post image
Łukasz Kohut / Archiwum

 

Wracając jednak już do mojej M. - to nie zawsze było różowo, jak to w życiu. Dwa silne charaktery, często różne poglądy na jakąś sprawę i mój trudny okres dojrzewania - to tak w telegraficznym skrócie. Przeżyliśmy, ba! Udało się jej zainstalować w moim charakterze odporny na wirusy system operacyjny zwany popularnie, nie tylko na Śląsku, kindersztubą. A mnie udało się zachować autonomię, bo nie poszedłem na łatwiznę, może wbrew własnej wygodzie, ale na pewno w zgodzie z własnym sumieniem. Zresztą zawsze uważałem, że każdy powinien iść własną drogą życiową. To poskromienie, ale z zachowaniem autonomii, to nie był ani Jej pierwszy, ani ostatni pedagogiczny sukces. Zawsze napawa mnie dumą, gdy obserwuję jak spotyka rzesze wdzięcznych absolwentów i wychowanków Tygla: w sklepach, w kinie, w restauracjach, na mieście, w zasadzie gdziekolwiek się pojawi. Nigdy też nie miała łatwo – nauczycielka, a później dyrektorka w bardzo męskiej i technicznej szkole zawsze ma więcej przeszkód niż miałby mężczyzna w tej samej sytuacji. Dała radę, przełamała stereotypy i sprawnie zarządza jedną z największych szkół średnich na Śląsku.

 

Dlatego też bardzo ją podziwiam, jest dla mnie prawdziwym autorytetem i oparciem, mimo, że dzielą nas ciągle pewne "różnice programowe" i nie domykam czasami tej cholernej zamrażarki. Ale mam wielką nadzieję, że jak już kupi w środę ten numer Tygodnika "Nowiny", to nie zadzwoni z pretensjami, tylko serdecznie się uśmiechnie - od ucha do ucha. A to, wiadomo nie od dziś, każda Mama robi najlepiej na świecie.

 

Łukasz Kohut, politolog, fotograf, przedsiębiorca i działacz społeczny. Felietonista Tygodnika Regionalnego Nowiny

 

 

Komentarze