fot. Dominik Gajda
fot. Dominik Gajda

M.R.: Dlaczego do tej pory nie miałam pojęcia o Pana istnieniu? Śledzę profile influencerów modowych, zaś Pan zdecydowanie wyróżnia się na tle innych; jest Pan takim naszym „kolorowym ptakiem”, od którego nie sposób oderwać wzroku. Zatem –  jak to jest możliwe? Czy Panu zależy na zasięgu tego, co Pan robi w mediach, czy niekoniecznie – czy to jest tylko dla wybranych?

A.Ż.: W ogóle nigdy nie bawiłem się modą jako taką, w ogóle się tym nie interesowałem. Ubierałem się, co zawsze podkreślałem i podkreślam – dla siebie. Zawsze się ubierałem inaczej, zakładając, że kolory są niezwykle ważne. Gdy dorosłem, ukończyłem studia, niestety tych kolorowych rzeczy było niewiele na rynku i jedynie na targowiskach istniała możliwość zakupu jakichś ciekawych rzeczy.

Zawsze ubierałem się w sposób skoordynowany, czyli rzadko używałem garniturów w sensie „total look” – zamiast tego dodawałem albo inne spodnie, albo inną marynarkę – kombinowałem… Jeżeli już musiałem ubrać się w stylu „total look” (czyli garnitur jako całość w jednym kolorze), to wtedy zawsze krawat, poszetka, kapelusz – były wisienką na całej stylizacji, wyróżniającą się spośród wszystkich ubierających się tak samo jak zwykle (tzn. czarny, granatowy, brązowy garnitur). Wraz z upływem lat, coraz bardziej zaczynałem się wyróżniać swoimi stylizacjami. Z czasem pojawiły się większe możliwości zakupu kolorowej odzieży, dodatkowo często wyjeżdżałem za granicę , przez co coraz dokładniej kompletowałem moją garderobę, która do dzisiaj jest bardzo kolorowa. J Ubierałem się wcale nie inaczej niż dzisiaj. Nigdy nie kierowałem się ani trendami, ani aktualnie panującą modą.

Dodatkowo kocham zwiedzać sklepy.

M.R. Dlaczego mężczyźni w większości nie ubierają się kolorowo?

A.Ż. Po pierwsze - zawsze byłem przekonany, że inni mężczyźni widzą kolory tak samo jak ja. Od dziecka wpaja się nam, że ubiór powinien być taki, a nie inny.

U nas elegancja  jest zawsze taka sama: czarny, granatowy garnitur; biała koszula i czarny (ew. granatowy) krawat – zatem nikt nie ma prawa się wyróżnić. Czyli panowie prawdopodobnie obawiają się  efektu „lampy”, tzn. „wszyscy na mnie patrzą”.

M.R. W jaki sposób odkrył Pan, że jest tetrachromatykiem? Co to oznacza?

A.Ż. To było w Londynie. Zaproszono mnie na  sprawdzian rozróżniania kolorów. Oprócz mnie było tam jeszcze kilkanaście osób z całego świata. Ja akurat trafiłem na kolor żółty. W pierwszej wersji na jakieś 24 odcieni odgadłem 14. Podeszły osoby, które poprosiły, abym podszedł do zadania raz jeszcze. Odgadłem wówczas 17 odcieni. Oceniono, że „jestem niesamowity”.

Druga część testu polegała na tym, że mieszano farby i trzeba było odgadnąć, ile w danej mieszaninie widzi się odcieni, np. fioletu, zieleni itp. Po raz kolejny okazało się, że mam najwyższy wynik. Wówczas poinformowano mnie, że należę do grupy tetrachromatyków. Tetrachromatyk, czyli osoba, która widzi trochę więcej kolorów. Przy czym ja mam jakiś indeks, że jeszcze dodatkowo widzę odcienie, czyli wpływ koloru na kolor.

Takich jak ja, czyli tetrachromatyków, jest około 8-10% populacji świata (według danych książkowych), czyli to jest około 800 mln ludzi. Wśród pań jest ich więcej – bo ponad 50%.

M.R. Rozumiem. Czyli Pan to wszystko robi świadomie?

A.Ż.: Nie, to nie jest świadomie. Świadomie tym sensie, że jak się ubieram, to mam wrażenie, że wszyscy tak robią  tzn. też widzą kolory. Nasz mózg nie zapamiętuje kolorów. Od czasu do czasu postawię na ciekawą stylizację, którą po kilku dniach chcę odtworzyć, ale nie jest to już możliwe.

Ja nie planuję swojego ubioru. Nie zastanawiam się, czy idę na ważne spotkanie – ubieram się po prostu dla siebie. Nie zwracam uwagi na to, co wypada, a co nie. Z racji pełnionych funkcji swój ubiór w minimalny sposób przystosowuję do okoliczności z elementem pastelowym.

M.R:. Czyli dzień wcześniej nie przygotowuje Pan stylizacji?

A.Ż.: Nie. Tylko przed ważnymi spotkaniami związanymi z moją funkcją. Jeżeli zaś chodzi o luźne, niezobowiązujące spotkania – to nigdy. Nikt mnie nie stylizuje. Działam zgodnie ze swoim doradcąinstynktem”. Na pewno jednak ubieram się inaczej niż wszyscy.

Gdyby nie salon domu mody w  Berlinie i wizyta w jego siedzibie w Londynie , to w ogóle nie byłoby mnie w mediach społecznościowych. Na Instagramie jestem tylko dlatego, że przez rok dom mody mnie to tego intensywnie nakłaniał.

M.R.: Na czym polega Pana praca dla domu mody?

A.Ż.: 95% pracy dla tego domu mody to wybór kolorów dla płci żeńskiej. Początkowo robiłem to dla panów, ale okazało się, że sprzedaż była niezadawalająca.

Taka ciekawostka - kiedyś pewne polskie firmy poprosiły mnie o to, abym im zaproponował kolorystykę i rzeczywiście tę kolorystykę wpuściły i też sprzedaż była niewielka.

M.R.: Dlaczego?

A.Ż. Bo ludzie w dalszym ciągu nie widzą kolorów! Mają wewnętrzne hamulce do ubierania się bardziej kolorowo. Zaproponowałem, żeby zacząć od spodni i polówek. I okazało się, że nawet one nie poszły w takim zakresie, jak np. w Azji. W Azji jedna z moich stylizacji zrobiła wręcz furorę. Wynika to z tego, że populacja Azjatów widzi więcej kolorów niż mieszkańcy naszej strefy klimatycznej.

M.R. Czy zatem nie chciałby Pan porzucić swoich dotychczasowych zajęć i zająć się tylko i wyłącznie modą?

A.Ż.: Nie ukrywam, że często w żartach wspominam o tym, iż gdybym wcześniej wiedział jakie mam zdolności, to nigdy nie poszedłbym na Politechnikę, i to jeszcze na Wydział Górniczy! (śmiech) Zająłbym się raczej czymś związanym z modą. Jednak w tej chwili sobie już tego nie wyobrażam i mimo wszystko w pełni wystarcza mi to, co jest dzisiaj.

Nie jestem osobą, która chce się jakoś specjalnie pokazać. Jestem rozpoznawalny nie tylko z powodu ubrań, ale też funkcji, którą pełnię.

Zdarza mi się obserwować Instagram i zauważyłem, że nie ma podobnych profili do mojego. Wszystko obraca się wokół kolorów monochromatycznych. Natomiast wystarczy dodać przykładowo – zieloną poszetkę – aby całkowicie urozmaicić tradycyjną stylizację, wystarczy chcieć.

M.R.: Mam pytanie dotyczącego swojego stylu. Wyczytałam kiedyś, że jestem klasycznym typem urody, który powinien stawiać właśnie na monochromatyczne barwy i raczej proste kroje.

A.Ż.: Robi Pani życiowy błąd. Zgodzę się jedynie z tym, że jest to stosowne w przypadku makijażu. Natomiast ubiór nie powinien być wybierany na podstawie sztywnych zasad, lecz na podstawie lustra – jeśli stoję przed lustrem i się sobie podobam – to to jest to! Ubierajmy się dla siebie, a będziemy piękni niezależnie od wieku. Lustro to nasza malarska paleta.

Kiedyś jedna ze stacji TV zaprosiła mnie do przygotowaniu programu o pastelowej stylizacji, lecz odpisałem, że nie mogę zrobić tego z prostej przyczyny – nie mogę kogoś wystylizować, jeżeli on nie widzi kolorów. A osoby, które mają ten dar i widzą – wystylizują się same.

Nie da się pisać o kolorze, jeśli ktoś go nie widzi. Stąd moja trudność w promowaniu konkretnej marki czy konkretnego stylu modowego.  Chociaż coraz więcej próśb na Bio w IG o opinię kolorowej stylizacji panów, co cieszy  lub stylizacji a la @pasteloweelegancja wśród pań i panów.

Możemy więc mówić jedynie o kolorach achromatycznych – czyli dla wszystkich.

M.R.: Słyszałam kiedyś o zasadzie, że nie można łączyć więcej niż 3 kolorów jednocześnie.

A.Ż.: Teoretycznie mogłoby się tak wydawać, ale niech się Pani nie przejmuje tymi sztywnymi regułami. Jeżeli w lustrze widzi Pani na sobie 5 kolorów, które dobrze się ze sobą komponują, to nie ma znaczenia trzymać się tych zasad. Ważne jest jednak, aby barwy właściwie ze sobą współgrały.

M.R.: A czy stylizuje Pan również swoją żonę?

A.Ż.: Absolutnie nie, wykluczone, ja nikogo nie ubieram. Mogę jedynie proponować. Mogę przykładowo dodawać dodatki, które będą współgrały; natomiast hołduję zasadzie, że to ja sam sobie muszę się podobać. Osobiście mogę jedynie zwiększyć percepcję odbioru poprzez zaproponowanie nie kroju (na tym się nie znam), ale uatrakcyjnić kolorystycznie czyjąś stylizację, poprzez zamianę kolorystyki (np. odcień ,nasycenie itd.) czy dodatki.

M.R.: Czy ma Pan jakiegoś guru modowego?

A.Ż.: Żadnego. Inspiruje mnie otoczenie, kwiaty, reklamy, rysunek na kalendarzu, połączenia kolorystyczne. Ale jeśli już miałbym się inspirować, to tylko otaczającą naturą.

M.R. Czy zwraca Pan uwagę na to, z czego wykonywane są poszczególne? Czy np. bierze Pan pod uwagę walkę  prawa zwierząt?

A.Ż.: Wcześniej zawsze zwracałem uwagę na materiały  a szczególnie na tzw. skrętność wełny czym wyższa tym lepsza. Ostatnio mniej interesuję się tym, z czego wykonane są dane ubrania. Obecnie spotykamy rewelacyjne mieszanki materiałów, które są rzeczywiście wysokiej jakości. Zwracam na to pewną uwagę, ale niekoniecznie się tym kieruję. 

M.R. Chciałam jeszcze zapytać o to, jak Pana zdaniem ubierają się mieszkańcy naszego regionu, ogólnie Śląska?

A.Ż.: Tak jak wszyscy, jak zawsze –  czyli szaroburo. I tutaj w zasadzie nie ma innej odpowiedzi. Ale nie jesteśmy wyjątkiem – cały świat się tak ubiera.  Istnieją jednak regiony: Afryka, Ameryka Południowa czy Azja, które jako jedne z nielicznych wyróżniają się na tym tle. Jak wcześniej wspomniałem widzą więcej kolorów.

M.R.: Czy poradzi nam coś, co powinniśmy nosić jesienią? Jak chciałby Pa;n, aby wyglądały rybnickie ulice w tym okresie?

A.Ż.:  A widzi Pani, już w pytaniu jest zawarta STYGMATYZACJA  porami roku.  Każdy się musi ubierać dla siebie, a nie dla ulicy, nie stygmatyzując swojego ubioru. Jeśli będziemy ubierali się dla siebie, to na pewno będziemy się czuli o wiele lepiej niż cała ulica.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Martyna Robek

 

Zachęcamy do śledzenia p. Andrzeja Żylaka w mediach społecznościowych:

Konto na Instagramie „PastelowaElegancja" (https://www.instagram.com/pastelowaelegancja/) obserwuje ponad 18,5 tys. osób. Większość z nich to kobiety.

Pana Andrzeja można również odnaleźć na facebooku, na stronie: https://www.facebook.com/pastelowaelegancja

Galeria

Image alt Image alt Image alt Image alt Image alt

Komentarze

  • Wiki 08 października 2021 08:33Kolorowo! :)
  • Tedi 22 stycznia 2022 13:09Pamiętam Andrzeja ze studiów, mój rocznik, zawsze elegancki. Im starszy, bardziej kolorowy. Jest jak dobre wino. Bardzo mi się to podoba, ale Rybnik nie jest na to gotowy. Za daleko od dużych akademickich, modowych miast. Dobra robota. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz