post image
Pixabay


O trądzie wspominają księgi Biblii i egipskie hieroglify. Już we wczesnym Średniowieczu odnotowywano  między innymi epidemie dżumy i cholery, oraz innych bliżej nie zidentyfikowanych chorób zakaźnych. Potem pojawiły się „czarna ospa”  i tyfus bardzo często występujący w czasie II wojny św. Większość tych chorób zakaźnych przywędrowała z południa Europy, a nawet z Afryki, gdzie z racji cieplejszego klimatu szkodliwe patogeny miały lepsze warunki rozwoju. Droga zarazy do Europy północnej  trwała  od kilku do kilkunastu a nawet kilkudziesięciu lat. Były to czasy, kiedy ludzie podróżowali  rzadko i tylko na niewielkie odległości . Inaczej jest obecnie.

Wśród żorskich opowieści spotkałam dwie, mówiące o zarazie, która dotknęła miasto i okolicę.
Według pierwsza opowieści wydarzenie to miało miejsce jeszcze w wieku XVIII, choć niektórzy opowiadający wiązali  je z latami 40-tymi wieku XIX. Kiedy to cały Śląsk dotknął nieurodzaj oraz rozliczne plagi pogodowe. W konsekwencji spowodowały one zniszczenie żywności, która się jeszcze zachowała. Wygniły ziemniaki złożone w brogach i ludziom zajrzał w oczy głód. Kiedyś menu Ślązaków opierało się głównie o kasze i inne produkty zbożowe, ale w drugiej połowie wieku XVIII, pod zaborem pruskim wprowadzono pod przymusem hodowlę ziemniaków mimo sprzeciwu miejscowej ludności. Jako ciekawostkę mogę podać, że rodzina mojej babci (ze strony mamy) na przełomie wieków XIX i XX żywiła się głównie produktami zbożowymi i poganką (kaszą gryczaną), zaś hodowane ziemniaki przeznaczała na karmę dla zwierząt gospodarskich. Jak słyszałam, w tych feralnych latach 40. XIX wieku rozchorowało się wiele żorskich mieszczan i powszechnie uważano, że przyczyną tej choroby jest zatruta woda w miejskich studniach, potem kiedy zachorowali również mieszkańcy okolicznych wsi uznano, że woda w okolicy jest czymś zanieczyszczona. Wtedy podobno miasto Żory miało wybudować wodociąg , którym sprowadzano wodę z leśnych źródeł a studnie w mieście zasypano.  Ile w tym jest prawdy muszą orzec żorscy historycy. Zakładając, że w tej opowieści jest choć ziarnko prawdy, należałoby szukać jakiejś cysterny lub przynajmniej ocembrowanej sadzawki , gdzie wodociągowa woda mogłaby spływać i skąd mogliby ja czerpać mieszczanie, ale nigdy o takim urządzeniu nie słyszałam.

Druga sprawa dotyczy opowieści związanych z jednym z baranowickich torfowisk. Mówiono, że ziemia od czasu do czasu oddaje to, co zabrała, tak było z tym właśnie torfowiskiem, z którego wybierano torf do celów grzewczych. Podczas kopania znaleziono tam drewniane jarzmo, które zakładano kiedyś  wołom do pracy, zmumifikowane ciało sarny, kilka par butów i chodaków (pantofli), wiadro i spory koszyk. Wszystkie te przedmioty były dobrze zakonserwowane i gdyby nie ich charakterystyczny, brunatny kolor, można byłoby uznać, że są prawie nowe. 

W Baranowicach rozprawiano też o zaprzęgu wołów, który rzekomo miał utonąć w jednym z torfowisk jeszcze w wieku XVIII i ziemia wyrzuciła go na powierzchnię po przeszło siedemdziesięciu latach. Opowiadano, że widok był dość makabryczny! Na wozie siedziało zmumifikowane ciało furmana z batem w ręku. Rozkładowi nie uległy też ciała wołów.  Jeden z nich oglądał się za siebie. Jego martwe oko musiało wypatrzyć zapewne jakieś ofiary, bo potem przez czas jakiś (lata 40. XIX w.) szalała we wsi bliżej nie określona zaraza i sporo jej mieszkańców zmarło. Powszechnie uważano, że otwarte oko martwego zwierzęcia, a także zmarłego człowieka mogło „wypatrzyć” kogoś i spowodować jego śmierć, a nawet sprowadzić zarazę na cała miejscowość. Dlatego istniał zwyczaj, że otwarte lub niedomknięte oko nieboszczyka obciążano ciężkimi monetami.

Zapewne zwróciliście uwagę, że wspomniałam w tekście o zaprzęgu ciągniętym przez woły. Wbrew utartej opinii, w wieku XIX to woły, a nie konie, były popularną siła roboczą na naszym terenie. Ponad  50  lat temu widziałam przepiękną polichromię w kolorze sepii, przedstawiającą woli zaprzęg. Zdobiła ona pewien stary dworek chłopski w okolicy Żor. Czy przetrwała do dziś, tego niestety nie wiem.

Elżbieta Grymel
 

Komentarze

Dodaj Komentarz