Dominik Gajda.
Dominik Gajda.

Strażak z powołania

Filip Mazurek jest strażakiem właściwie od zawsze. Wcześniej jeszcze w jednostce w Niemczech, teraz służy w rybnickim Golejowie.

- Najpierw przyjąłem się do młodzieżowej drużyny pożarniczej, a potem trafiłem do straży ochotniczej. To już w sumie 10 lat, choć tak na prawdę ze strażą związany jestem od dziecka - mówi mężczyzna.

Przez lata widział wiele trudnych sytuacji, walczył z szalejącym żywiołem, niósł pomoc potrzebującym.

- Było sporo sytuacji, w których musieliśmy ratować czyjeś życie. Jeszcze przed przystąpieniem do straży zawsze myślałem, że kiedyś podczas akcji ogarnie mnie strach. Na szczęście tak nie jest. To w dużej mierze dzięki regularnym ćwiczeniom, które powodują, że w trakcie prawdziwych akcji strażak działa bez zawahania. Wtedy człowiek wie co ma robić - dodaje strażak.

Przyszedł jednak czas, że wszystko uległo zmianie. Filip musiał zawiesić na kołku działania w jednostce.

Niby nic takiego

Był październik ubiegłego roku, kiedy rybniczanin zauważył na swoim ciele powiększony węzeł chłonny w pachwinie. Początkowo wydawało się, że to nic groźnego. Zresztą potwierdzili to lekarze.

- Wtedy był to dla mnie dość intensywny okres, bo chodziłem na siłownię i ćwiczyłem z trenerem personalnym. Myślałem, że to naciągnięcie powstałe z ćwiczeń. Później zauważyłem, że guz zaczął się powiększać. Pojawił się lekki niepokój i zaczęło się chodzenie po lekarzach. Najpierw skierowanie do chirurga, potem prywatna biopsja. Zdiagnozowano, że najprawdopodobniej  węzeł jest powiększony w wyniku infekcji wirusowej. Wszyscy mi mówili, że mam się nie martwić, bo nie jest to nic nowotworowego. Byłem więc spokojny - mówi Filip.

Zgodnie z zaleceniem chirurga, przyszedł czas na wycięcie powiększonego węzła. Wtedy też, u 24-latka przeprowadzono badanie histopatologiczne, podczas którego oceniono charakter procesu chorobowego. Wynik był jednak sporym zaskoczeniem.

- Dopiero po szczegółowych badaniach wycinka okazało się, że jest to klasyczny chłoniak Hodgkina. Wynik odebrałem w Wodzisławiu Śląskim. Pierwsze co spojrzałem do sieci, z czym wiąże się ta choroba. Po chwili gdy wszystko było już jasne wydawało mi się, że nie dam rady dojechać do domu w Rybniku - dodaje strażak.

Chłoniak Hodgkina to rzadka choroba nowotworowa, na którą rocznie w Polsce zapadają 2-3 osoby na 100 tys. mieszkańców. To w szczególności osoby młode. Nie są jednak znane czynniki ryzyka zachorowania, o potwierdzonym znaczeniu w rozwoju tej choroby. To stosunkowo dobrze rokujący nowotwór, lecz ważny jest czas, w którym zostanie wykryty. Im szybciej, tym lepiej.

Rozpoczęła się walka o zdrowie

Wszystko potoczyło się w szybkim tempie. Filip wiedział, że nie ma czasu do stracenia, gdy chce szybko wygrać z chorobą.

- Straż nauczyła mnie, że w sytuacjach kryzysowych należy podejmować szybko decyzje. Gdy odebrałem wynik i dowiedziałem się z czym wiąże się ta choroba, zadzwoniłem do lekarza rodzinnego i przedstawiłem mu całą sytuację. Lekarz od razu wystawił skierowanie do kliniki hematologii w Katowicach. Pojechałem tam z dokumentami, gdzie dowiedziałem się, że oczekiwanie na miejsce w szpitalu może trwać od kilku dni, nawet do miesiąca. Na szczęście kilka godzin później dostałem telefon, że mam się spakować i następnego dnia przyjechać do szpitala - mówi mężczyzna.

Rozpoczęły się dokładne badania, po których okazało się, że u strażaka wykryto drugi, czyli pośredni stopień zaawansowania choroby. Przyszedł więc czas na chemioterapię. 

- Pierwsza z nich odbyła się 7 kwietnia. Początkowo było na prawdę ciężko. Po pierwszej dawce dopadły mnie dreszcze, gorączka i nudności. Po drugiej dawce miałem nawet 40 stopni gorączki i dzień wyjęty z życiorysu. Momentami nie miałem siły żeby odkręcić butelki. Później było już jednak nieco lepiej, chciałem nawet wrócić do pracy. Lekarz powiedział jednak, że w chwili obecnej nie ma to większego sensu - relacjonuje Filip.

Lekarz uświadomił go, że będzie musiał przyjąć cztery cykle chemioterapii, każdy składający się z dwóch dawek. Później radioterapia. To 15-krotny zabieg po jednej minucie. Gdyby jednak okazało się, że organizm nie odpowiada na chemię, walka o zdrowie trwałaby dłużej i byłaby zdecydowanie bardziej wymagająca.

- Obecnie to jest życie trochę pod kloszem. Powiedziałem sobie, że jeżeli badania będą w porządku i będę widział światełko w tunelu, to przejadę się do straży przynajmniej podglądać działania kolegów - mówi Filip.

Wiara w walce z chorobą

W walce z chorobą niezwykle istotne jest odpowiednie nastawienie. Mówi o tym sam 24-latek, dla którego nowotwór to kolejne życiowe doświadczenie, które stara się przezwyciężyć. 

- Głowa to jest już połowa sukcesu. Trzeba przede wszystkim dobrze się nastawić. Mam świadomość, że jest to ciężka sytuacja, też mam swoje kryzysy, ale pozytywne nastawienie jest najważniejsze. Z jednej strony nie masz wpływu na chorobę, bo nic z tym nie zrobisz. Staram się być tym optymistą, że wszystko będzie dobrze. Nie możesz jednak w 100 proc. myśleć, że wszystko się uda, bo gdzieś z tyłu głowy musisz mieć świadomość, że może cię spotkać dosłownie wszystko. Trzeba do tego podchodzić racjonalnie, ale właśnie z optymizmem - podkreśla 24-latek.

Wiele znaczenia ma w tym wszystkim również wiara w Boga. 

- Dużo daje mi wiara i to, że sporo ludzi się za mnie modli. Trudno było ich o to prosić, ale w końcu się odważyłem. Zawsze jest łatwiej pomagać i dawać coś od siebie, niż kogoś prosić o pomoc. To dało mi dużego powera, że nie jestem z tym sam. Gdy leżałem w klinice, miałem obok siebie chłopaka, który od kilkunastu lat był poza kościołem. Po doświadczeniu, które go spotkało zaczął na nowo szukać wiary. Choroba zmienia ludzi. Ja też widzę, że jestem innym człowiekiem niż byłem wcześniej - dodaje strażak.

Wiele osób, gdy dopadnie ich nieszczęście, wini tym wszystkim pasmo niepowodzeń w życiu. Czy można tu jednak mówić o pechu? 

- Z jednej strony można powiedzieć, że ludzie mają pecha, bo na moją chorobę chorują 2-3 na 100 tys. osób. Ja podszedłem do tego z wielką pokorą, a nie z pretensjami "Panie Boże dlaczego mnie to spotkało". Dużo osób podchodzi do tego właśnie w ten sposób, a ja zastanowiłem się. Przecież wierzę, że Bóg wie co robi i musi być w tym większy sens, choć jeszcze do końca tego w tym nie znalazłem - mówi Filip.

Jak dodaje, choroba pozwoliła mu spojrzeć na te sprawy, które dotąd leżały odłogiem. Na wiele spraw spojrzał również z innej perspektywy.

- Żyjemy w czasach gdzie każdy goni za pieniądzem i nikt nie ma na nic czasu. A tu w przypadku choroby musisz się zatrzymać i to uświadamia, że człowiek biegnie, a z dnia na dzień może mu się życie zmienić o 180 stopni - podkreśla.

Nadal pomaga innym

Z człowieka nie da się tak łatwo wyciąć pierwiastka niesienia pomocy innym. Chwilowy brak możliwości aktywności w straży, stał się swego rodzaju pustką w życiu Filipa. Gdy on nie mógł pojechał do jednostki, straż przyjechała do niego. Choroba rybniczanina stała się jednak pobudką do stworzenia bloga, na którym mężczyzna dzieli się swoimi doświadczeniami z chorobą. Już po kilku dniach zaczęły odzywać się do niego osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji. Wcześniej, sam uzyskał wsparcie dzięki Fundacji Pokonaj Chłoniaka. 

- Odkąd zachorowałem, miesiąc czasu zastanawiałem się nad blogiem. Osobiście wiem, że dzięki współpracy ze strażą jestem odporny psychicznie. Chcę być jednak wsparciem dla ludzi, którzy niekoniecznie są tak silni psychicznie jak ja i być może nie mają wsparcia ze strony znajomych i rodziny. W ciągu kilku pierwszych dni, odezwało się do mnie sporo osób, przez co odbiór bloga bardzo mnie zaskoczył. Osoby pytały jak wygląda choroba, jak do tego podchodzę, jak sobie z nią radzić. To świetna sprawa, bo mogę pomóc innym, a dzięki temu również sam zdobywać dodatkowe informacje od osób będących w podobnej sytuacji - mówi rybniczanin, który po raz kolejny stał się osobą niezwykle pomocną osobą.

Piszą do niego osoby z całej Polski. Mając doświadczenie z chorobą Filip wie, że jego wsparcie może pobudzić innych do działania i podjęcia walki z przeciwnikiem.

- Choroba jest trudną sytuacją nie tylko dla chorego, ale też i dla rodziny. Jednak wsparcie osób najbliższych jest w tym wszystkim niezwykle istotne. Czasami, ktoś szuka także wsparcia na zewnątrz, gdyż tak może być dla kogoś łatwiej. To jeden z powodów, dla których dzielę się z innymi moimi doświadczeniami z chorobą - dodaje 24-latek.

Filip wierzy, że wszystko skończy się dobrze. Zresztą jak sam podkreśla, lekarze dają mu nadzieję na wyzdrowienie i powrót do jednostki.

Więcej o walce rybniczanina z nowotworem można przeczytać na blogu "Strażak gasi raka. Chłoniak Hodgkina", który znajduje się na stronie www.facebook.com/Strażak-gasi-raka-Chłoniak-Hodgkina

Galeria

Image alt Image alt Image alt

Komentarze

  • Mariusz OSP 22 czerwca 2022 18:51Wracaj Druhu do zdrowia - Bogu na chwałę ludziom na ratunek - ?‍???
  • Druh OSP 22 czerwca 2022 10:19Słowa uczą...przykłady pociągają! Szacun Filip!
  • Kasztelanka88 22 czerwca 2022 08:38Dzielny człowiek. Panie Filipie trzymam kciuki za powodzenie leczenia i powrotu do zdrowia!
  • Jacek 21 czerwca 2022 22:21bRAWO!
  • MieszkaniecKNW 21 czerwca 2022 21:04Dokładnie, najważniejsze to się nie poddawać
  • Ania 21 czerwca 2022 20:54Strażacy to najlepsi ludzie na świecie!

Dodaj komentarz