post image
Ireneusz Stajer Roman Łuczak mówi, ze jest całkowicie niewinny, próbował tylko pomóc odartej z intymności chorej kobiecie

Ireneusz Stajer

5 kwietnia 2019 roku mieszkańców jednego z bloków na osiedlu Sikorskiego zbulwersowała interwencja policjantów oraz ratowników medycznych. Ich zdaniem służby w skandaliczny sposób potraktowały chorą psychicznie 60-latkę, którą nagą wyprowadzono do karetki. Zanim została zabrana do szpitala, miała jeszcze przez co najmniej dziesięć minut leżeć bez ubrania na chodniku. Dopiero sąsiad Roman Łuczak przyodział starszą panią tkaniną. Mieszkańcy nagrali duży fragment interwencji i udostępnili stacji TVN. O sprawie szeroko pisały też „Nowiny”. W rozmowie z reporterem naszego tygodnika, sąsiedzi podkreślali, że Łuczak zawsze jest pierwszy do pomocy.  

To jednak nie wobec funkcjonariuszy skierowano do sądu akt oskarżenia, ale przeciwko Romanowi Łuczakowi. „Naruszył nietykalność cielesną policjanta i ratowniczki medycznej. Popychał ich i szarpał stróża prawa za mundur podczas pełnienia obowiązków służbowych. Drugi zarzut dotyczył używania wulgarnych i obelżywych słów, przez co znieważył te osoby. Nadto za pomocą groźby zmuszał ratowniczkę do odstąpienia od czynności służbowych” - ustalił prokurator z Jastrzębia-Zdroju, bo śledczy z Żor musieli wyłączyć się ze sprawy, której stroną jest miejscowy stróż prawa.      

Dziś 26 lutego Sąd Rejonowy w Żorach uznał Romana Łuczak za winnego, ale warunkowo umorzył postępowanie karne. 

- Okoliczności popełnienia tych czynów przez oskarżonego nie budzą żadnych wątpliwości. Jednakże wina oskarżonego i społeczna szkodliwość nie są znaczne, choć nie znikome. Dlatego sąd umarza postępowanie karne na okres próbny jednego roku – orzekła sędzia Wioleta Stępień.  

Dodatkowo zasądzono od pana Romana na rzecz oskarżycielki posiłkowej 200 złotych tytułem nawiązki oraz 1 008 zł jako zwrot wydatków na wynagrodzenie dla pełnomocnika i kosztów dojazdu w wysokości 300,90 zł. Nadto opłatę w wysokości 60 zł dla Skarbu Państwa i obciążył kosztami postępowania w kwocie 70 zł. Sumując to ponad 1,6 tys, zł.

Wioleta Stępień podkreśliła, że kierowała się materiałem dowodowym, zeznaniami świadków, zapisem z monitoringu oraz wyjaśnieniami samego oskarżonego. 

- Nie ma wątpliwości, że oskarżony popchnął ratowniczkę, używał wobec niej słów wulgarnych i obraźliwych. Zagroził, że jak się nie odsunie, to ją uderzy. Motywacją jednak do takiego działania była chęć okrycia szlafrokiem nagiej pani Krystyny. Konsekwentnie robił wszystko, by okryć kocem nagie ciało kobiety – mówiła sędzia.

Sąd ustalił też, że oskarżony szarpnął policjanta za ramię i użył słów „ty deb...”. Mundurowi interweniowali wobec pani Krystyny, podobnie jak służby medyczne. Byli więc funkcjonariuszami publicznymi.    

- Choć pani Krystyna na początku nie chciała iść do karetki, nie stawiała jednak oporu w mieszkaniu ani po wyjściu z niego, co wynika z zeznań wielu świadków. Schodziła po schodach. Na półpiętrze, zaczęła stawiać opór fizyczny. Zapierała się o balustradę. Od tego momentu zastosowano wobec kobiety środki przymusu – mówiła sędzia. 

Pani Krystyna miała z początku na sobie odzienie, które spadło na klatce schodowej. To wywołało u sąsiadów, w tym Romana Łuczaka wzburzenie i silne emocje.  

- Nie wyłącza jednak oskarżonego z odpowiedzialności karnej. Nie można uznać, że działał w stanie wyższej konieczności, i że nie jest to zachowanie społecznie szkodliwe – mówiła sędzia.

Kontynuowała, że zaklinowanie się nogi pani Krystyny o barierki było skutkiem stawiania przez nią czynnego oporu. Nie może być uznane za bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dlatego sąd nie przyjął, że oskarżony działał w stanie wyższej konieczności. Pani Krystyna rzeczywiście była sprowadzana do karetki w pozycji leżącej, ale było to skutkiem jej odruchów oraz zamieszania na klatce schodowej. 

- Ratowniczka trzymała okrycie kobiety, ale cały czas koncentrowała się na odpieraniu ataków, co widać na nagraniu. Były też okrzyki, wrzaski. Ratowniczka nie była w stanie nałożyć okrycia – usłyszeliśmy. 

Umarzając warunkowo postępowanie, sąd wziął pod uwagę przede wszystkim okoliczności popełnienia czynów, motywację sprawcy, sposób w jaki działał i charakter dóbr naruszonych – osobistych policjantów. Oskarżony był dotąd niekarany, sąd przyjął wobec niego pozytywną prognozę kryminologiczną, że będzie przestrzegał porządku prawnego. To przypuszczenie oparto na podstawie jego postawy, stosunku do wartości. Zdarzenie uznano za incydentalne, wynikające ze zbiegu okoliczności.           

- Oskarżony jest osobą wrażliwą. Jego cechy charakteru, emocjonalność i temperament, dotychczasowy sposób życia pozwoliły sądowi przyjąć, że konieczne jest dalsze postępowanie i wymierzenie mu kary – spuentowała sędzia.

Wyrok jest nieprawomocny. Po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem strony będą mogły apelować w sądzie wyższej instancji.
Pan Roman mówi, że zaskarży orzeczenie, bo jest niewinny. Kwestionuje niektóre ustalenia sądu. 

- Jak mogłem przyjąć taki wyrok. Po pierwsze, pani Krystyna nie schodziła po schodach, tylko była wleczona, ale nikt mnie nie słuchał. Mam wrażenie, jakby sąd nie wziął pod uwagę moich wyjaśnień. Byłem tam od początku do końca. Ja wezwałem policję, sąsiadka pogotowie – mówi pan Roman.

Podkreśla, że stał przy drzwiach pani Krystyny. Wszystko widział i słyszał. Lecząca się psychiatrycznie kobieta miała przez 20 minut być w mieszkaniu naga w obecności policjantów i ratowniczki medycznej. Nie była ubrana.

- Oh, chyba nie warto pomagać. Gdybym wtedy zostawił bez okrycia sponiewieraną panią Krysię, nie miałbym dziś kłopotów. Ale miałbym nieczyste sumienie... - zastanawia się pan Roman. 


  

Galeria

Image alt Image alt Image alt

Komentarze

  • Kamil I tak rodzi się znieczulica wśród ludzi.
  • Francik Roman nie winny.Naga kobieta na klatce schodowej, to co to za interwencja służb mundurowych i medycznych - wstyt.
  • wampier wampirsedzia żydowska swinia do wygnania

Dodaj Komentarz

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany.