post image
Grupa organizatorw POW Grnego Śląska / Archiwum/Muzeum Czynu Powstańczego

 

Wkroczenie na teren plebiscytowy wojsk alianckich, które miały pilnować ładu i porządk, nic nie dało. Nadal dochodziło do zamieszek, po obu stronach zdarzały się zabójstwa, co prędzej czy później musiało doprowadzić do drugiego zrywu.

 

W ostatnim odcinku pisaliśmy, że kiedy dzięki interwencji aliantów w końcu udało się jako tako uspokoić sytuację po pierwszym powstaniu, na Górnym Śląsku zaczęły się przygotowania do plebiscytu. Porządku miały pilnować oddziały ekspedycyjne wojsk sojuszniczych Francji, Anglii i Włoch. Przypomnijmy, że już 4 lutego 1920 roku do Rybnika wkroczyła forpoczta francuskich strzelców alpejskich. Dowodził nimi włoski pułkownik Pesenti, któremu Międzysojusznicza Komisja powierzyła również funkcję kontrolera (administratora) powiatowego. Jego zastępcą został francuski kapitan Lalanne, co spotkało się z jawnym sprzeciwem dominującej w mieście społeczności niemieckiej.

 

Stara rzeczywistość

 

W rezultacie doprowadziło to do rozruchów i bezpośrednich starć między ugrupowaniami samoobrony niemieckiej i bojówkami propolskimi. Krótko mówiąc, konflikty odżyły, zanim je tak naprawdę wygaszono. Inna sprawa, że po przejęciu górnośląskiego obszaru plebiscytowego przez koalicjantów niewiele się zmieniło, bowiem Komisja Międzysojusznicza swe rządy oparła głównie na starych strukturach i kadrach administracji niemieckiej. W terenie nadal dominowała niemiecka policja bezpieczeństwa Sipo (Sicherheitspolizei), której funkcjonariusze z racji noszenia zielonych mundurów zwani też byli przez miejscową ludność zielonkami.

Jej zadaniem pilnowanie ładu i porządku. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła inna, bowiem przy pasywnej postawie wojsk sojuszniczych policja ta jawnie protegowała zbrojne ugrupowania niemieckie, takie jak np. Kampforganisation Oberschlesien (Organizacja Bojowa Górnego Śląska) powołana w celu utrzymania tego obszaru w granicach Rzeszy – i to za wszelką cenę. Umiejętnie podsycany antagonizm narodowościowy pomiędzy Górnoślązakami stopniowo przeradzał się w nienawiść. Ludzie jednego dotąd narodu za sprawą obcych agitatorów stanęli po przeciwnych stronach barykady.

 

Argumenty siły

 

Co gorsza, w imię lepszego jutra z zawziętością rozpędzali wiece, które zwoływali ich oponenci, wzajemnie zrywali rozwieszane plakaty, organizowali skryte napady i mordy. Argumentami obu stron stały się gumowe węże, kastety, ręczne granaty i gotowe do strzału pistolety. Nie troszcząc się o jakiekolwiek pozory obiektywizmu, w konflikt ten włączała się sipowska policja, która utrudniała wszelkie przygotowania do plebiscytu stronie polskiej, tolerując jednocześnie niezgodne z prawem działania strony niemieckiej. W efekcie nastały czasy krwawego terroru urągające religii, dobrym obyczajom i kulturze.

Każdy, kto nawoływał lub próbował nawoływać do opamiętania i porozumienia, stawał się nieprzejednanym wrogiem obu rywalizacyjnych stron, które ślepo dążyły do kolejnego krwawego konfliktu zbrojnego. W miastach górnośląskich radykałowie obu skłóconych stron organizowali liczne wiece propagandowe, po których coraz częściej dochodziło do czynów siłowych. Z dnia na dzień narastała obłąkańcza nienawiść siejąca terror społeczny, coraz liczniej też zdarzały się przypadki napadów na obiekty i placówki urzędowe.

 

Wet za wet

 

Ucierpiał między innymi konsulat generalny RP w Opolu, dewastacji uległy siedziby polskich komitetów plebiscytowych w Głogówku i Koźlu oraz redakcje niektórych gazet. Jednak najbardziej znany i spektakularny był atak na hotel Lomnitz w Bytomiu (doszło do niego 27 maja 1920 roku), gdzie mieściła się siedziba Polskiego Komitetu Plebiscytowego dla Górnego Śląska kierowana przez Wojciecha Korfantego. Także strona polska dopuszczała się gwałtów i rozbojów, czego przykładem jest napad grupy powstańców na zamieszkałą przez większość niemiecką wieś Hołdunów w powiecie pszczyńskim, którą napastnicy z chęci zemsty puścili z dymem.

Kilka dni później spaloną wieś osobiście odwiedził Wojciech Korfanty, który przeprosił mieszkańców za zaistniałe bestialstwo oraz obiecał pomoc finansową przy odbudowie zniszczonej miejscowości. Równolegle z tymi brutalnymi akcjami siłowymi na ulicach miast, osiedli i wiosek wzmagała się agitacja propagandowa, która przybierała zazwyczaj formę zgromadzeń, przemówień i manifestacyjnych pochodów. Tak na przykład w odpowiedzi na liczne zgromadzenia ludności niemieckiej, zwolennicy opcji polskiej zorganizowali wielkie przemarsze na całym górnośląskim obszarze plebiscytowym. Odbyły się one 25 kwietnia 1920 roku

 

Pęd do walki

 

Podobne manifestacje propagandowe nie ominęły Rybnika, gdzie 1 maja 1920 roku w godzinach przedpołudniowych socjaliści niemieccy zorganizowali wielki pochód. W odpowiedzi tego samego dnia po południu odbyła się potężna kontrmanifestacja z hasłami żądającymi wcielenia obszaru plebiscytowego w granice Polski. Dodajmy, że wzięło w niej udział około 15 tysięcy osób! Wszystkie te wydarzenia nieuchronnie prowadziły do kolejnej konfrontacji zbrojnej, tymczasem przypomnijmy, jaki to był okres: na wschodnich rubieżach Polska toczyła krwawą wojnę z bolszewikami i nic nie wskazywało na to, by szala zwycięstwa przechyliła się na jej korzyść.

Nikt jednak nie miał sentymentów. Była połowa roku 1920, a więc trudny okres niepowodzeń wojsk polskich w starciach z bolszewikami. I właśnie wtedy Hans von Seeckt (1866-1936), który w latach 1919-1926 byłem szefem Niemieckiego Sztabu Generalnego, powiedział: "Odrzucam pomoc dla Polski, nawet wobec niebezpieczeństwa, że może zostać pochłonięta. Przeciwnie – liczę na to." W ten sposób rząd niemiecki oficjalnie zadeklarował poparcie agresji bolszewickiej przeciwko odrodzonemu państwu polskiemu, co na przełomie lipca i sierpnia 1920 roku przełożyło się na wzmożony sabotaż i blokowanie wszelkiej pomocy dla walczącej Polski.

 

Blokada pomocy

 

W Gdańsku niemieccy dokerzy odmówili rozładunku statków z ekwipunkiem wojskowym przeznaczonym dla Wojska Polskiego, gdy tymczasem niemiecka broń, sprzęt wojskowy, a nawet ochotnicy w znacznym stopniu wzmacniali bolszewicką ofensywę. Przykład ten dopingował do podobnych akcji lokalne ugrupowania samoobrony niemieckiej, które na obszarze plebiscytowym jawnie zaczęły występować przeciwko wojskom francuskim sprzyjającym walczącej Polsce. Rozpętała się wielka akcja propagandowa wspierana brutalną siłą połączoną z sabotażem. Nie ominęła ona również Rybnika, a dała o sobie znać np. w sierpniu 1920 roku podczas wielkiego zgromadzenia ugrupowań samoobrony, które odbyło się w parku miejskim,

Organizatorzy nawoływali do protestów przeciwko transportom francuskim podążającym przez tereny Niemiec na front polsko-rosyjski. Doszło wtedy do krwawych ekscesów, w wyniku których dwóch kontrmanifestantów zostało zastrzelonych, zaś innych ciężko pobito. W Gliwicach niezidentyfikowani sprawcy skierowali lokomotywę w kierunku pociągu przewożącego broń i amunicję do Polski. Doszło do zderzenia, na skutek którego kilku żołnierzy francuskich straciło życie, a transport tak potrzebnej broni nie dotarł do polskich żołnierzy odpierających bolszewicką inwazję.

 

Mord na ulicy

 

16 sierpnia 1920 roku w Katowicach wybuchła trzydniowa rewolta, w trakcie której plądrowane i niszczone były sklepy, a uzbrojone grupy wyrostków napadały i nieraz katowały każdego napotkanego przechodnia podejrzanego o sprzeczne poglądy narodowościowe. Właśnie w czasie tej zawieruchy, 17 sierpnia 1920 roku, na ulicy w bestialski sposób zamordowany został polski działacz plebiscytowy, lekarz Andrzej Mielęcki (1864-1920). Jego mordercy zostali pojmani 24 czerwca 1921 roku w Nikiszu. Okazali się nimi 26-letni Wilhelm Klimisz z Szopienic oraz 23-letni Artur Gesel z Róździenia, którym zleceniodawcy za ten mord obiecali po dwa tysiące marek niemieckich.

Tego pokroju ludzie, dla których nic nie znaczyły narodowe i religijne świętości, podsycani przez agitatorów i dodatkowo dopingowani korzyściami materialnymi, stawali się bardzo groźni i bezwzględni. Ostatecznie kres tym krwawym harcom położyła dopiero stanowcza interwencja wojsk francuskich, podczas której na ulicach Katowic kule z karabinów żołnierzy zabiły dziesięciu agresywnych młodych ludzi.

 

Drugi zryw

 

Cały szereg podobnych wydarzeń stał się przyczyną wybuchu drugiego powstania, które zaczęło się 19 sierpnia 1920 roku, trwało sześć dni (do 25 sierpnia) i objęło swym zasięgiem znaczną część obszaru plebiscytowego. Czas wywołania akcji zbrojnej był sprzyjający dla Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Minęło już bowiem prawie siedem miesięcy od wycofania z obszaru plebiscytowego wszelkich jednostek wojsk niemieckich, zaś pokojowe wojska państw sojuszniczych głównie stacjonowały w większych miastach i unikały konfrontacji siłowych z miejscowymi bojówkami.

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.