fot. Leszek Iwulski
fot. Leszek Iwulski

Polska ma w swoim dorobku kilku laureatów nagrody nobla, którzy absolutnie nie są kojarzeni z naszym krajem, pomimo że oni sami nigdy nie wyrzekli się ojczyzny. Taka sytuacja jest pokłosiem emigracji wielu naszych rodaków, zwłaszcza w okresie bezpośrednio poprzedzającym II wojnę światową do USA. Dotyczy to zwłaszcza osób żydowskiego pochodzenia. Tak jest również w przypadku Isaaka Bashevisa Singera, który otrzymał tę najważniejszą nagrodę w dziedzinie literatury. Najsłynniejszą powieścią tego pisarza jest "Sztukmistrz z Lublina", która na długie lata stała się dla czytelników na całym świecie egzemplifikacją tego czym jest magia. Sztukmistrzowie jednak jak się okazuje, swoje przygody przeżywają nie tylko na kartach literatury pięknej, ale także w rzeczywistości, która nas otacza. Tak też było w przypadku Wodzisławia, który na całe trzy dni stał się stolicą iluzji w całym naszym regionie.

Korzenie 

Wszystko to za sprawą kolejnej edycji Wodzisławskiego Festiwalu Kuglarzy. Korzenie tego wydarzenia sięgają przed dekadę i dwojga ludzi, którzy sztuce, a na pewno kulturze, poświecili sporą część swojego życia. Ów duet to Zofia Bornikowska i Tomasz Prudel. Impreza stałaby się jeszcze jednym wydarzeniem, które pozostało w sferze pomysłów, gdyby nie to, że ta dwójka potrafiła nawiązaną nić współpracy kontynuować na lokalnym podwórku. Jeszcze w 2016 r. Zofia przekonała prezydenta miasta Mieczysława Kiecę, że warto objąć honorowym patronatem przedsięwzięcie, którego głównymi bohaterami będą ludzie cyrku, magii, iluzji, teatru ulicznego. Przekonała ona do idei również stowarzyszenie "Nasz Wodzisław", które od wielu lat jest motorem napędowym dla świata wodzisławskiej kultury. Od tego czasu to właśnie wędrowni kuglarze i cyrkowcy, szczudlarze, klauni, połykacze ognia, akrobaci stali się niekwestionowanymi władcami miasta. Okazało się, że jest tu przestrzeń zarówno dla artystów z całej Polski, a nawet Europy, ale jednocześnie miejscowi "sztukmistrzowie" nie zasypywali gruszek w popiele. Trupa teatralna Classic Ballanga z Wiktorem Bornikowskim zawojowała płytę Rynku pokazem chodzenia na szczudłach,  w takt gry potężnych bębnów, które wybijały gorące rytmy przypominające do złudzenia te rodem z Karaibów, które rok do roku przypominają organizatorzy zupełnie innego festiwalu. Przygrywał również lokalny jazz-band Eda. Dzieci miały sporą uciechę dzięki animacjom z pobliskiej Zoolandii.

Cały świat to... cyrk

Festiwal rozrastał się i zmieniał swoją formułę, ale wciąż był miejscem spotkań dla ludzi zarażonych pasją, dystansem do świata, obdarzonych fantazją. Grono osób związanych z imprezą powiększało się sukcesywnie. Organizatorzy nie popełniali częstego błędu i ani myśleli dusić się we własnym sosie. W swoje szeregi chętnie przyjmowali takich samych duchowych wagabundów rodem z Krakowa, Olkusza, a nawet z odległej Chorwacji. Na swojej stronie internetowej zapisali: "W swojej pięcioletniej historii na festiwalu pojawiali się znakomici artyści, m.in. Marcin ex Styczyński, Pan Ząbek, Śpiewające Trampki, Krystian Minda, Sebastian Malicki, Kamil Cyrik Balmas, organizatorzy innych festiwali, Jan Chmiel, Małgorzata Węglarz czy Natalia Ignaszak. To ich obecność kształtowała obraz kolejnych edycji. Festiwal każdego roku się odrobinę zmieniał, dochodziły atrakcje lub zmieniały się na inne, i tak zorganizowaliśmy na przykład pokazy trickline, turniej monocyklowy, żywe rzeźby, pokazy szczudlarzy, koncert undergroundowej kapeli, pokaz żonglerki barmańskiej, warsztaty chodzenia po ogniu, bicie rekordu żonglowania trzema piłkami z Radiem 90, Kolorowe Szaleństwo, a z małych baniek tworzonych na Rynku doszliśmy nawet do Wielkiej Bańki". Co więcej, wiedząc, że żywot wędrownego kuglarza to raczej trudny chleb, twórcy festiwalu postanowili zadbać również o materialne zaplecze dla występujących/ Stąd też pojawił się pomysł dwóch konkursów, z których jeden obejmował pokazy "za dnia", czyli te popisy kuglarzy, które łączą się z takimi aktywnościami jak: żonglerka, aerial (to połączenie ćwiczeń wzmacniających i uelastyczniających całe ciało z tańcem i akrobacjami), balansem, akrobatyką, czy też klaunadą. Drugi konkurs nazywa się "Po ćmoku" i przeznaczony jest dla wszelkich artystów, którzy swój żywioł łączą z nocą. Tu w grę wchodzą różnego rodzaje pokazy laserów, ultra violetu, połykacze ognia, tancerze z płonącymi pałkami. w obydwu konkurencjach można wygrać pokaźną przecież kwotę 2000 zł.

Miastem włada magia

Jak wyglądały w tym roku owe trzy dni, które wstrząsnęły Wodzisławiem? Twórcy ruszyli już w piątek wystawą w pałacu Dietrichsteinów. To wówczas zwiedzający mogli uczestniczyć w wernisażu wystawy "Nowy cyrk w obiektywie". Tego samego dnia oniemieli mieszkańcy mogli podziwiać akrobatyczne popisy Krakowskiej Sekcji Akrobatyki Powietrznej "Minionki atakują". Wieczorem natomiast wodzisławianie mieli do rozwiązania nie lada dylemat, ponieważ pewnie równo mocno kusiło ich Euro 2024 jak fantastyczny pokaz fire show. W sobotę trwał w najlepsze przegląd uczestników festiwalu na Trzech Wzgórzach. Ostatni dzień stanowił prawdziwą kulminację wydarzeń. W Rodzinnym Parku rozrywki artyści skupili się przede wszystkim na przede wszystkim na najmłodszych pociechach i wykreowali dla dzieciaków idylliczną krainę z mydlanych baniek. Szkraby nie dość, że mogły dmuchać bańki, to jeszcze czekało na nich przedstawienie teatralne. Niedzielny wieczór natomiast zarezerwowany był dla Shao, czyli gościa ze świata kinetycznych iluzji optycznych. Artysta ten jest półfinalistą programu "Mam talent". Jak zauważają organizatorzy: "W świecie tym, łączą się ze sobą wielowymiarowy czas z dwuwymiarową przestrzenią, natomiast wokalną partię utworów muzycznych stanowi geometria w ruchu". Przysłowiową wisienką na torcie miał być natomiast pokaz Azislight, czyli ognisty pokaz artystów, którzy stworzyli dla swojego spektaklu prawdziwy scenariusz grozy.  Tu jednak ogień przegrał z deszczem, więc w starciu sztuki z naturą, jeden zero dla tej ostatniej... 

Komentarze

Dodaj komentarz