post image
Robert Lewandowski Do zbrodni doszło 32 lata temu

Ireneusz Stajer, Robert Lewandowski

Minęło dziewięć lat od bestialskiego zabójstwa starszego małżeństwa Jadwigi i Franciszka Bończyków z Orzesza Zawiści, a policja dotąd nie znalazła sprawcy. Czyżby zbrodnia doskonała? Śledczy mówią, że nie ma takiej, bo morderca zawsze pozostawia jakiś ślad, tylko nie udało się go znaleźć technikom kryminalnym.

Jednym z tych niefortunnych przypadków jest zabójstwo Bończyków. W kwietniu 2013 roku śledztwo zostało umorzone z uwagi na to, że nie udało się ustalić sprawcy.

- Natomiast sprawa nadal jest badana. To nie jest tak, że akta leżą na półce. Co będzie dalej, czas pokaże – mówi Alicja Domańska, zastępca prokuratora rejonowego w Mikołowie.

Póki co, podwójnym zabójstwem w Zawiści nie zajmuje się policyjne Archiwum X.

- Jeśli pojawią się jakiekolwiek inne okoliczności, które pozwolą nam w stu procentach na wskazanie sprawcy, wtedy na pewno ruszą czynności. Wówczas sprawa zostanie podjęta od nowa. Na chwilę obecną nie mogę udzielić więcej informacji – dodaje prokuratorka.

W biały dzień

Zbrodni dokonano w biały dzień. Zadbany, otynkowany na biało dom z ogrodem, w sąsiedztwie lasu. 24 kwiecień 2012 roku zaczął się dla właścicieli posesji normalnie, nic nie wskazywało, że będzie to ich ostatni dzień życia. Na prośbę pana Franciszka, syn zawozi go na badania do przychodni. Pani Jadwiga udaje się z zięciem do sklepu. Sąsiedzi widzieli, jak około godziny 9.00 wraca z zakupami. Niedługo potem listonosz przynosi starszej pani 900 złotych emerytury.

Śledczy ustalili też, że przed południem ktoś wchodzi na posesję przy ulicy Pasieki i puka w drzwi. Zostaje wpuszczony do mieszkania. Czyżby domownicy znali swego oprawcę lub oprawców?

W mieszkaniu dochodzi do ataku. Kilka godzin później, zakrwawionych - 87-letniego Franciszka i jego o rok młodszą żonę, Jadwigę odnajduje opiekunka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wzywa pogotowie i policję. Niestety, lekarze stwierdzają zgon kobiety. Starszy pan umiera, nie odzyskawszy przytomności, podczas transportu śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala.

Siekierą lub łomem

Sekcja zwłok potwierdziła w jak okrutny sposób zostali zabici. U pana Franciszka były rozległe obrażenia głowy. Prawdopodobnie zabójca uderzał obuchem siekiery lub łomem w skroń i ciemię. Mężczyzna miał złamaną podstawę czaszki i stłuczenia mózgu. Stracił mnóstwo krwi. Pani Jadwiga zmarła wskutek ran zadanych ostrym narzędziem w brzuch i w klatkę piersiową. Miała też złamaną żuchwę. Patolog stwierdził, że kobieta i mężczyzna bronili się, bo znalazł obrażenia jakich doznaje się podczas odruchów obronnych.

Jaką trzeba być bestią, by zamordować w tak okrutny sposób dwoje starszych ludzi... Według śledczych, zabójcy nie chodziło o wyciągnięcie z nich informacji, dotyczących np. ujawnienia skrytki z pieniędzmi czy z kosztownościami. Staruszkowie nie byli torturowani, lecz zostali zaatakowani nagle z ogromną siłą. Dlaczego, jaki zabójca miał motyw?

Przeżyli ze sobą 60 lat

Sąsiedzi Bończyków mówili dziewięć lat temu reporterowi „Nowin”, że było to wyjątkowo zgodne małżeństwo. Przeżyli ze sobą 60 lat i trzy miesiące. Jak na swój wiek, byli sprawni fizycznie i psychicznie. Korzystali jednak z pomocy opiekunek MOPS-u. Nie mieli wrogów, byli dobrze usposobieni wobec sąsiadów, których chętnie gościli. Uchodzili za ludzi majętnych, bo kiedyś prowadzili kurzą fermę. Mieszkali w dużym domu i byli właścicielami sporej ilości gruntów.

Motyw zbrodni był prawdopodobnie rabunkowy. Z domu zniknęła emerytura, którą rano przyniósł listonosz. Sprawca zabrał też biżuterię oraz prawdopodobnie pieniądze ukryte w sypialni. Nie plądrował mieszkania, wziął to, co znalazł na wierzchu. Ocalały naturalnie pieniądze zdeponowane przez seniorów w banku.

Tajemnicza para

Po zabójstwie wszczęto śledztwo na dużą skalę. Przesłuchano kilkadziesiąt osób: sąsiadów, rodzinę, opiekunów z MOPS-u, którzy pomagali Bończykom. Kryminalni wypytywali też pracowników pobliskiej firmy. Według profilera, najprawdopodobniej ofiary znały zabójcę, ale raczej nie był to ktoś z otoczenia Bończyków. Świadkowie zeznali także, że w dniu zbrodni na ulicy zauważyli dwoje młodych ludzi. Kobieta i mężczyzna mieli się kłócić. Jeden ze świadków słyszał nawet fragment rozmowy, która dotyczyła popełnionej zbrodni. Niestety, śledczym nie udało się ustalić personaliów tych osób. Dysponowali zbyt małą ilością danych, związanych z wyglądem i ubiorem pary. Profiler wykluczył ponadto sprawstwo seryjnego mordercy. Policja nie znalazła powiązań z innymi morderstwami w województwie śląskim.

Mieszkańcy domów przy ulicy Pasieki mówili reporterowi „Nowin”, że ich okolica była niezwykle spokojna. Nigdy nie było tu poważniejszego przestępstwa, a o zabójstwie nie słyszeli najstarsi zawiścianie. Niektórzy czuli się tak bezpiecznie, że nie zamykali na noc drzwi w domach i samochodów. Po dokonanej zbrodni, której motyw był najprawdopodobniej rabunkowy, ludzi na pewien czas opanował strach. Mieszkańcy dzielnicy długo nie mogli dojść do siebie.

Za mało danych

Sprawę przedstawiono w różnych aspektach w Magazynie Kryminalnym 997, na antenie TVP. Często po emisji programu do prowadzącego zgłaszają się osoby, które wiedzą coś o okolicznościach niewyjaśnionych mordów. Dzięki przydatnym informacjom, śledczy wielokrotnie trafiali na właściwy trop, a przestępcy lądowali za kratami. Niestety, tak nie stało się w przypadku zabójstwa Bończyków, realizatorzy programu nie dostali żadnych danych, które pozwoliłyby do ujęcia zabójcy.    

Co mówią dziś o sprawie mieszkańcy? Bończykowie wychowali dwoje dzieci. Przeżyli tragedię, gdy umarła im córka.

- Była nauczycielką, bardzo dobrą polonistką w miejscowej Szkole Podstawowej nr 6. Na początku roku zmarł zięć już świętej pamięci Jadwigi i Franciszka. W zasadzie ich dom opustoszał i jest do sprzedaży – opowiada pani Irena, mieszkanka Zawiści.

Jak dodaje, mieszkający w Niemczech syn zamordowanych, wiele lat temu wynajął ten budynek lokatorom, którzy nie bardzo chcą się wyprowadzić. Nieremontowany budynek nie jest już taki ładny, jak dziewięć lat temu.

Motyw rabunkowy?

- Zamordowani sąsiedzi byli dość zamożni, ale bez przesady. Na pewno nie mieli milionów. Mogła być tu mowa o dziesiątkach tysięcy, może setkach tysięcy złotych. Nie byli też jakimiś biznesmenami. W czasach prosperity założyli kurnik – zaznacza pani Irena.

W sytuacji braku na rynku artykułów spożywczych, zarabiali na sprzedaży drobiu. Później sprzedali ten kurnik i teraz jest tam warsztat samochodowy.

- Minęło trochę lat, ale czasem myślami wraca się do tej sytuacji. To byli spokojni ludzie, którzy nigdy nikomu nie zrobili żadnej krzywdy. Nie wiem kto mógł zrobić coś tak strasznego, ale na pewno nie był to ktoś z okolicy. Tu mieszkają sami zgodni ludzie, większość zna się od lat. Może trzymali w domu pieniądze i ktoś o tym wiedział? - zastanawia się jeden z mieszkańców domów przy ulicy Pasieki, gdzie doszło do brutalnego morderstwa.

Jeśli ktoś cokolwiek wie o okolicznościach zabójstwa, może skontaktować się mailowo z autorami artykułu: ireneusz.stajer@nowiny.rybnik.pl, robert.lewandowski@nowiny.rybnik.pl
 

Komentarze

Dodaj komentarz