post image
Brygada remontowa kopalni Marcel w 1915 roku / Książka "120 lat kopalni Marcel"

 

Przejmowanie kopalń z rąk niemieckich trwało od 26 stycznia do 29 marca 1945 roku. O zakłady rozegrała się prawdziwa batalia, i to na wielu frontach.


 
Kopalnie śląskie i zagłębiowskie, prócz tych położonych w granicach rybnickiego powiatu, zostały przejęte z rąk niemieckich w ostatniej dekadzie stycznia (do 29 stycznia 1945 roku). Wprawdzie kopalnie Knurów oraz Dębieńsko opanowano w analogicznym czasie, to jednak nadal siedem z dziewięciu zakładów tego obszaru pozostawało ciągle w rękach niemieckich. Co gorsza przybyłe do Katowic na początku roku władze reprezentujące Rząd Tymczasowy, ale jednocześnie resort gospodarki narodowej i finansów (GNiF), w pierwszej dekadzie lutego nie posiadały o kopalniach rybnickich żadnych informacji. Grupy skierowane na ten obszar musiały niezwłocznie się wycofać. Powodem odwrotu były oczywiście działania wojenne toczące się wówczas jeszcze w powiecie.
 
Obronili i ocalili
 
Warto dodać, że 10 marca 1945 roku władze dysponowały jedynie szczątkowymi informacjami o stanie dwóch zakładów w naszym regionie: kopalni Knurów i Dębieńsko. Niebagatelną rolę w przejmowaniu zakładów z rąk niemieckich odegrały spontanicznie tworzone w tym czasie wszelkiego rodzaju organizacje przykopalniane mające jasne sprecyzowany plan działania i cele. To właśnie tym grupom przypisuje się przeprowadzenie dziesiątek akcji sabotażowych i dywersyjnych w zakładach, w których byli zatrudnieni zorganizowani w nich ludzie. Tym organizacjom przypisać również należy przygotowanie zakładów do obrony, ich zabezpieczenie, następnie uruchomienie. Nie można zapomnieć, że członkom tych grup zawdzięcza się ocalenie przed zniszczeniem wielu kopalń.
W chwili, gdy powiat rybnicki okazał się nie do obrony dla wojsk niemieckich, hitlerowcy przystąpili niezwłocznie do przeprowadzenia tzw. akcji "L", czyli likwidacji kopalń, głównie poprzez ich zatapianie. Jeszcze przed odwrotem Niemcy zdemontowali możliwie wszystkie sprawne maszyny i urządzenia. W ten sposób próbowali nie dopuścić do szybkiego uruchomienia zakładów przez ZSRR. W tym miejscu warto podkreślić istotny fakt. To mianowicie, że grabieży w kopalniach dokonywali nie tylko Niemcy. Nagminnie zawłaszczeń specjalistycznego sprzętu, maszyn górniczych i czego tylko się dało dopuszczali się bowiem również czerwonoarmiści.
 
Trudne zadanie
 
Grupy pracowników nazywane radami zakładowymi lub też fabrycznymi po przejściu frontu i opanowaniu terenów natychmiast przejmowały kopalnie, stając się ich tymczasowymi zarządcami. Priorytetem było możliwie szybkie uruchomienie zakładów pracy. Było to zadanie niewiarygodnie trudne, z racji zdekompletowanej załogi, a przede wszystkim niedostatku sprzętu górniczego. Nie mniej ważne było jednak utrzymanie w ruchu urządzeń, zwłaszcza pomp odwadniających, wentylatorów oraz maszyn wyciągowych. To wobec braku energii elektrycznej było często niemożliwe. Ponadto do zadań tych pracowników należało utrzymanie w ciągłym ruchu elektrowni, kotłowni. Łącznie udział w zabezpieczaniu, ochronie i uruchomieniu produkcji w kopalniach rybnickich uczestniczyło co najmniej 357 osób.
Warto tu dodać, że jeszcze we wrześniu 1944 roku w resorcie GNiF PKWN utworzono formacje o charakterze gospodarczym, znane powszechnie jako grupy operacyjne. Rozpoczęły one działalność w listopadzie tego samego roku. Kierowane na tereny, z których wyparto Niemców, miały za zadanie zabezpieczyć i uruchomić produkcje kluczowych dla gospodarki zakładów. Co warto podkreślić, delegowane przez władze grupy operacyjne wraz z pełnomocnikami realizowały również pierwszy etap nacjonalizacji, czyli upaństwowienia. W gestii pełnomocników leżało nie tylko powołanie tymczasowych zarządów zakładów, ale także ustalenie warunków płacy i pracy załóg poszczególnych przedsiębiorstw.
 
Wytyczne dla przemysłu
 
W momencie powołania powyższych grup władze sprecyzowały jasne instrukcje, a zawarły je w dokumencie pt.: "Wytyczne organizacyjne dla przemysłu w Polsce". W owych wytycznych rozróżniano trzy formy własności i zarządu przedsiębiorstwami przemysłowymi, czyli własność państwową, obejmującą zakłady, które były w przeszłości w posiadaniu państwa polskiego albo niemieckiego, ale też osób lub spółek narodowości niemieckiej. W następnej grupie znajdowały się przedsiębiorstwa pozostałe bez właścicieli albo takie, których Niemcy pozbawili tytułu własności. Do ostatniej grupy zaliczono zakłady prywatne, należące do osób pozostających na miejscu, z wyjątkiem osób narodowości niemieckiej. Wszystkie wymienione powyżej przedsiębiorstwa przejęto oczywiście pod zarząd państwowy.
Powojenną odbudowę miały koordynować m.in. powołane w poszczególnych zakładach trzyosobowe tymczasowe zarządy. Na ich czele stał dyrektor jako przewodniczący. Drugi z członków miał być przedstawicielem rady zakładowej, zaś trzeci lokalnej administracji ogólnej. Mianował i zatwierdzał ich kierownik resoru GNiF. Warto podać, że majątek instytucji przejmowanych przez czerwonoarmistów nie miał być traktowany jako ich zdobycz. Dowodzący nie mieli prawa nim dysponować ani w żadnym wypadku go grabić. Jak jednak wiadomo, nakaz ten był notorycznie łamany, właściwie w żadnym wypadku nie respektowano tego punktu wytycznych.
 
Patriotyczny obowiązek
 
W połowie stycznia 1945 roku działająca w konspiracji Wojewódzka Rada Narodowa w Katowicach wydała odezwę. Skierowana była ona bezpośrednio do górnośląskich górników. Podkreślono w niej m.in., że ochrona, zabezpieczenie zakładów pracy jest patriotycznym obowiązkiem rodzimej ludności Śląska. Pracownicy kopalń zaczęli organizować wówczas komitety zakładowe, fabryczne oraz straż przemysłową, których celem było ratowanie zakładów.
Do Katowic grupa operacyjna dla Górnego Śląska przybyła 28 stycznia 1945 roku. Przewodniczył jej pełnomocnik Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów Rządu Tymczasowego inżynier Ignacy Borejdo. Zadaniem pełnomocnika była ocena stanu, w jakim znajdowały się poszczególne zakłady przemysłowe na terenie Śląska i Zagłębia. Następnie celem było uruchomienie kluczowych zakładów, elektrowni, wodociągów i przedsiębiorstw. To wszystko wiązało się ze zbieraniem meldunków o faktycznym stanie zakładów, jak też interwencją u władz w celu pozyskania żywności dla pracowników.
 
Dwa etapy
 
Opanowanie terytorium powiatu rybnickiego przebiegało w dwóch etapach. Wpierw, 26 stycznia, zdobyto Knurów, czyli miejscowość położoną około 18 km od Rybnika. Decyzją Aleksandra Zawadzkiego, pełnomocnika Rządu Tymczasowego Województwa Śląskiego, 8 lutego utworzono w nim władze powiatowe dla skrawka ziemi rybnickiej. Równocześnie uruchomiono kopalnie Knurów i Dębieńsko, a także zakłady materiałów wybuchowych w Krywałdzie. Tymczasem lico frontu niemal na dwa miesiące zatrzymało się pod Żorami.
Warto dodać, że nocą z 27 na 28 stycznia wojska radzieckie podeszły nawet pod kopalnię Jankowice, a niemieckie kierownictwo oraz dozór zbiegł. Jednakże Sowietom nie udało się przełamać ognia obrony i zdobyć kopalni. Niemcy powrócili na stanowiska pracy dwa tygodnie później. Pozostałe ziemie powiatu rybnickiego zostały przejęte w końcu marca 1945 roku. 26 marca przejęto kopalnie: Chwałowice, Ema, Jankowice oraz Rymer. Dzień później sowieckie wojska weszły do kopalni Ignacy i Rydułtowy, a 29 marca wkroczyły do kopalni Anna w Pszowie.
 
Wielkie zniszczenia
 
Zniszczenia wojenne znacznie obniżyły zdolność produkcyjną kopalń. Większość zakładów została przejęta dopiero w końcu marca. Podjęcie produkcji uzależnione było od skali zniszczeń, a te jak wiadomo były ogromne. Na powierzchni w różnym stopniu poszczególnych kopalniach zniszczone były, lampownie, łaźnie, budynki administracyjne, sortownie, płuczki, kotłownie, tabor i zwrotnice kolejowe. Zmniejszyła się znacznie zmianowa moc elektrowni. Przyczyną takiego stanu rzeczy był zły stan urządzeń, mianowicie, turbin, kondensatorów, pomp wody obiegowej i chłodzącej. Nie lepiej oczywiście sytuacja przedstawiała się pod ziemią.
Ten sprzęt, który się ostał, był mocno wyeksploatowany. Szczególnie odczuwano brak maszyn wrębowych. Brakowało nawet urządzeń przewozowych, takich jak transportery chodnikowe, wózki kopalniane. W fatalnym stanie zastano pozostawione wentylatory i pompy odwadniające. Wprawdzie te ostatnie nadawały się jeszcze do wykorzystania, to jednak istniał problem związany z brakiem dróg wentylacyjnych, co utrudniało znacznie przewietrzanie kopalń i uniemożliwiało odbudowę.
 
Państwo w gruzach
 
Jedną z najbardziej zniszczonych była kopalnia Jankowice. W wyniku tego podjęła ona wydobycie dopiero 1 maja 1945 roku. W wyniku działań wojennych znacznie ucierpiały również kopalnie Anna w Pszowie oraz Dębieńsko w Czerwionce. Zniszczenia w tych ostatnich szczególne były widoczne na powierzchni. Ponadto zniszczeniu uległy pozostałe działy gospodarki, takie jak transport czy komunikacja. Dewastacji uległa infrastruktura (mosty, drogi państwowe, powiatowe, miejskie), zasoby mieszkaniowe oraz budynki instytucji oświatowo-kulturalnych.

 

Autor jest nauczycielem historii w ZS nr 5 i SP nr 19 w Jastrzębiu-Zdroju.
 

Komentarze

  • zenek Niy pisac bojek.. 09 kwietnia 2014 19:56Cały przemysł na Slonsku zbudowali Niymce.Dbali o niego bo traktowali Slonsk jako swoje ziemie od XIII wieku.Slonzoki szanowali swoje gruby,i zodyn rychtig Slonzok niy robił by żodnych sabotazow na swojij grubie.Sabotaze mogli robić PPRowcy ,niy Slonzoki..Jak Polska dbo o swoje gruby widać dzisiej.Niy trza sabotazow , styknie władza ze Warszawy
  • Znajomy Dobre 18 kwietnia 2014 18:18Jak zwykle dobra rzetelna robota, dziękuję Janusz
  • Swiadek Bajki P.Lubszczyka 21 kwietnia 2014 12:35Zenek masz racje z tych bajek sie juszi Gorole śmieją sabotaże robili tylko Polacy a nie Śląsacy (gastarbeitry, i przemusowi robotnicy).Polacy nie wybudowali ani jednej kopalni , tylko wszystko ukradli Niemieckim Austrijackim i Śląskim właścicielom.
  • Ślązok boroki czytejcie i rozumcie 23 kwietnia 2014 13:11Czytej człowieku ze zrozumieniem, że ślazok to nie znaczy, że osioł, a takigo z siebie robisz. Podano jest yu historia jak wyglądało przejynci kopalń przez ruskich,a Ty głupotami siejesz. To że gruby były niymiecki wszyscy wiedzom, to jest co inne opisane
  • Stanik z Rybnika Do Pajeca Skasoka i Znajomego 25 kwietnia 2014 21:24Jedo jest pewne , J Lubszczk jest inteligentnym czlowiekiem i chce coś osiągnąć tylko nie powinien pisac po Polsku , tylko pisać faktyczną prawdę.

Dodaj komentarz