post image
Trenerzy Jastrzębskiego Węgla Tomaso Totolo i Leszek Dejewski jeszcze z nadziejami na złote medale MP. Zdjęcie: Wacław Troszka


Piąty mecz finału zapowiadany jako pojedynek Mariusza Wlazłego i Grzegorza Szymańskiego wygrał zdecydowanie ten pierwszy. Atakujący Skry nie tylko oszukiwał blok i niemiłosiernie bombardował, ale po raz kolejny w meczach finałowych skutecznie zagrywał. Na pewno zasłużył sobie na miano najlepszego zawodnika ostatniego meczu finałowego, ale i zakończonego w piątek sezonu. Jastrzębianie po raz drugi z rzędu muszą zadowolić się srebrem i cieszyć z faktu, że wystąpią w siatkarskiej Lidze Mistrzów.
W piątek zmarnowali szansę na objęcie prowadzenia w pierwszym secie. W drugim ich zwycięstwo wydawało się nieuchronne, gdy prowadzili już 17:12. Wtedy o czas poprosił trener Castellani. Bełchatowianie szybko odrobili stratę. Przy stanie 18:19 dla jastarzębian o przerwę poprosił Tomaso Totolo. Gospodarze doprowadzili do wyrównania 22:22 i zaraz potem wyszli na prowadzenie. Pierwszego setbola obronili siatkarze z Jastrzębia, drugiego Skra, trzeciego znów jastrzębianie, a przy czwartym Piotr Gruszka przebił się przez potrójny blok i mistrzowie Polski prowadzili z wicemistrzami 2:0. Przebieg pierwszej i drugiej partii nie zapowiadał tego, co wydarzyło się w ostatniej odsłonie. Goście pozwolili się zdeklasować. Na pierwszą przerwę techniczną schodzili przy stanie 3:8, a tuż po drugiej przegrywali różnicą 11 punktów (6:17). Wysokie prowadzenie uśpiło graczy Skry. Drużynie trenera Totolo udało się doprowadzić do stanu 14:19 po asie serwisowym Igora Yudina. Jednak po kolejnej zagrywce Australijczyka piłka została na siatce. Podobnie jak serwisy Łukasza Kadziewcza i Dawida Murka. Ostatni punkt seta i meczu to autowa zagrywka Daniela Plińskiego.
W trzecim secie w miejsce Nikołaja Iwanowa wszedł Jakub Bednaruk. Zarówno jego pojawienie się na parkiecie, jak i Igora Yudina wydawało się mocno spóźnione, by mogło zaważyć o losach meczu. Dobre spotkanie rozegrał Dawid Murek. Grzegorz Szymański został powstrzymany przez blok bełchatowian w końcówce drugiego seta i potem nie mógł się już odnaleźć.
Na podsumowanie jednego z najciekawszych sezonów ostatnich lat trzeba zauważyć, że drużyna Jastrzębskiego Węgla była jedyną, która potrafiła w Polskiej Lidze Siatkówki nawiązać równorzędną walkę z mistrzami Polski. Drużyna, którą po trenerze Ryszardzie Bosku przejął na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej drugi trener reprezentacji Włoch Tomaso Totolo, grała najbardziej nierówno. Niewiele brakowało, by z rywalizacji o medale odpadła już w ćwierćfinałach w czwartym meczu z Mostostalem. W hali w Szerokiej pozbawiła kędzierzynian wszelkich złudzeń. Gdy nie mniej gładko uporała się w półfinale z AZS-em PZU Olsztyn i wygrała pierwszy mecz w Bełchatowie, wydawało się, że nikt nie może stanąć temu zespołowi na drodze do mistrzostwa. Jednak i tutaj, mimo że wicemistrzostwo kraju należy uznać za sukces, zawiedli. Brakowało im zbyt niewiele, by mogli się cieszyć ze srebrnych medali. Skra zdobyła drugi tytuł z rzędu. Siatkarze z Jastrzębia po raz trzeci z rzędu wystąpili w finale PLS.

BOT Skra Bełchatów – Jastrzębski Węgiel 3:0 (27:25, 28:26, 25:18)

Skra: Dobrowolski, Lewis, Gruszka, Wlazły, Heikkinen, J. Iwanow, Ignaczak (libero) oraz Stelmach, Maciejewicz, Neroj.
Jastrzębie: N. Iwanow, Siezieniewski, Szymański, Kadziewicz, Pliński, Murek, Rusek (libero) oraz Yudin, Bednaruk.

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.