post image
Materiały prasowe

Niedawno minęły dwa lata Twojej pracy w Parlamencie Europejskim. Wygląda to tak, jak sobie wyobrażałeś?

Robię to, co zawsze chciałem robić, co lubię robić, co sprawia mi satysfakcję. W Parlamencie pracuję w trzech komisjach: CULT (kultury i edukacji), LIBE (wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych) i ITRE (przemysłu, badań naukowych i energii). Każda z nich jest dla mnie ważna z powodów moich zainteresowań, przekonań, lub – jak ta ostatnia – z powodu konieczności dbania o śląskie interesy. No, ale poza Parlamentem nie zapominam o regionie – traktuję ten mandat poselski jak misję. Chcę przybliżać działania instytucji europejskich obywatelom.

Możesz wyjaśnić te ostatnie bliżej? To nie jest takie oczywiste dla każdego.

W ITRE pracowaliśmy na przykład nad Funduszem Sprawiedliwej Transformacji. Krótko mówiąc chodziło o pieniądze przeznaczone dla regionów, które ze względu na wyzwania klimatyczne muszą zmienić swój profil gospodarczy. Modelowym przykładem takiego regionu jest województwo śląskie, a w nim region rybnicki. Chcieliśmy sporo jako Parlament, finalnie udało się nam wynegocjować kwotę 40 miliardów euro na ten cel. Niestety, w czasie późniejszych obrad Rady Europejskiej Premier Morawiecki mając inne priorytety doprowadził do obcięcia tej kwoty do 17.5 miliarda. Dla mnie było i jest to całkowicie niezrozumiałe. Polska miała być beneficjentem około 25% tych pieniędzy, z których województwo śląskie miało otrzymać prawie połowę. Fanfaronada PISu odebrała Polsce aż ponad 5.5 miliarda Euro, samo województwo śląskie straciło zaś około 3 miliardów Euro. Niby człowiek wie, że Śląska z Warszawy nie widać, ale jednak się łudził.

Mówimy o ogromnych pieniądzach, które miały pomóc w rozwoju Śląska...

Dzisiaj, zaledwie pół roku później, rząd w końcu przestał oszukiwać górników, mówi o konieczności zamykania kopalń. Szuka pieniędzy na ten cel w kieszeniach wszystkich mieszkańców Polski. Przy czym na ogół zapomina o setkach i tysiącach niewielkich firm około górniczych, które też mogły otrzymać wsparcie z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Ja z domu wyniosłem naukę, że o trudnych sprawach lepiej zawczasu rozmawiać, że unikanie rozmowy o problemach ich nie rozwiązuje. Obecny rząd najwyraźniej nie wyniósł z domu żadnej kindersztuby, oszukiwano górników do końca, do ostatnich wyborów prezydenckich. A później 2 tygodnie po wyborach – ogłoszono im informację o zamykaniu kopalń. Ja uznałem, że lepiej mówić prawdę. I miałem rację. Ostatnio pojawiły się bardzo ciekawe badania Klubu Jagiellońskiego odnośnie preferencji politycznych wśród górników – okazuje się, że duża część z nich docenia moją pracę w Parlamencie Europejskim i prawdę, którą przekazuję im regularnie w moich social mediach. Lepsza trudna prawda zakomunikowana wcześniej niż kłamstwa i działania na ostatni moment jak to robi rząd Morawieckiego.

Poza pracą w komisjach są jeszcze sesje plenarne Parlamentu. Obserwując je można zauważyć, że jesteś świetnym mówcą, nawet na tle na ogół niezłych parlamentarzystów europejskich. Niedawno widziałem, że w ciągu jednego dnia miałeś aż cztery wystąpienia. Mój przyjaciel – muzyk – skomentował to, że to jak dać cztery koncerty jednego dnia. To naprawdę aż tak wyczerpujące?

(śmiech) Wtedy naprawdę miałem dość, byłem bardzo zmęczony. Czasami zdarzają się dwa, trzy wystąpienia jednego dnia. Cztery to był faktycznie maraton. To się wydaje łatwe, samo przemówienie jest krótkie, najczęściej mamy tylko minutowe. Trzeba się jednak do niego wiele godzin przygotowywać. Przemówienie jest faktycznie formalnym przedstawieniem wcześniejszych ustaleń, negocjacji, rozmów. Czasami deklaracją. Pominięcie jednego słowa może zmienić sens, znaczenie tego wszystkiego, zaprzepaścić wcześniejszą pracę. Te wystąpienia w czasie posiedzeń komisji lub sesji plenarnych w zasadzie podsumowują wcześniejsze rozmowy. Dlatego tak fundamentalne znaczenie ma płynna znajomość języków obcych, bez niej europosłowie właściwie niczego nie mogą sensownie przeforsować, przekonać innych do swoich racji. Nie pomaga też świadomość, że wystąpienie jest zapisywane, każda pomyłka będzie zauważona i wytknięta. Mnie jednak adrenalina, tak jak muzykom w czasie koncertów, pomaga. Zawsze lubiłem rock n rolla.

Jaki wpływ na pracę Parlamentu Europejskiego miała pandemia i związanie z nią obostrzenia?

Pandemia mocno zmieniła pracę Parlamentu Europejskiego. Posłowie wybrali różne dopuszczone modele pracy. Część pracowała wyłącznie zdalnie, online. Tylko z tego powodu na pewno nie było łatwiej. Nie chodzi nawet o to, że debaty w ramach komisji i sesji plenarnych toczyły się online. To, jak mówiłem wcześniej, jest jedynie zwieńczeniem wcześniejszej pracy. Przede wszystkim utrudniała to, co najważniejsze – wcześniejsze spotkania i dyskusje kuluarowe, uzgadnianie stanowisk, wskazywanie i przekonywanie do własnego punktu widzenia. Z drugiej strony okazało się, że jest to miejsce świetnie zaprojektowane. Właściwie wszystko, co posłowi jest potrzebne na co dzień, do życia i do pracy, jest na miejscu, w jednym budynku. Można w nim spędzić cały roboczy tydzień, nie wychodząc na zewnątrz, co z powodu restrykcji covidowych i tak nie miało sensu. Dzięki temu praktycznie od rana do późnego wieczora można było skupić się na efektywnej pracy. Mam poczucie, że wykorzystałem ten czas dobrze – z mało znanego posła stałem się jednym z najbardziej rozpoznawalnych. Nie tylko dzięki wystąpieniu w języku śląskim, ale to wystąpienie na pewno przejdzie do historii Parlamentu Europejskiego i Śląska.

Opisz, proszę, Twój typowy dzień pracy w Brukseli.

Wynajmuję mieszkanie 300 metrów od Parlamentu. Poranna kawa, białkowe śniadanie i już od godziny 8 jestem w Parlamencie. Tygodnie dzielą się na komisyjne, plenarne i grup politycznych. Każdy tydzień jest dokładnie zaprogramowany i zaplanowany. Od poniedziałku do piątku. W międzyczasie intergrupy, spotkania, negocjacje poprawek, rozmowy z dziennikarzami, często zajęcia ze studentami. Z Parlamentu wychodzę na ogół po 22. Mam nawet w brukselskim biurze steper, żeby nie wypadać z formy fizycznej. Jednocześnie trzeba być na bieżąco ze sprawami, które dzieją się w polityce krajowej. Duża dywersyfikacja działań. Ale to mnie napędza. Krok po kroku Śląsk zaczyna być dostrzegany w Europie i w polskich mediach.

 

Jak wyglądała kwestia Twoich dojazdów? Wiemy, że każdy weekend aktywnie spędzasz w regionie, spotykając się z samorządowcami, organizując Śląską Sztamę czy prowadząc kampanię informacyjną w związku ze Spisem Powszechnym, interweniując tam, gdzie mogłeś pomóc...

Cotygodniową drogę między Rybnikiem a Brukselą pokonuję samochodem. Zajmuje to niewiele więcej czasu niż podróż samolotami. Nie ma bowiem bezpośredniego połączenia ze Śląska do Brukseli. Mogę za to jechać, wtedy kiedy chcę i kiedy jest to dla mnie wygodne, a w czasie najsurowszych restrykcji było to dodatkowo dużo prostsze. Przy okazji mam wtedy czas na spokojne przemyślenie aktualnych problemów, rozpisania sobie w głowie strategii na najbliższy tydzień, rozmowy telefoniczne (często trwa to kilka godzin w czasie trasy) czy odsłuchanie zaległych programów publicystycznych. Nie ma nudy!

Dziękuję za poświęcony nam czas. W imieniu wszystkich czytelników Nowin i swoim życzę Ci dalszej wytrwałej i równie skutecznej pracy dla nas wszystkich.

 

Z Posłem do Parlamentu Europejskiego Łukaszem Kohutem rozmawiał: Jan J. Lubos

 

Komentarze

  • Mateusz 22 lipca 2021 13:45Chyba najbardziej odpowiednia osoba na stołku w europarlamencie, która reprezentuje nasz kraj!
  • Inspektor 24 lipca 2021 06:55Panie Lukaszu,no to skoro juz Pan tam jezdzi samochodem,to zamiast tam skuczec o porzyczki moze wystapi Pan o ujednolicenie prawa drogowego aby takie Panstwa jak Slowacka czy Slowenia nie zerowaly na mandatach.Np obcokrajowiec zatrzymany za granica jest karany przeslaniem wniosku o wystawienie sumy do mandatu wg kwot obowiazujacych dla zakresow panstwa pochodzeni kierowcy.

Dodaj Komentarz