20013609
20013609


- Jeszcze na Bałtyku zastała nas silna 30-minutowa burza. Niektórzy nie zdążyli nawet przebrać się w sztormiaki do zrzucania i klarowania żagli. Często pływaliśmy na żaglach sztormowych, które są mniejsze i mocniejsze od normalnych. Nie były to lekkie wakacje, część z nas dopadła choroba morska, ale atmosfera na jachcie była tak wspaniała, że nawet wtedy, mimo kryzysu nikt z nas nie myślał o powrocie do domu. Po wpłynięciu na Morze Północne minutą ciszy uczciliśmy pamięć harcerzy, którzy zginęli tam przed rokiem w katastrofie jachtu „Bieszczady” – opowiada Natalia Łukomska, którą wyznaczono na „oficera prasowego”.Dla niej była to pierwsza tak poważna morska wyprawa, wcześniej pływała tylko u wybrzeży Niemiec. Ale nie ona była „pierwszym nowicjuszem” na łajbie. Ten tytuł przypadł Tomaszowi Pasece z czeskiej drużyny „Opty”, z którą rybnicka „szóstka” współpracuje już od dwóch lat. Było to jego pierwsze spotkanie z prawdziwym morzem. Spisał się dzielnie i o dziwo okazał się odporny na chorobę morską.Załoga była podzielona na trzy 3-osobowe wachty, które na przemian pełniły 4-godzinne dyżury. Nawigacją zajmował się pierwszy oficer Marian Tytko. Do swojej dyspozycji miał system nawigacji satelitarnej GPS z zaplanowaną trasą rejsu. Pod okiem doświadczonego żeglarza szkolili się młodzi wodniacy, którzy kurs i pozycję jachtu wyznaczali w tradycyjny sposób używając do tego mapy i popularnego „kroczka” czyli cyrkla z dwoma ostrzami.Wodniacy zawijali kolejno do portów w Kopenhadze, Helsingor, Skagen, Kristiansand, Stavanger, Tau i Bergen.- Nie zabrakło oczywiście czasu na zwiedzanie, w Kopenhadze spędziliśmy blisko dwa dni, w Helsingr zwiedziliśmy zamek Hamleta, ale największe wrażenie zrobiły na wszystkich norweskie fiordy w okolicach Stavanger. Na kilka metrów podpływaliśmy do skał wznoszących się kilkaset metrów w górę. Znakomicie spisał się nasz cook czyli II oficer odpowiedzialny za wyżywienie kapitana i załogantów Krzysztof Pawełek. Nigdy nie przypuszczałam, że na rejsie można tak dobrze zjeść. Były racuchy z jabłkami, kluski śląskie, łazanki, zapiekane ziemniaki z maślanką – wspomina z wypiekami na twarzy Natalia Łukomska z „szóstki”.W porcie w Bergen po wspólnym obiedzie na pokładzie „Hajduka” z załogą przejmującą jacht przesiedli się do furgonetki, która szczęśliwie zawiozła ich na lotnisko w Oslo. Następna załoga, dowodzona przez doświadczonego wodniaka i żeglarza Eugeniusza Wróbla kilka, dni później pływała już w okolicy Szetlandów.
Baner reklamowy

Komentarze

Dodaj komentarz