post image
Łukasz Kohut wraz z rodzicami / Adrian Karpeta

 

Mam nadzieję, że dzięki moim zdjęciom poczujecie, co mam na myśli – mówił Łukasz Kohut w czasie wernisażu swojej wystawy.

 

W Galerii Smolna otwarto wystawę fotografii Łukasza Kohuta, "Śląska melancholia". – Moja melancholia to coś więcej niż śląski krajobraz o poranku czy konająca kopalnia. Coś więcej niż umierające drzewa czy zapach bzu. To raczej stan duszy. Bardzo dobrze opisał ten stan profesor Zbigniew Kadłubek w swoich "Listach z Rzymu". Odczuwam to podobnie, mieszkałem przez ponad pięć lat poza granicami kraju i zawsze jednakowo tęskniłem do tego naszego hajmatu. Bo Śląsk to właśnie hajmat: nie kraj, nie region, coś pomiędzy Nibylandią a krainą industrii. Mam nadzieję, że dzięki moim zdjęciom zrozumiecie, co mam na myśli, mówiąc o śląskiej melancholii – mówi Łukasz Kohut, jeden z felietonistów Tygodnika Regionalnego "Nowiny".

Ale na wystawie jest m.in. zdjęcie odchodzącej kopalni, Anna. – Przejeżdżam obok bardzo często i fotografuję ją. Utrwalam jej konanie, kawałek po kawałeczku. Poznałem już pana dozorcę, wpuszcza mnie i pozwoli robić zdjęcia – opowiada Łukasz. Na ekspozycji są kadry z opuszczonego szpitala w Raciborzu. – Wiedziałem o istnieniu tego szpitala i kiedy byłem w Raciborzu, zajrzałem tam. Drzwi były otwarte. Strasznie bałem się wejść. Ale spotkałem dziewczynę, która miała podobny zamiar i razem weszliśmy do środka. Ona urodziła się w tym szpitalu, oprowadziła mnie po nim. Słyszeliśmy jakieś odgłosy, okazało się, że to robotnicy przesuwali na dziedzińcu metalowe kosze – opowiada fotograf.

Jest krzyż z dzielnicy Smolna, który stoi przed blokami przy ulicy Kilińskiego, jest osiedle Nowiny. Poza tym kilka zdjęć zrobionych z lotu ptaka. – 24 sierpnia zeszłego roku miałem okazję lecieć balonem, o poranku, były doskonałe warunki. Mieliśmy lecieć nad Rybnikiem, a wiatr skierował nas w okolice Czerwionki, więc sfotografowałem m.in. kopalnię Dębieńsko – mówi Łukasz Kohut. Każde zdjęcie to inna historia. – Sfotografowałem tory w Radlinie, na których doszło kiedyś do morderstwa Ślązaka. W latach 50., kiedy na Śląsk wprowadziło się dużo napływowych osób, to zamieszkało właśnie w okolicy tego miejsca. Ci ludzie często chodzili na imprezy do Niedobczyc i do Popielowa, zdarzały się konflikty na tle etnicznym – opowiada autor.

Zdecydowanie warto zobaczyć. Jest czas, bo wystawa potrwa do 25 września. Polecamy!

Komentarze

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.