post image
Kompania powstańcw z Brzozowic / Archiwum/Muzeum Czynu Powstańczego

 

Pierwszy zryw nie przyniósł mieszkańcom Górnego Śląska niczego dobrego. Wielu jego uczestników wraz z rodzinami musiało uchodzić z kraju, aby uniknąć kary za zdradę stanu. Sytuację trochę uspokojono pod naciskiem aliantów i zaczęły się przygotowania do plebiscytu.

 

Dziś wracamy do cyklu, w którym opisywaliśmy to, co działo się na terenie Górnego Śląska po zakończeniu pierwszej wojny światowej i powrocie Polski na mapę, a co w konsekwencji doprowadziło do wybuchu pierwszego powstania. Jak już wspomnieliśmy, ten pierwszy zakończył się upadkiem. Ciekawe spostrzeżenia z owego okresu z pozycji lojalnego obywatela państwa niemieckiego pozostawił nam pastor gminy ewangelickiej w Rybniku Paul Reinhold. W swojej kronice kapłan między innymi napisał, że przez długie lata wojny od 1914 do 1918 roku oszczędzone były Górnemu Śląskowi bezpośrednie okropieństwa wojny.

 

Zapiski kapłana

 

"Po wojnie doszło jednak w Rybniku do walki bratobójczej. Lud górnośląski, dostosowując się do warunków traktatu wersalskiego, oczekiwał w spokoju na obiecane wykonanie prawa do samostanowienia. Jednak wybuchło powstanie, rozniecone przez niecierpliwą mniejszość. Tutaj zespoliła się w nierozerwalny sposób historia kraju i kościołów, ponieważ jak nigdy dotąd na walkę mocno wpływały kazalnice obu wyznań. Zbierano się po niemieckiej i polskiej stronie w małych organizacjach i rozpoczęła się gwałtownymi czynami walka o władzę. Podpalenia i napady nasilały się. Rząd niemiecki zdecydował się powołać ochotników do oddziałów Straży Granicznej (Grenzschutz)".

21 kwietnia 1919 roku miasto Rybnik zostało zagrożone napadem z trzech stron przez 800 uzbrojonych powstańców. Tutaj pastor Reinhold osobiście wpłynął na losy miasta. Ostrzeżony przez tajną służbę wywiadowczą członków swojej gminy ewangelickiej spowodował wprowadzenie do boju heskich strzelców, którzy w ostatniej chwili przybyli z Gliwic. Kompania zajęła rynek i główne ulice i ustawiła karabiny maszynowe. Wskutek tego powstańcy rozproszyli się. Niemcy poczuli się nieco pewniej, gdy w końcu przybył Korpus Ochotniczej Straży Granicznej ze Stuttgartu (Grenzschutz-Freikorps) – pułk Hasse. "Otwarte popychanie do rebelii przychodziło z centrum powstańczego Rybnik – Pszczyna." – zapisał pastor.

 

Atak i kontratak

 

Dalej rybnicki pastor pisze: "Jeden z pierwszych ataków skierował się na wartownię przy magazynie broni w Paprocanach koło Tych, skąd chciano zabrać uszkodzone działa. Miała tam miejsce straszliwa krwawa bitwa. Jednocześnie został zaatakowany koło Pszczyny batalion Petri Freikorpsu, któremu jednak udało się atak odeprzeć. Sukces batalionu Petri zmniejszył napór powstańców ze wschodu w centralnym okręgu Katowice-Bytom. W dniu 18 sierpnia 1919 roku był w okręgu rybnickim wielki zamęt. Rebelia wkroczyła do okręgu katowickiego, tarnogórskiego i bytomskiego. Cała wschodnia część Górnego Śląska od Szopienic na południu do Nowego Bierunia była w polskich rękach.

Wydarzyły się nieopisane okrucieństwa. W nocy na 20 sierpnia rozpoczął się niemiecki kontratak, po którym do 22 sierpnia cały ten obszar został ponownie wyzwolony. Po ostatnich bojach w okolicach Odenbergu nastąpił 24 sierpnia koniec walk. Ludność pozostała jednak sfanatyzowana, w czym miała swój udział praca propagandowa byłego posła do niemieckiego Reichstagu, Wojciecha Korfantego. Powodowało to dalsze niezliczone czyny gwałtowne. Już 3 września wskazywał raport landrata rybnickiego na niebezpieczeństwo grożące żydowskiej synagodze i ewangelickiej lecznicy dziecięcej "Betania". – czytamy w kronice.

 

Odwetowe represje

 

Tymczasem po upadku pierwszego powstania śląskiego formacje Grenzschutzu przystąpiły do akcji "uspokajania kraju". Nastąpił okres brutalnych nagonek i polowań na uczestników zbrojnej rebelii, postrzeganej przez rząd niemiecki jako zdrada stanu. Za tak daleko idącą niesubordynację względem państwa kodeks karny przewidywał karę śmierci. Konsekwencje tej akcji były opłakane. W jej ramach wojsko masowo przeczesywało lasy, rewidowało domy i obejścia. Znalezienie broni było wystarczającym powodem, by jej posiadacza rozstrzelać na miejscu, zaś za posiadanie wrogich symboli polskich, np. w postaci orzełków, ulotek, a nawet literatury zamykano w więzieniach.

Jakby tego było mało, codzienne gazety z lubością informowały swych czytelników o tych uspokajających kraj akcjach i egzekucjach pojmanych rebeliantów. W obawie przed tak brutalnymi represjami ponad 9 tysięcy powstańców i około 13 tysięcy członków ich rodzin zdecydowało się opuścić swe domy i uchodzić do Polski, gdzie rozmieszczono ich w utworzonych obozach w Sosnowcu, Grodźcu, Zawierciu, Szczakowej, Jaworznie i Oświęcimiu. Z ramienia władz polskich uchodźcami z Górnego Śląska zajął się wydział aprowizacyjny Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej w Sosnowcu, którym kierowali Jan Przybyła (1884-1942) i Wiktor Polak (1883-1941).

 

Los uchodźców

 

Z całej Polski do obozów tych nadchodziły liczne dostawy żywności, odzieży, lekarstw i innego potrzebnego zaopatrzenia. Organizowano kuchnie polowe, dla chorych i dzieci wydawano mleko, pszenną mąkę i ryż, organizowano również pomoc medyczną. Główna kasa wypłacała każdemu z uchodźców po 5 marek niemieckich dziennie, a na każdego członka rodziny pozostawionego w domu 3 marki dziennie dziennie. W obozach ukazywało się redagowane dla uchodźców pismo "Powstaniec", które wychodziło trzy razy w tygodniu. Pierwszy egzemplarz nr 1 wydany został we wtorek 7 października 1919 roku, zaś ostatni (nr 21) w niedzielę 23 listopada 1919 roku.

Sytuacja zmieniła się dopiero pod naciskiem Rady Najwyższej w Paryżu. Dzięki niej doszło do porozumienia amnestyjnego rządu polskiego z rządem niemieckim, które zawarto 1 października 1919 roku. Na jego mocy przebywający w polskich obozach uchodźcy mogli bezpiecznie powrócić do swych rodzinnych domów i zakładów pracy. Po tej wielkiej tragedii górnośląscy uciekinierzy odczuwali powszechny żal do rządu polskiego o zbagatelizowanie ich spraw narodowościowych i nieudzielenie jakiejkolwiek pomocy, na którą tak bardzo liczyli. Pomimo tego do naczelnika państwa polskiego Józefa Piłsudskiego (1867-1935) po raz wtóry udała się delegacja, o czym w lakonicznej wzmiance poinformował "Powstaniec" w numerze 8 z 24 października 1919 roku.

 

Zgodnie z traktatem

 

"W godzinach wieczornych 21 października, w czasie przyjęcia wydanego na cześć Naczelnika Państwa przez hr. Zdzisławów Tarnowskich zjawiła się tamże drużyna bawiących w mieście naszym bohaterów górnośląskich, w imieniu których przemówił p. Gruszecki. Naczelnik Państwa odpowiedział krótko zapewniając, iż państwo i naród oceniają należycie znaczenie Górnego Śląska. Obecny przy posłuchaniu prymas ks. kardynał Edmund Dalbor udzielił drużynie błogosławieństwa. Manifestacja cichych bohaterów, wśród których znajdowały się także dzielne kobiety śląskie, uczyniła na obecnych silne wrażenie." – dowiadujemy się z owej notatki

Tymczasem zgodnie z umowami międzynarodowymi 10 stycznia 1920 roku weszły w życie ustalenia Traktatu Wersalskiego, w związku z czym obszar plebiscytowy Górnego Śląska z dniem 11 lutego 1920 roku przeszedł pod władzę Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej. Na czele stanął generał francuski Henri le Rond (1864-1949). Przy Komisji Międzysojuszniczej akredytowano przedstawicieli Polski i Niemiec. Polskę reprezentował konsul generalny hrabia Daniel Kęszycki (1884-1936), natomiast Niemcy książę Hermann Fürst von Hatzfeld – Herzog zu Trachenberg (1848-1933).

 

 

Przygotowania do plebiscytu

 

W ramach przygotowań do plebiscytu w lutym 1920 roku utworzono w Bytomiu polski komisariat plebiscytowy wraz z rozległą siecią placówek terenowych, którymi kierował komisarz Wojciech Korfanty (1873-1939). W kwietniu tego samego roku powstał również niemiecki komisariat plebiscytowy w Katowicach, któremu przewodniczył komisarz Kurt Urbanek (1884-1973). Zanim jednak nastąpiło przejęcie władzy przez aliantów, na przełomie stycznia i lutego 1920 roku wszystkie organizacje paramilitarne na obszarze plebiscytowym zostały rozwiązane, zaś regularne oddziały wojsk niemieckich wycofano z tego obszaru.

Miejsce ich zajęły oddziały ekspedycyjne wojsk sojuszniczych Francji, Anglii i Włoch, którymi dowodził generał francuski Jules Gratier (1863-1956). Na mocy rozporządzenia Komisji alianckiej cały górnośląski obszar plebiscytowy podzielony został na trzy obwody – zachodni obsadziły wojska włoskie, środkowy francuskie i wschodni angielskie, w sumie siły te liczyły w różnych okresach od 13 do 22 tysięcy żołnierzy.

 

Rządy sojuszników

 

 

Z Rybnika wyjazd wojsk niemieckich rozpoczął się w dniu 28 stycznia 1920 roku, a już 4 lutego wkroczyły do miasta pierwsze pododdziały francuskich strzelców alpejskich. Dowodził nimi włoski pułkownik Pesenti, któremu Międzysojusznicza Komisja powierzyła również funkcję kontrolera (administratora) powiatowego. Zastępcą na tym urzędzie mianowany został Francuz, kapitan Lalanne. Spotkało się to z jawnym sprzeciwem dominującej w mieście społeczności niemieckiej, co w rezultacie doprowadziło do rozruchów i bezpośrednich starć między ugrupowaniami samoobrony niemieckiej i bojówkami propolskimi.

Komentarze

  • anonim tak jak teraz Ukraina prostytak jak teraz Ukraina prosty przyklad ! ??

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.