post image
Archiwum Elżbieta Grymel z Żor opowiada po śląsku o bractwach trzeźwości

Na skutek letnich ulew i zimowych mrozów zniszczyło się w tych czasach wiele zboża, wygniły ziemniaki na polach, a także te przechowywane w brogach. Zepsute, zgniłe plony nie nadawały się nawet na paszę dla zwierząt, ale destylarnie potrafiły zrobić z tego całkiem dobry alkohol. Spowodowało to znaczną degradację społeczeństwa, gdyż często chłopom pracującym w „dworach” (folwarkach należących do szlachty) dawano zapłatę w postaci alkoholu, którą można było „wybrać” w dworskiej karczmie lub u innego karczmarza współpracującego z dworem. Już od koniec XIX wieku pijaństwo musiało być też bardzo poważnym problemem w środowiskach robotniczych, w tym górniczych.

Po Śląsku krążą opowiastki o tym jak górnik wracający nocą z karczmy natknął się na utopka. Schemat tych opowieści we wszystkich przypadkach jest podobny, ale pozwolę sobie tu go przytoczyć. 

Bohater tej opowieści, górnik w kwiecie wieku był uzdolniony muzycznie i grywał często na weselach, gdzie nie odmawiał alkoholowego poczęstunku. Wracając późną nocą do domu nierzadko skracał sobie drogę przez łąki, a tam wiadomo – mieszkają utopce! Zdarzało się, że go „powodziły” tak solidnie, że przychodził do domu dopiero nad ranem zmęczony i brudny, a jego żona aż ręce załamywała ze zmartwienia. Jednak mąż był głuchy na jej prośby i błagania. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Pewnej nocy kiedy szedł przez łąki śpiewając na całe gardło sprośne, karczemne piosenki, drogę zastąpił mu niewielki, czarny chłopek z fają w zębach i nie ruszył się z miejsca. Bojowo nastawiony górnik chciał przyłożyć małej, zadziornej pokrace, ale osobnik ten wykonał unik i ręce górnika trafiły w próżnię. 

- Coś za jeden! – warknął pijak.

- Jo je utopek! Wiyncy niy wrzeszcz tak głośno, bo dziecka mi budzisz! A jak sie niy poprawisz, to zaś przida cie nawiydzić! - Zaśmiał się mały, czarny cień i pyknął z faji, a mgła zasnuła cała łąkę. 

Górnik błąkał się do rana. Dopiero kiedy wzeszło słońce zauważył, że stoi koło swojego domu, który w nocy okrążył zapewne wiele razy, bo wszędzie widniały ślady jego stóp. Ta przygoda dała górnikowi do myślenia, ale pić nie przestał , jednak przez czas jakiś nie chodził po nocy przez łąki. Więc utopek jak obiecał, musiał pofatygować się do niego. Górnik znowu przebrał miarę w piciu, bo było to wesele jego córki. Kiedy wyszedł na dwór, żeby trochę wytrzeźwieć natknął się na utopka. Co mu utopek zrobił, albo czym zagroził, trudno dociec, ale od tego czasu górnik stał się wzorem abstynenta ,zapisał się nawet do Bractwa Trzeźwości i chodził na pielgrzymki do okolicznych sanktuariów.

Wobec takiego obrotu sprawy, śmiało można byłoby stwierdzić, że śląskie utopki spełniały wychowawczą rolę !

Ps. Pierwsze bractwo trzeźwości powstało w Piekarach Śląskich z inicjatywy tamtejszego proboszcza Jana Alojzego Ficka.(1790-1862) Dzień 2 lutego 1844, kiedy obchodzono święto Matki Boskiej Gromnicznej, był zarazem dniem jarmarku i do Piekar przybyło bardzo dużo ludzi. Ksiądz Ficek wykorzystał obecność charyzmatycznego zakonnika – ojca Stefana Brzozowskiego i poprosił go o wygłoszenie kazania. W ciągu kilku dni do bractwa zapisało się 1161 mężczyzn i 1042 kobiet, chociaż przedtem było bardzo małe zainteresowanie ta inicjatywą Kościoła. Po upływie 6 tygodni od założenia bractwo liczyło 30 tys. Osób, a po dwóch latach - ok. 200 tysięcy. 

Bogaci producenci ziemniaków i gorzelnicy lobowali w sejmie niemieckim przeciwko inicjatywie Kościoła śląskiego, ale bractwa przetrwały do wieku XX. Moi dziadkowie ze strony mamy należeli do takiego bractwa jeszcze przed II wojną światową.

Elżbieta Grymel

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.