otrzymaliśmy informację, że do Pani Marii zostanie natychmiast skierowana pomoc.

Poprosiliśmy rybnicki szpital o komentarz. Czekamy na odpowiedź. Do sprawy będziemy wracać.

Komentarze

  • Elżbieta 23 lipca 2021 19:15Serdecznie, dziękuję redaktorowi dzięki któremu udało nam się Panią Marię umieścić w szpitalu. W czasie kiedy znieczulica jest na każdym kroku widoczna, w tym przypadku widać chęć niesienia pomocy. Mam nadzieję że na pomoc nie jest za późno. Chapeau bas Panie redaktorze.
  • Sąsiad 24 lipca 2021 14:37Niestety pani Maryla zmarła w dniu wczorajszym.

Dodaj komentarz