Facebook / Lech Gęborski
Facebook / Lech Gęborski

Czytam na Facebooku, że jeszcze ci się chce. A Ciebie już nie ma. Przynajmniej nie ma cię tutaj, nie ma cię z nami. Zostaliśmy z pustką, którą trudno będzie wypełnić. Trudno opisać, jakie mam kiełbie we łbie

Lech był rówieśnikiem mojego ojca, ale wydawał mi się człowiekiem z innej czasoprzestrzeni. Nie macie pojęcia, ile razy zastanawiałem się skąd ten facet czerpie tyle energii. I choć w tytule felietonu piszę o kowboju, to był typ w typie woła - cierpliwy, silny, kroczący krok po kroku do celu. Podziwiałem go za umiejętność wyznaczania celów, tworzenia planu i cierpliwą realizacje. Taką mądrą, uwzględniającą innych. 

Znałem kilka jego twarzy: tę imprezową, bo uwielbiał bawić się i uwielbiał kobiece towarzystwo. Do samiutkiego końca. Po imprezach budził towarzystwo swoim tubalnym śpiewem. Lubiłem spędzać z nim czas, lubiłem słuchać jego opowieści. I chyba też polubił moje towarzystwo, bo czasem mi się zwierzał. Opowiadał o błędach młodości, o nie zawsze łatwych sprawach rodzinnych - o te łatwe są tylko w kiepskich serialach.. 

Lech Gęborski to był prawdziwy kowboj. Miał swój gnat, miał swego rumaka. Takiego stalowego, z silnikiem. Miał swoje zasady, które wywodził jednak raczej z filozofii mistrzów Wschodu i zamiłowania do sztuk walki, niźli bajek Karola Maya. Miał też fascynujący katalog zasad, które są mi bardzo bliskie. Pokazywał mi, że to nie jest moja fanaberia, że TO jest tutejszy duch stępujący z pokolenia na pokolenie. Bo chociaż był pryncypialny, to był wyrozumiały i wrażliwy na innych, jak to Mamuśka. Bo miał polskie nazwisko, ale podkreślał swoją śląską tożsamość. Bo cenił pracę i branie spraw w swoje ręce. Bo patriotyzm rozumiał jako odpowiedzialność, a nie działania na pokaz. I tych "bo" mogłoby być znacznie więcej. 

Kilka rzeczy będziemy mu zawdzięczać: ośrodek , czy motocykl ratowniczy. Wiele osób pewnie wspomina z rozrzewnieniem wielkie święta sztuk walki w Spodku. To on je zorganizował! 

Kilka rzeczy jesteśmy mu dłużni. Obiecuję, że doprowadzę do powstania makiety osady rybackiej, którą chciał stworzyć. Może to zainspiruje kogoś, kto poniesie ten pomysł dalej. Zaś w 2029 roku przypadnie równe 800 lat od zjazdu rycerstwa polskiego w Rybniku. Wzywam tu władze i instytucje kultury do upamiętnienia tego faktu. To byłby także mały hołd dla Lecha i jego dbałości o nasze korzenie. 

Stary brachu, a Ty teraz na motor i wio - gdzieś, gdzie będzie ci lepiej, 

Komentarze

  • Jerzy Hop 08 kwietnia 2024 19:01Ja dalej nie mogę uwierzyć, że już Go nie ma........ ?️
  • Boba 03 kwietnia 2024 18:29Lechu miał rzeczywiście wiele twarzy. Pamiętajmy te najpiękniejsze.

Dodaj komentarz