post image
Elżbieta Grymel

Istotnie, istnieją one naprawdę, choć dziś są już słabo widoczne. Są to ciągi ukośnych kresek  i kropek wyżłobionych w cegłach. Spora ich liczba zachowała się na prawo od wejścia głównego do kościoła (w okolicy kaplicy nagrobnej burmistrza Linka i jego żony Justyny.). Czy taki zapis był potrzebny? Sądzę, że tak, bo na grobach umieszczonych na placu kościelnym nie tworzono kopczyków z ziemi, jak to czyni się obecnie! Tak więc ukośna kreska miała symbolizować kobietę, zaś kropka– mężczyznę. Jednak jedno z podań żorskich wiąże te znaki z czasem oblężenia miasta przez husytów. Podobno obrońcy ostrzyli na murach kościoła swoja broń, z którą potem ruszali do walki.

W Żorach istnieje jeszcze jeden cmentarz, który jest używany do dziś, zwany powszechnie „nowym”. Usytuowany jest przy obecnej ulicy Smutnej. Oddano go do użytku prawie sto lat temu w roku 1924 i z tego okresu pochodzą tam pierwsze pochówki. Znajdują się tam groby mojej prababki Pauliny (zm.1927 r.) jej męża Josefa (zmarł w 1934 r.), następnie moich dziadków z obu stron, a także moich rodziców i innych zmarłych członków rodziny, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jest to „nasz” cmentarz. Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa. O jego budowie zamyślano już na przełomie XIX i XX wieku. W południowej części miasta istniało wzgórze  o dość stromym zboczu. Komu zamarzył się piękny cmentarz tarasowy, jak z południa Europy, opowieści ludowe nie wspominają. Mimo znacznych trudności technicznych i logistycznych przystąpiono jednak  do jego budowy, która trwała wiele lat (podobno ponad 20).  W latach 50 i 60 ubiegłego wieku żyli jeszcze ludzie, którzy pamiętali budowę tego cmentarza, bo sami przy niej pracowali, bądź czynili to ich krewni, więc w zimowe wieczory, kiedy w naszej obszernej kuchni „szkubano piyrze” sporo się o tym nasłuchałam. Grunt pod tarasy należało umocnić, wbijając drewniane pale, które potem podobno wzmocniono faszyną. Metodę tę stosowano od wieków do budowy wałów ziemnych. Potem nawieziono nieco gruzu i duże ilości ziemi wykopanej gdzieś w okolicy (ale gdzie konkretnie nikt z opowiadających nie wspominał, albo ja, kilkulatka, tego nie zapamiętałam).Pewna ciekawostka wiąże się z budową ogrodzenia. W pewnym momencie budowniczym zabrakło większych kamieni. Z pomocą katolikom przyszli miejscowi luteranie. Na ich działce znajdowały się ruiny kaplicy św. Barbary, należącej do katolików, zaproponowali więc, że pomogą rozebrać resztki budowli i udostępnią transport (odległość nie była duża), co zostało z początku przyjęte dość entuzjastycznie, jako przejaw dobrej woli z ich strony. Dopiero po latach  katolicy zreflektowali się, że stronie przeciwnej chodziło raczej o to, żeby ów zabytek znikł z pola widzenia. Choć cmentarz ten (nowy)  jest stosunkowo „młody”, zdołał obróść  legendami. Jeszcze niedawno żorzanie wspominali  pannę młodą, która z grobu powstała (pisałam o tym zdarzeniu w „Nowinach”)i grób chłopca, na który codziennie przychodził jego pies.  

Ps. O pozostałych miejscach pochówków na piszę w części 4 i ostatniej. Zapraszam do dalszej lektury.

Elżbieta Grymel

Komentarze

Dodaj Komentarz