Foto: Dominik Gajda.
Foto: Dominik Gajda.

Wszystko zaczęło się od sprawy śmierci 32-letniej Anny, która miała miejsce w połowie grudnia ubiegłego roku. Kobieta z bólami w okolicach serca zgłosiła się do rybnickiego szpitala, o czym informowała jej mama, pani Mariola, która zrelacjonowała przebieg wydarzeń z 12 na 13 grudnia ubiegłego roku, zaś wcześniej lokalne media.

- Ania przez cały czas źle się czuła. Na korytarzu wyglądała jak worek kartofli. Była skulona i tak ją zostawili - mówiła pani Mariola.

Jak opowiada kobieta, w szpitalu, jej córka przez kilka godzin miała czekać na wynik testu na COVID-19. Nie była zaszczepiona. Dopiero po otrzymaniu ujemnego wyniku, lekarze mieli zadecydować o przewiezieniu pacjentki do kliniki w Katowicach. Jak z kolei tłumaczył szpital, stan pacjentki był stabilny, zaś po wstępnej diagnostyce, kobieta została skierowana na dodatkowe badania na oddziale kardiologii. Po ich wykonaniu, przewieziono ją karetką do szpitala w Katowicach. Po drodze kobieta zmarła. Rodzina zmarłej oskarża szpital, że ten segreguje pacjentów ze względu na status szczepienia przeciw COVID-19.

Sytuacja ta była jednym z powodów powołania trzeciego posiedzenia Poselskiej Komisji Śledczej, która odbyła się 18 stycznia, w ramach projektu Norymberga 2.0, sygnowanego przez posłów Konfederacji. Podczas spotkania, Adam Kania oraz poseł Grzegorz Braun zarzucili rybnickiemu szpitalowi wiele nieprawidłowości, w tym fałszowanie dokumentów. Chodziło o przytoczone przez Grzegorza Brauna zarządzenie z dnia 17 maja ubiegłego roku, zgodnie z którym lekarz miał możliwość odstąpienia od procedur, związanych z testowaniem w niektórych przypadkach. Po chwili zarządzenie to przeczytał Marcin Musiewicz, lecz brzmiało ono inaczej. Poseł Braun mówił więc o "spreparowanym dokumencie". Jak podkreślał Adam Kania, sprawa ma trafić do odpowiednich organów. Szpital odpiera zarzuty.

Wylała się fala hejtu

Tuż po posiedzeniu komisji poselskiej, na skrzynki mailowe rybnickiego szpitala zaczęły docierać wiadomości z pogróżkami. To nie pierwsza taka sytuacja, gdyż pierwszy mail z takimi treściami dotarł już w grudniu ubiegłego roku. 

- W licznych mailach, które dotarły do szpitala, były groźby, w tym karalne. Była w nich mowa, że ktoś zostanie pobity, że komuś należy się kosa. To ogólnie maile, w których padały słowa, że jesteśmy nazistami i terrorystami szczepionkowymi. Było ich w sumie kilkanaście. Wydawałoby się, że dotyczą one pewnej przykrej sytuacji związanej ze zgonem naszej pacjentki. Traktowaliśmy to w sposób poważny. Druga fala maili pojawiła się po 18 stycznia, już kilka godzin po konferencji poselskiej.  To nie tylko ogólne, ale też imienne wiadomości, kierowane w stosunku do poszczególnych lekarzy, którzy brali udział w tej konferencji. W jednym przypadku, groźba padła nawet w kierunku rodziny lekarza - mówi dr Janusz Kowalski.

Także wśród internautów padały mocne słowa, w kierunku rybnickiej placówki. 

- Mówi się, że w szpitalu zamordowano pacjentkę. Takie nazywanie tej sytuacji jest po prostu nie do zaakceptowania. Naszym pracownikom należy się szacunek. Samo posiedzenie świadczy o tym, że ta szanowna komisja praktycznie przyrównała naszych lekarzy i personel do ludobójców. To jest haniebne i nie powinno mieć miejsca. Mamy nadzieję, że prokuratura wiele rzeczy wyjaśni i ten hejt nienawiści przestanie być anonimowy - podkreśla dyrektor Ewa Fica.

Kto jest autorem takich wiadomości? Dyrektor placówki nie ma wątpliwości.

- To jest walka antyszczepionkowców, który próbuje za wszelką cenę zrobić sobie kapitał polityczny. Jeżeli nas nazywają faszystami szczepionkowymi, to znaczy, że przeważnie odzywają się do nas antyszczepionkowcy. Pandemia nie jest tylko w Polsce. Niestety umierają ludzie i wszyscy powinniśmy wziąć za to odpowiedzialność. My nie segregujemy ludzi. Dla nas pacjent, który przekracza progi szpitala jest osobą, którą trzeba zbadać i wyleczyć - dodaje.

Procedury są konieczne

Zdaniem pracowników szpitala, testowanie pacjentów przed przyjęciem do lecznicy jest koniecznością. Wynika to także z procedur, które zostały wprowadzone na początku pandemii, mające prowadzić do zabezpieczenia samych pacjentów.

- U pacjentów wykonuje się test antygentowy lub test PCR, w zależności od wskazań. Żaden pacjent w naszym szpitalu nie miał odmówionej pomocy. Każdy pacjent był przyjęty. Warunkiem jest wykonanie testu, by pacjenci hospitalizowani byli bezpieczni - mówi dr n. med. Arkadiusz Niczyporuk, ordynator SOR-u.

- Badanie w kierunku SARS-CoV-2 na SORze, nie powoduje opóźnienia docelowego leczenia. Pacjenci w stanie zagrożenia życia są zaopatrywani od razu. Nie ma znaczenia czy mają objawy infekcji czy nie - dodaje.

Jak podkreśla z kolei dr n. med. Marcin Osuch, pracownicy szpitala stosują się do procedur, dla bezpieczeństwa pacjentów.

- Podważanie zasadności pewnych obostrzeń i bramkowania na wejściu do szpitala, kłóci się z moim dużym sprzeciwem. Testowanie w kierunku SARS-CoV-2 pozwala nam na ograniczenie rozprzestrzeniania się pandemii, czy ilości zakażeń w oddziałach szpitalnych. Stąd szpital podejmuje wszelkie działania, mające na celu zminimalizowanie dodatkowych obciążeń dla pacjentów hospitalizowanych - mówi.

Dlaczego jednak testy nie są wykonywane w rybnickim szpitalu?

- NFZ wypowiedział wszystkie umowy szpitalom dotyczące wykonywania testów PCR, zmieniając formę finansowania.  Okazuje się, że szpital chcąc zakupić jeden PCR musi zapłacić 158 zł, natomiast wycena NFZ-u to 113 zł. Szpital w Rybniku nie jest jedynym szpitalem, który w tej chwili ich nie zakupuje. To nie jest klu tego co wydarzyło się na posiedzeniu komisji. Mamy laboratorium, z którym mamy podpisaną (umowę red.) i laboratorium przyjeżdża do nas od 4 do 6 razy dziennie. Jeżeli jest potrzebny wymaz na cito, trwa to do 2 godzin, w innych przypadkach od 4 do 6. Do dyspozycji mamy także testy antygenowe, które wykonujemy na miejscu - mówi dyrektor Ewa Fica.

Jak podkreśla rzecznik szpitala Maciej Kołodziejczyk, rybnicka placówka robi wszystko by pomagać pacjentom. 

- Szpital w Rybniku leczy ludzi. Cały zespół tego szpitala codziennie robi wszystko, żeby pomagać pacjentom. Jeżeli komuś przyjdzie jeszcze do głowy grozić lekarzom i pozostałym pracownikom szpitala czy podważać ich kompetencje, z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że będziemy takie sprawy kierować do prokuratury. Dotyczy to także tych spraw, które pojawiają się w mediach społecznościowych - mówi.

Szpital podjął kroki prawne 

Jak zapowiedział Maciej Kołodziejczyk, w sprawie gróźb zostały już poczynione kroki prawne. 

-  Chcemy jasno i wyraźnie powiedzieć, że każdy kolejny tego typu mail będzie trafiał do prokuratury. Pierwsze doniesienie zostało zgłoszone już w grudniu, po wiadomościach, które wpłynęły na skrzynkę mailową szpitala - mówi.

Dyrektor szpitala prowadzi także rozmowy z kancelarią prawną, w sprawie ewentualnego wystąpienia do komisji etyki, które dotyczyć będzie poselskiej komisji sejmowej.

- Apeluję do wszystkich mieszkańców i pacjentów: proszę nie sugerować się tym co mówi komisja pana posła Brauna, ponieważ to jest nic innego jak sianie nienawiści. Jeżeli sami będziemy w ten sposób traktowali medyków, to kto nas ma leczyć?  - dodaje.

Czy lekarze boją się o swoje życie? Niektórzy z nich mówią o tym wprost.

- Wiemy jak takie sytuacje potrafią się skończyć, że to stwarza bezpośrednie zagrożenie. Nie boimy się przychodzić do pracy, ale boimy się z niej wychodzić. Pracujemy do godziny 16, gdzie w tej porze roku jest już ciemno. Wychodząc ze szpitala nie wiemy kogo mijamy po drodze - mówi dr Janusz Kowalski.

Galeria

Image alt Image alt Image alt Image alt

Komentarze

  • Vesuvio 24 stycznia 2022 18:26Obnażanie prawdy to jest hejt? Dlaczego szpital nie zauważył, że umarła 32-letnia pacjentka? Dlaczego wyjaśnienia tej tragedii nie drążą media? Chcecie odwrócić kota ogonem? Po co?
  • Piotr 25 stycznia 2022 00:23Personel szpitala czuje się zagrożony? Fala hejtu? Jak mam czyste sumienie to nie czuję się zagrożony, i to nowe określenie "bramkowanie" , no tak bramkowanie to nie segregacja, szkoda słów, mam nadzieję że komisja poselska przyłoży się do roboty i ustali fakty
  • Hajer z Erebor 25 stycznia 2022 09:27"Badanie w kierunku SARS-CoV-2 na SORze, nie powoduje opóźnienia docelowego leczenia. Pacjenci w stanie zagrożenia życia są zaopatrywani od razu. Nie ma znaczenia czy mają objawy infekcji czy nie - dodaje." Sytuacja 32 letniej pacjentki która musiała czekać kilka godzin pokazuje że jednak nie są.
  • Don 27 stycznia 2022 23:11Skoro tak szczegółowo testujecie pacjentów skąd prawie cały oddział ortopedii był covidowy. Pacjent niezaszczepiony jest pacjentem gorszym bo personel szpitala czuje się zagrożony.

Dodaj komentarz