post image
Dominik Gajda Ludwik Mańdok pisze o tym, co sam przeżył

Ireneusz Stajer

- Tak dużo książek ukazuje się o polityce, a o naszym życiu wcale. Postanowiłem wypełnić tę lukę. Pokazać, jak żyli przez wieki rolnicy z Suszca – nie kryje drobnych pretensji do wydawców Ludwik Mańdok.

Niczym noblista Władysław Reymont przedstawił dawną codzienność wiejskiej społeczności na przestrzeni czterech pór roku. Rytm życia suszczan wyznaczała orka, siew, potem żniwa i wykopki ziemniaków. Doglądanie w oborach krów żywicielek, świnek i drobnego inwentarza. Zimą drogi zasypywał śnieg, a bywało, że zaspy sięgały po same okna domów. 

- Nic bardziej nie odciska piętna na człowieka, jak dzieciństwo i młodość. Nie miałem lekkiego życia. Po wojnie, będąc półsierotą pasałem bydło u suszeckich gospodarzy. Obserwowałem wówczas ich zwyczaje, metody pracy i rodzinne życie. O tym wszystkim napisałem w książce, która prawdopodobnie ukaże się nakładem domu kultury w Suszcu – mówi pan Ludwik. 

Tragedia Gornośląska

Historia rodziny Mańdoków wpisuje się w Tragedię Górnośląską. Wybuch drugiej wojny światowej pokrzyżował jego rodzicom Wawrzyńcowi i Katarzynie plany budowy nowego domu i rozbudowy gospodarstwa.

- Pod koniec sierpnia tato został powołany do polskiego wojska. Po kilku miesiącach szczęśliwie wrócił do domu. Przed nadejściem frontu, 20 stycznia 1945 roku Niemcy wzięli go do  tzw. Volkssturmu, formacji obronnej o charakterze pospolitego ruszenia – wskazuje suszczanin. 

Jednostka została rozbita w rejonie Koziegłów kolo Częstochowy. Wawrzyniec trafił do poniemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu, którym teraz zarządzali Sowieci. Po kilku miesiącach wraz z innymi niemieckimi jeńcami przewieziono go do Nowosybirska. Dość szybko, wskutek choroby został zwolniony, ale zmarł w drodze powrotnej do domu.

- Ponieważ w czasie okupacji rodzicom nadano drugą grupę Volkslisty, komuniści odebrali nam gospodarstwo i przekazali Skarbowi Państwa, a rodzinę wywieźli... Matka z rodzeństwem trafiła do obozu wysiedleńczego w Kobiórze. Po wstępnej weryfikacji zostali warunkowo zwolnieni, ale przez ponad dwa lata co dwa miesiące mama musiała zgłaszać się w sądzie, aż do zakończenia weryfikacji – wspomina pan Ludwik. 

Pomogli sąsiedzi

Pozbawieni środków do życia Mańdokowie, przez sześć lat musieli pracować u suszeckich gospodarzy.

- Zdobyliśmy wówczas tyle doświadczenia i wiedzy, że starczyło nam na całe życie – stwierdza autor.

Udało mu się odtworzyć drzewo genealogiczne rodziny ojca i matki do około 300 lat wstecz. Mańdokowie i Mrozikowie od wieków byli związani z ziemią pszczyńską.

- Życie trwało wtedy krócej, a umieralność wśród dzieci była bardzo duża. Jeżeli chodzi o zawieranie małżeństw, kierowano się zasad, by rolnicy pobierali się z rolnikami. Podyktowane było to troską o jakość gospodarzenia. Zakładając rodziny w swoim zawodowym kręgu młodzi lepiej się rozumieli, gdyż praca na roli wymagała ogromnej praktycznej wiedzy. Tak było do polowy XX wieku. Obecnie mało kto przestrzega tych zasad – wyjaśnia pan Ludwik.

Geniusz bez fakultetów

Jemu samemu zabrakło czasu na studiowanie, choć miał ciąg do wiedzy, bo cały czas pracował zawodowo i na roli.

- Mnie nie udało się, ale córka ma wykształcenie wyższe związane z medycyną, wnuk Łukasz jest magistrem inżynierem górnictwa i zarządzania, wnuczka Aneta ekonomistką logistykiem. Choć studia nie są najważniejsze, ludzie bez cenzusów też dają sobie w życiu świetnie radę – podsumowuje pan Ludwik.  

Ukończył „tylko” zaocznie technikum kolejowe w Gliwicach. A, że po nocach czytał mnóstwo książek i fachowych artykułów, wie tyle jakby zaliczył kilka politechnicznych fakultetów.  

- Do zeszłego roku uczyłem się z wnukami. Przerobiłem z nimi cały tok studiów aż po prace magisterskie i inżynierskie – śmieje się suszecki pisarz.

11 lipca skończył 84 lata.

- Jestem rodowitym suszczaninem, Ślązakiem, synem rolnika. Pomagałem rodzicom w kilkunastohektarowym gospodarstwie blisko 30 lat, dziadkowie mieli około 40 hektarów ziemi – opowiada. 

Kolejowe patenty

Na jego rozlicznych talentach poznali się już w wojsku. Po służbie zasadniczej w latach 1957 – 1959 pana Ludwika skierowano do podoficerskiej szkoły pancerniaków. Potem intensywnie szkolił się z zakresu wojskowości i został nawet dowódcą plutonu. Nie wiązał jednak przyszłości z armią.  Po powrocie do Suszca, zatrudnił się w Zakładach Wytwórczych Urządzeń Sygnalizacyjnych w Żorach, przed laty jednym z większych pracodawców. Jako kierownik nadzorował cały proces technologiczny. Opracował ponad 130 projektów racjonalizatorskich, cztery wzory użytkowe stosuje się w kolejnictwie do dziś! Jest np. współautorem hamulca torowego, bardzo ważnego patentu o znaczeniu światowym, nagrodzonego na międzynarodowej wystawie w Brukseli. Był też doradcą technicznym w ZWUS-ie. 

Po ślubie z Anną Mrozik w 1965 roku kupił działkę, sam ciekawie zaprojektował  i wybudował z małżonką dom. Tato Anny był gajowym. 

Nie lubię „pływania”

Mańdokowie należą do Kościoła ewangelicko – augsburskiego. Na prośbę proboszcza parafii w Pszczynie, w związku z jubileuszem 500. lecia Reformacji pan Ludwik napisał świetnie udokumentowaną książkę „Ewangelicy w Suszcu – od czasów Reformacji do dziś”. Publikacja ukazała się nakładem Ewangelika Pszczyńskiego w 2018 roku.

- Nie lubię „pływania” zamiast faktów. Stąd w moich pracach bardzo istotne są źródła, bibliografia, które przytaczam choćby w przypisach – zaznacza.  

Identyczną metodologię zastosował pisząc o Suszcu. Zaczął od dokumentacji, zgromadził dostępną na ów temat literaturę, wyrysował szczegółowe mapki miejscowości, odtworzył swoje wspomnienia. Zapisał w brulionie, gdzie i w jakim okresie żyły poszczególne rodziny, czym się zajmowały, jak duże miały gospodarstwa i z jakim inwentarzem. Potem spisał wszystko o kolei, kiedy i kto zbudował linię biegnąca z Rybnika przez Żory do Pszczyny. Tekst zawiera szereg informacji technicznych, interesujących z perspektywy lat. 

W swojej najnowszej pracy wymienia rolników z imienia i nazwiska, podaje nazwy narzędzi i maszyn, których młodsze pokolenia nie widziały na oczy.

- Nikt mnie nie oszuka, bo wszystkie opisane prace na roli wykonywałem własnymi rękoma – uśmiecha się autor.

Książka powstała w miesiąc na szpitalnym łożu w Bielsku – Białej, 84-latek jest bowiem poważnie chory. Nie traci jednak pogody ducha i cieszy się świetną pamięć. Zgromadził też wiele zdjęć. Kogoś nieznającego dziejów Górnego Śląska może zainteresować wykaz przynależności państwowej Suszca i okolic. Były to: IX-wieczne Państwo Wielkomorawskie, Polska, Korona Czeska, Austria, Prusy, Niemcy, znowu Polska, okupacja hitlerowska i na krótko okupacja sowiecka, a od 1945 roku Polska.  

Ludwik Mańdok ma pomysł na kolejne dwie publikacje o podobnej tematyce. Siądzie do pisania, o ile pozwoli zdrowie. 
 

Komentarze

  • Grymlino. 01 sierpnia 2021 13:46Gratuluję Autorowi odwagi i siły! Chętnie przeczytam, bo moi przodkowie też byli mieszkańcami Suszca. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!
  • Hania 02 sierpnia 2021 08:24Świetny pomysł, ja też chętnie poczytam. A Panu Ludwikowi życzę wszystkiego dobrego.
  • Jerzy Herrmann 02 sierpnia 2021 09:29Panie Mańdok serdecznie Pana pozdrawiam ,też jako wieloletni pracownik ZWUS Żory Jerzy Herrmann.
  • J J Pytlikowie 02 sierpnia 2021 10:30Życzymy zdrowia i wydania książki
  • Beata 02 sierpnia 2021 17:08Wujku gratulujemy tak wspaniałego dzieła i czekamy na kolejne!
  • Woziwoda 02 sierpnia 2021 18:00Na stronach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej dostępna jest "Bitwa pszczyńska 1939" Janusza Ryta, pszczyńskiego architekta, który pasjonuje się historią. M.in. najbliższej, pszczyńskiej okolicy. Ponieważ swoje opracowania historyczne przygotowuje z zacięciem naukowym (źródła, przypisy) warto, aby ktoś namówił Pana Ludwika Mańdoka do podobnego udostępnienia swojego (swoich) opracowania dla pożytku podobnych mu pasjonatów historii swojej najbliższej okolicy. Po lekturę pracy człowieka, który w opisywanej historii zawarł też własne doświadczenia życiowe, o wiele chętniej się sięga niż po prace kogoś, kto tę historię opisuje bez własnego w niej udziału.

Dodaj komentarz